środa, 28 października 2026

 ,, Jerzy Osuch

 
Żydowska Inwazja. W 1911 roku (na sześć lat przed katastrofą) rosyjski pisarz Michaił Osipowicz Mienszykow, który w tym samym roku co Mikołaj II został zabity przez żydowskich bolszewików, napisał i opublikował w prasie cykl „Listów do narodu rosyjskiego”. Bił w nich na alarm, ostrzegając społeczeństwo przed nieuchronną katastrofą, jeśli nie zostaną podjęte działania przeciwko nadciągającej fali milionów Żydów, przybywających do Rosji z Ukrainy, Polski i Białorusi, regionów, w których wcześniej byli oni ograniczeni do tzw. „strefy osiedlenia”.
„Przybysz, który będzie pośród ciebie, będzie wznosił się nad tobą coraz wyżej, a ty będziesz opadał coraz niżej. On będzie ci pożyczał, a ty nie będziesz mu pożyczał; on będzie głową, a ty ogonem...”- Księga Powtórzonego Prawa 28, 43-44
„W Dumie Państwowej knute jest coś gorszego niż zdrada stanu – zdrada narodowa: przyzwolenie na to, by cały obcy lud dokonał inwazji na Rosję; by – nie za pomocą siły militarnej, lecz poprzez przymus ekonomiczny i prawny – opanował nasze terytorium, nasze bogactwa, przemysł i handel, wolne zawody, a wreszcie – wszelkie formy władzy w społeczeństwie.
Pod skromnym płaszczykiem »równouprawnienia Żydów«, rosyjscy idioci, którzy się za nim opowiadają, w istocie skazują Rosję na wszystkie okropności podboju – nawet jeśli miałby on przebiec bez rozlewu krwi. Podkreślam słowo »okropności«: wy, którzy nie znacie »kwestii żydowskiej« – wy, polityczni głupcy – spójrzcie sami, co dzieje się w krajach chrześcijańskich już opanowanych przez Żydów! Przyjrzyjcie się doli ludności na tych słowiańskich ziemiach – nawet tych, które od dawna cieszą się rządami konstytucyjnymi – a które zostały dotknięte napływem Żydów. Zobaczcie, jak rosyjscy pobratymcy – ludzie tacy sami jak my – cierpią w austriackiej Galicji. Spójrzcie na upokorzenie i nędzę, jakich doświadcza lud rosyjski w tej części Rosji, która niegdyś została zagarnięta przez Polskę i wydana na pastwę tego pasożytniczego ludu!
A przecież właśnie to szykujecie dla Wielkiej Rosji – jedynego kraju w świecie chrześcijańskim, który nie jest jeszcze w pełni dostępny dla Żydów. W czasach, gdy powracają wspomnienia o poddaństwie chłopów, zastanówmy się poważnie: czyż nie stoimy u progu nowego jarzma – jarzma nieporównanie gorszego?
Pięćdziesiąt lat temu 23 miliony chłopów zostały wyzwolone spod politycznej i majątkowej dominacji 100 tysięcy rosyjskich szlachciców – co dziś obie strony zgodnie uznają za dobrodziejstwo. I...” Istotnie, było to dobrodziejstwo; albowiem, zważywszy na przeciętność i brak sumienia u większości ludzi, styl życia tak heroiczny, jakim był porządek patriarchalny, musiał z czasem ulec zepsuciu. Relacje, które w żadnym wypadku nie opierały się na niewolnictwie, zaczęły w niektórych miejscach przekształcać się w niewolnictwo – a wielki naród, należący do arystokracji ludzkości – do rasy aryjskiej – nie mógł długo znosić takiego upokorzenia. Pamiętajmy jednak, że zdecydowana większość rosyjskiej szlachty wywodziła się z chłopstwa, awansując dzięki służbie; byli oni, w istocie, „kością z kości i ciałem z ciała” ludu. Szlachcice byli prawdziwymi dziećmi rosyjskiego narodu – tyle że tymi szczęśliwszymi, obdarzonymi większym talentem, energią i odwagą, co pozwoliło im wybić się ponad ogół.
