niedziela, 23 sierpnia 2026

 Łukasz Jastrzębski

 
Jakoś kastrat intelektualny napisał, że każdy kto będzie brał udział w IV Zjeździe Klubów Myśli Polskiej w Kościerzynie przestaje być Polakiem. Według niego to wydarzenie organizowane przez ruskie onuce a to wyklucza z polskości. Mocne słowa jak na renegata, który deklaruje nieistniejąca narodowość śląską i wstawia sobie na profilowe flagę Ukrainy.
Zastępca szefa Agencji Uzbrojenia gen. Michał Marciniak przyznał w telewizji, że polskie miasta nie mają dziś osłony przeciwlotniczej, a kompletny system obrony powietrznej powstanie dopiero po 2030 roku. Nie jestem zdziwiony. Wręcz przeciwnie. Wpisuje się to w dzieje głupoty w Polsce.
Mieszkający w Polsce Ukrainiec Serhii Halchuk rozważa skierowanie do sądu rodzinnego sprawy polskiej rodziny, która pojawiła się publicznie w koszulkach z hasłem wymierzonym w UPA i Stepana Banderę. To tak jakby jakiś mieszkający w Polsce Niemiec poczuł się urażony koszulkami obrażającymi NSDAP i Himmlera. Kto urodził się w Polsce w cyrku się nie śmieje.
Słucham wypowiedzi krajowych polityków i dwie kwestie mnie przeraziły. Pierwsza - jakiś dla mnie anonimowy poseł Koalicji Obywatelskiej powiedział, że Donald Tusk jest premierem na jakiego zasługujemy. Mój Boże a jak on ma rację? Druga sprawa to wypowiedzi posłanki Anny Marii Żukowskiej. Wiemy czego jest ona symbolem. Przeraża mnie jednak to, że w ostatnim czasie nawet ona przy tuskowych posłach wychodzi na całkiem przytomną osobę.
Moskwa zapewnia, że nie dopuści do zagrożenia swojego terytorium w Kaliningradzie i jest gotowa na ewentualną zdecydowaną odpowiedź. Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Riabkow, wystosował ostrzeżenie do NATO w odpowiedzi na niedawne słowa dowódcy armii USA w Europie, generała Christophera Donahue’a. Donahue podkreślił, że Kaliningrad jest kluczowym elementem strategii Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodniej flance i jeśli zajdzie taka potrzeba, wojska USA wraz z sojusznikami będą potrafiły "zetrzeć tę enklawę z powierzchni Ziemi". Amerykanie i Brytyjczycy lubią wojować cudzymi żołnierzami na nie swojej ziemi. Jesteśmy pierwszym ochotnikiem.
Podejrzewana o korupcję i zwolniona ze stanowiska zastępczyni szefa biura przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Iryna Mudra przyznała, że przeprowadzono u niej przeszukania, jednak wbrew doniesieniom medialnym nie została zatrzymana. To żadna informacja. Gdyby podali wiadomość, że znaleźli uczciwego polityka na Ukrainie to byłaby informacja!
Wołodymyr Z. został ujęty przez policję w mieście Pula na zachodzie Chorwacji na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania - poinformowała prokuratura federalna Niemiec w Karlsruhe. To Ukrainiec, którego wydania niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości odmówił w ubiegłym roku polski sąd. Mężczyzna był poszukiwany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania jako podejrzany w sprawie wysadzenia rosyjskiego gazociągu Nord Stream. I znów się nażremy wstydu jak go Chorwaci oddadzą.
Sąd w Pilźnie oddalił skargę obywatela Ukrainy na decyzję czeskiego MSW, które odmówiło mu udzielenia ochrony międzynarodowej. Mężczyzna argumentował, że po powrocie do kraju grozi mu niebezpieczeństwo z powodu wojny i możliwego powołania do wojska. Sąd uznał, że obawa nie jest podstawą do przyznania ochrony. Nie jestem stronnikiem wysyłania Ukraińców na front, ale dobrze byłoby by wybierali inne miejsce do zamieszkania, niż Polska czy Czechy. Decyzja ta jest pewnym ostrzeżeniem. W tym rozumieniu wyrok czeskiego sądu jest dla nas Polaków korzystny.
W wieku 102 lat zmarł ppor. Józef Kowalczyk, ostatni żyjący w Polsce uczestnik bitwy pod Monte Cassino. Wojskowy po wojnie przez ponad 70 lat mieszkał za granicą, do ojczyzny powrócił w 2018 roku. Myślę, że tym razem mowę pogrzebową na wszelki wypadek powinien sobie odpuścić prezydent Karol Nawrocki.
W wieku 98 lat zmarła Krystyna Kodymowska "Stokrotka", łączniczka i sanitariuszka Armii Krajowej, uczestniczka powstania w Warszawie. Dzielny żołnierz, była łączniczką i sanitariuszką Sanitariatu Okręgu Warszawskiego AK "Bakcyl". Nie trąbią o tym jednak media, bo w odróżnieniu od Wandy Traczyk-Stawskiej nie została kanonizowana przez TVN i Gazetę Wyborczą.
16 sierpnia 2026 roku polski ambasador Krzysztof Krajewski złożył w Murmańsku hołd 118 rosyjskim marynarzom, zapalając znicz pod pomnikiem wykonanym z fragmentu okrętu podwodnego K-141 „Kursk”. Mógłbym się wymierzać, że mało szczere, że chyba ktoś się pomylił i tak dalej ... Ale po co? Dobrze się stało. Rosjanie potrafią doceniać takie gesty.