Przytłaczająca większość rosyjskiej szlachty była potomstwem dzielnych ludzi, którzy przelewali krew za wspólną ojczyznę – nie była to żadna „błękitna” krew, lecz ta sama czerwona, rosyjska, ludowa krew, która płynęła w ich żyłach od niepamiętnych czasów. W przeważającej mierze rosyjska szlachta nigdy nie wyrzekła się pokrewieństwa ze zwykłym ludem, wspólnego języka ojczystego, tysiącletniej wiary ani wspólnego pochodzenia z tej samej prastarej kolebki. I cóż z tego? Nawet taka forma władzy – sprawowana przez jednego brata nad własnymi krewnymi – zaczęła być postrzegana jako uciążliwa, bezbożna i nie do zniesienia! Co zatem mówicie dziś rosyjskiemu narodowi, aranżując najazd plemienia, które jest mu całkowicie obce – plemienia, które nie tylko nie jest wyższe, lecz wręcz ewidentnie niższe?
Torujecie drogę inwazji – nie stu tysięcy „szlachetnych” braci, lecz dziesięciu milionów Azjatów; siły skrajnie niebezpiecznej... ...ludu całkowicie zbrodniczego, który od czterech tysięcy lat stanowi ropiejącą ranę na ciele każdego narodu, w którym ten pasożyt zapuścił korzenie.
Rosyjska szlachta została pozbawiona swojego statusu – być może słusznie; odebrano jej wszelkie szlacheckie przywileje, a resztki dawnych podziałów, opartych na własności czy przynależności stanowej, stopniowo zanikają. W rzeczywistości ze szlachectwa nie pozostało nic poza tytułem – pustym dźwiękiem i niczym więcej. Co więcej, umożliwiając żydowską ekspansję, ci rosyjscy idioci torują drogę nowej arystokracji – arystokracji żydowskiej – i zanim minie pół wieku, znajdziemy się w istocie w warunkach nowego feudalizmu, tyle że przejawiającego się w najbardziej odrażających formach żydowskiej dominacji.
Nie będę wspominał o niestrudzonej pasji, z jaką Żydzi wdzierają się w szeregi dziedzicznej arystokracji, wydając za mąż – a raczej sprzedając – swoje córki potomkom Ruryka, sami zaś kupując sobie herby i tytuły. Nawet nie stając się „rosyjskim szlachcicem czystej krwi”, człowiek pokroju pana Mowszy Ginzburga – czego świadkiem byliśmy niedawno na jednym z jego przyjęć – potrafi sprawić, że rosyjscy admirałowie i kawalerowie Orderu św. Jerzego tańczą na paluszkach z żydowskimi kobietami, a każdy Żyd otoczony jest wianuszkiem wpływowych Rosjan. Nie będę rozwodził się nad spustoszeniem, jakie worek złota sieje w wyższych sferach społeczeństwa. Prawdziwa szlachta nie kształtuje się na samym szczycie, lecz w warstwach średnich – nowa arystokracja wyłania się z mieszczaństwa, z grona zdolnych jednostek, które wybiły się z dołów społecznych dzięki pracy wymagającej wyjątkowej energii i talentu. To właśnie w tych środkowych warstwach społeczeństwa Żydzi biorą górę nad Rosjanami – nie dzięki autentycznej energii czy talentowi, lecz poprzez fałszowanie tychże przymiotów.
W życiu społecznym zachodzi ten sam mechanizm, co na rynku. Spróbuj zaoferować czysty, wysokiej jakości produkt w miejscu zdominowanym przez Żydów; już następnego dnia w żydowskich sklepach pojawi się coś, co wygląda jak twój towar – tyle że o jedną trzecią tańsze – i jesteś zrujnowany. Opinia publiczna nie potrafi dostrzec oszustwa; ludzie nie podejrzewają, że wino, które piją, jest podróbką – sporządzoną z tanich owoców i alkoholu. Mogą od tego zachorować, a nawet umrzeć, a mimo to wciąż lgną do Żydów – niczym bezmyślne zwierzęta do przynęty – podczas gdy chrześcijański kupiec, oferujący towar wysokiej jakości (a przez to kosztowny), popada w ruinę.
W każdy wolny zawód i każdą dziedzinę pracy intelektualnej Żydzi wnoszą tę samą niszczycielską siłę: fałszerstwo, naśladownictwo, oszustwo, udawanie i mistyfikację. Działają w ramach zbiorowego spisku przeciwko chrześcijanom – tworzą potajemną, wpływową klikę, w której członkowie wspierają swoje podłe intrygi poprzez system wzajemnego porozumienia. Twierdzenie, jakoby Rosjanie ustępowali Żydom dlatego, że ci drudzy są rzekomo bardziej uzdolnieni lub pracowici, jest wierutnym oszczerstwem! To bezczelne kłamstwo, które obala się na każdym kroku. W żadnej dziedzinie Żydzi nie wykazują się wybitnym talentem; jako lud azjatycki, o śniadej cerze, są organicznie niezdolni do osiągnięcia szczytów geniuszu. Zamiast tego wypierają osoby o przeciętnych zdolnościach, tworząc jedynie proste, powierzchowne imitacje ich pracy.
Nie tylko rosyjska burżuazja ustępuje miejsca żydowskiej; to samo zjawisko obserwujemy na całym Zachodzie, wszędzie tam, gdzie Żydzi osiedlają się w znacznej liczbie. Nie tylko Rosji grozi „żydowski feudalizm”. We francuskiej Izbie Deputowanych ten właśnie rodzaj feudalizmu został niedawno potępiony przez Jaurèsa – człowieka, którego z pewnością nie można posądzić o nacjonalistyczny szowinizm. We Francji nie ma ośmiu milionów Żydów – jak w naszym kraju – a jedynie około stu tysięcy; mimo to nawet ten wielki naród cierpi katusze, czując, że został „przeżarty” przez żydowski pierwiastek i że musi albo całkowicie usunąć Żydów – tak jak czyniono to w minionych wiekach – albo zginąć od swoistych „suchot” społecznych.
Niedawne wydarzenie w Paryżu z udziałem Żyda o nazwisku Bernstein pokazuje, jak głęboko ten szlachetny naród został upokorzony we własnym domu i jak dotkliwie zaczyna sobie uświadamiać popełniony błąd...
Podobnie jak dżuma czy cholera – będące w istocie wtargnięciem niższych organizmów w sferę organizmów wyższych – tak i historia narodów naznaczona jest straszliwym nieszczęściem, jakim są obce najazdy. Wystarczy wejść do dowolnego kościoła i posłuchać, o co Kościół modli się każdego dnia: o wybawienie od głodu, trzęsień ziemi, powodzi, pożarów, miecza, najazdów obcych ludów oraz wojen domowych. Współczesne pokolenia mogły zapomnieć o wielu tragediach własnej historii, lecz Kościół przemawia mądrością wieków. Jeśli gwałtowne najazdy sąsiadów – przypominające powódź – są niebezpieczne, to „pokojowe” inwazje – niewidoczne niczym zaraza – są jeszcze groźniejsze.
W obliczu gwałtownych najazdów naród broni się, uruchamiając wszelkie instynkty samozachowawcze. Atak wywołuje kontratak i – niezależnie od skutków – takie wojny zazwyczaj kończą się odejściem wroga. W najgorszym razie pokonana strona płaci kontrybucję, lecz pozostaje gospodarzem we własnym domu. Infiltracje pokojowe – takie jak ta żydowska – to zupełnie inna sprawa: instynkt samozachowawczy pozostaje tu przez bardzo długi czas uśpiony, ukojony złudnym poczuciem bezpieczeństwa, jakie daje panujący spokój. Niewidzialny wróg nie budzi lęku, dopóki nie opanuje wszystkich kluczowych pozycji. W takim przypadku wróg – niczym gruźlica czy malaria – zagnieżdża się głęboko w tkankach narodowego organizmu, zatruwając krew dotkniętego nim społeczeństwa. Dramat narodu, którego to dotyka, polega na tym, że inwazja trwa nadal – utrzymuje się w stanie „pokojowej” okupacji!