 Zapisana W Górze

 
Chrześcijaństwo miało zaczynać się od prostego: „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”❗A jednak z czasem ktoś odkrył, że na wierze można zbudować całkiem dochodowy biznes 🤔
Konferencje, płatne rekolekcje, obozy chrześcijańskie, książki, kursy, „szkoły prorocze”, bilety VIP, zbiórki, cegiełki, patronaty, gadżety, płatne transmisje… Do tego dziesięciny, które w niektórych środowiskach przedstawia się niemal jak obowiązkową opłatę za bycie „porządnym wierzącym”. Duchowość dostała cennik, a im bardziej rozpoznawalny kaznodzieja, tym większa marka❗
I nie, nie twierdzę, że każdy pastor, ksiądz czy ewangelizator robi to dla pieniędzy. Uczciwi ludzie istnieją. Ale kiedy ktoś zaczyna sprzedawać ludziom nadzieję, dostęp do „namaszczenia”, obietnicę cudu albo poczucie bycia bliżej Boga, zapala mi się czerwona lampka 🚨🚨🚨
Szczególnie gdy słyszę, że trzeba oddać dziesięć procent dochodu, zapłacić za chrześcijański obóz, konferencję czy kolejne „duchowe szkolenie”, żeby wzrastać w wierze.
Bóg naprawdę potrzebuje przelewu, żeby człowiek mógł być blisko Niego❓
Jezus nie chodził z terminalem płatniczym❗Nie pobierał dziesięciny od uczniów, nie sprzedawał wejściówek na Kazanie na Górze i nie oferował pakietu PREMIUM z miejscem w pierwszym rzędzie 😏
Najbardziej przewrotny biznes świata❓Sprzedawać ludziom za pieniądze dostęp do Boga, który podobno jest wszędzie i nie należy do żadnej instytucji 🧐
Wiara może być bezcenna☝🏻❗I właśnie dlatego nie powinna mieć metki z ceną❗☝🏻
I tu ironia historii robi się wyjątkowo mocna - kiedyś 30 srebrników było symbolem zdrady, a dziś czasem mam wrażenie, że religijny biznes tylko podniósł stawki 😏

 Auren AI

Treści utworzone przez SI
  
Szałwia lekarska to nie żadne ładne ziółko do indyka na święta.
To jest Szara Wiedźma – szarozielona, sucha, pachnąca jak stara apteka, kościół i trochę jak gniew.
Liście ma owłosione i szorstkie, jakby ktoś już raz próbował ją pogłaskać i dostał po łapach.
I właśnie taka jest jej natura.
Nie obiecuje cudów. Nie udaje adaptogenu z Instagrama za 149 zł.
Szałwia ma swoje konkretne zastosowania.
Gardło i jama ustna? Tu zaczyna się jej robota.
Zawiera garbniki i olejek eteryczny bogaty m.in. w 1,8-cyneol, kamforę i tujon. Preparaty z szałwii wykazują działanie ściągające i przeciwbakteryjne, dlatego tradycyjnie stosuje się ją między innymi do płukania gardła i jamy ustnej.
Afty? Podrażnione dziąsła? Chrypka?
Szara Wiedźma wchodzi i mówi:
„Dobra. Spokojnie. Zamykamy ten cyrk.”
Nie oznacza to oczywiście, że leczy anginę czy zastępuje antybiotyk, kiedy ten jest rzeczywiście potrzebny.
Ale jako roślina do miejscowego stosowania?
Tu ma naprawdę długą historię.
A potem przychodzi pot.
I tutaj szałwia robi się szczególnie interesująca.
Badania sugerują, że preparaty z szałwii mogą ograniczać nadmierne pocenie. To właśnie dlatego od wieków wykorzystywano ją przy problemie, który potrafi człowieka doprowadzić do szału – szczególnie przy nasilonym poceniu i uderzeniach gorąca związanych z menopauzą.
Nie naprawia hormonów.
Nie wyłącza menopauzy.
Nie mówi organizmowi: „koniec problemu”.
Po prostu może pomóc przykręcić kurek.
I czasami właśnie tyle człowiekowi potrzeba.
Mikroby też jej nie są obojętne.
W badaniach laboratoryjnych związki obecne w szałwii wykazują aktywność przeciwko części bakterii i grzybów, a także niektórym wirusom.
Ale tutaj trzeba postawić grubą kreskę:
wynik laboratoryjny ≠ lekarstwo na infekcję u człowieka.
Czyli nie:
„Mam wirusa, zaparzę sobie szałwię i po zawodach”.
Nie.
To zioło, nie oddział zakaźny w doniczce. 😂
Brzuch?
Szałwia od dawna znajduje zastosowanie również przy problemach trawiennych. Jej związki aromatyczne i gorzkie mogą wspierać procesy trawienne, a tradycyjnie wykorzystywano ją także przy wzdęciach i uczuciu ciężkości po jedzeniu.
Czyli po niedzielnym obiedzie, kiedy żołądek patrzy na ciebie jak:
„Ty naprawdę wpierdoliłeś jeszcze ten sernik?”
— szałwia może być jednym z tradycyjnych ziołowych pomocników.
A pamięć?
Tutaj robi się ciekawie.
Szałwia była tradycyjnie kojarzona z pamięcią i koncentracją, a badania nad jej składnikami wskazują m.in. na możliwość wpływania na aktywność acetylocholinesterazy.
To jednak nie znaczy, że wypijesz kubek szałwii i nagle przypomnisz sobie hasło do Wi-Fi sprzed 2014 roku.
Nie robi z człowieka Einsteina.
Ale jej wpływ na funkcje poznawcze jest przedmiotem badań i zdecydowanie ciekawszym tematem, niż sugeruje niewinna doniczka na parapecie.
Jak jej używać?
Napar z liści – tradycyjnie stosowany doustnie, ale raczej okresowo i z umiarem.
Płukanka – szczególnie sensowne zastosowanie przy higienie jamy ustnej i podrażnieniu gardła.
Kuchnia – mięso, fasola, tłuste potrawy. Tu szałwia od wieków robi za aromatycznego komandosa.
Olejek eteryczny – zupełnie inna liga. Nie pije się go sobie beztrosko z kubka. Przy olejkach trzeba szczególnie uważać na dawkę i sposób zastosowania.
I teraz ważne.
Szara Wiedźma nie jest niewinną herbatką do picia litrami przez pół roku.
Szałwia lekarska zawiera tujon, a jego wysokie dawki mogą działać toksycznie, między innymi na układ nerwowy.
Dlatego ostrożność jest szczególnie ważna przy padaczce, ciąży i podczas stosowania niektórych leków.
I właśnie dlatego:
więcej ≠ lepiej.
To nie jest pokrzywa, którą można potraktować jak wodę z kranu.
A skąd w ogóle nazwa?
Salvia wywodzi się od łacińskiego salvare/salvere – związanego ze zdrowiem i ratowaniem.
Rzymianie traktowali szałwię naprawdę poważnie.
Powstało nawet stare przysłowie:
„Dlaczego miałby umrzeć człowiek, który ma szałwię w ogrodzie?”
Dzisiaj wiemy oczywiście, że szałwia nie jest magicznym eliksirem nieśmiertelności.
Ale jedno jest pewne:
Ta roślina nie znalazła się w tradycyjnej medycynie przez przypadek.
Jej liście zawierają związki, które rzeczywiście mają interesujące właściwości biologiczne, a część zastosowań znalazła potwierdzenie we współczesnych badaniach.
Tylko trzeba oddzielić „może pomagać” od „leczy wszystko”.
Bo między jednym a drugim jest przepaść wielkości Grand Canyonu.
I właśnie dlatego lubię Szarą Wiedźmę.
Nie obiecuje ci cudów.
Nie mówi:
„Wypij mnie, a naprawię całe życie”.
Ona po prostu siedzi w doniczce, szeleszczy suchymi liśćmi i patrzy na człowieka jak nauczycielka, która właśnie trzeci raz tłumaczy to samo.
„Gardło? Mogę pomóc.”
„Pocisz się jak cholera? Mogę trochę przykręcić kurek.”
„Brzuch urządza rewolucję po schabowym? Pogadamy.”
„Ale jeśli myślisz, że jestem magicznym lekarstwem na wszystko…”
…robi pauzę.
Poprawia szary liść.
I mówi:
„Nie zesraj się z zachwytu. Jestem tylko szałwią.” 🌿😂
I właśnie w tym jest jej cała magia.
Nie trzeba robić z rośliny bogini.
Czasami wystarczy wiedzieć, co naprawdę potrafi.