Spośród wszystkich ludów Starego Świata my, Słowianie, wydajemy się najbardziej poszkodowani, jeśli chodzi o najazdy. Osiedliliśmy się niejako w przejściu między Europą a Azją – dokładnie na szlaku wielkich wędrówek ludów. Cała nasza historia jest w istocie jednym długim, nieustającym dramatem narodu żyjącego przy głównym trakcie: trzeba nieustannie wypatrywać grabieżców – raz z jednej, raz z drugiej strony. Jeszcze przed jarzmem tatarskim nasza pamięć historyczna odnotowuje szereg najazdów z północy, południa, zachodu i wschodu: Ostrogoci, Waregowie, Pieczyngowie, Chazarowie, Połowcy, Litwini, Krzyżacy – któż to nie uderzał w naszą rodzącą się kulturę państwową, która raz po raz była rozrywana na strzępy! Później przyszli Tatarzy, Tatarzy krymscy, Polacy i Szwedzi; nasi przodkowie zmuszeni byli bronić się przed zagrożeniami ze wszystkich czterech stron świata. Nie minął nawet wiek od potężnej inwazji Napoleona, która zgromadziła siły dwudziestu narodów. Zgodnie z historycznym prawem, że „to, co było, znów powróci”, wciąż grożą nam najazdy z każdej strony – zarówno od wschodu, jak i od zachodu. Tym bardziej kluczowe staje się pamiętanie o wiecznym nakazie naszej jedności i wewnętrznej spójności. Mimo to, z wyraźnym zamiarem zniszczenia żelaznej struktury naszego narodu i złamania naszego wewnętrznego oporu, pewni rosyjscy idioci i zdrajcy aranżują „pokojową” inwazję obcych ludów – ułatwiając masowy napływ elementów, których nie da się zasymilować ani wchłonąć. Elementy te przekształciłyby nasz wielki naród z czegoś czystego w coś nieczystego – niczym piasek domieszany do metalu, który czyni go kruchym. Rosja jest rozległa i trudna do podbicia, a jednak bywała już podbijana – w całości lub w częściach. Nie zapominajmy, że Ruś Zachodnia wyszła z polskiej niewoli zaledwie półtora wieku temu, podczas gdy Ruś Czerwona do dziś pozostaje pod jarzmem austriackim. Nie zapominajmy również, że każde inne państwo słowiańskie, poza Rosją, upadło na skutek zewnętrznych najazdów – najazdów, które w wielu przypadkach poprzedzone były wewnętrznym rozkładem. Pamiętajmy też, że jedyną wielką potęgą słowiańską – poza Rosją – była Polska, która upadła wskutek zewnętrznych inwazji, do których drogę utorowała „pokojowa” ekspansja żydowska. To lekcja o przerażającym znaczeniu – lekcja, której wciąż nie potrafimy właściwie zrozumieć. Niekompetentni polscy królowie sami sprowadzili do Polski to pasożytnicze plemię, wprowadzając pośród swoich chrześcijańskich poddanych ludność antychrześcijańską i głęboko wrogą chrześcijańskiemu sumieniu. Czyż można się dziwić, że na przestrzeni kilku pokoleń Żydzi w Polsce zdemoralizowali szlachtę, wyparli fundament narodu – stan trzeci – a na lud prosty spadli niczym ciężki nagrobek? Zepsuta i osłabiona Polska padła ofiarą tego samego rodzaju „stanu zapalnego”, jaki pasożyty wywołują wszędzie, gdzie się pojawią. Począwszy od czasów faraonów i królów perskich, wszędzie tam, gdzie przenikali Żydzi, siali wewnętrzne waśnie, podsycali konflikty między warstwami społecznymi oraz popychali do buntu i rozkładu. To samo spotkało Polskę; ten sam proces rozgrywa się dziś w Rosji, na naszych oczach. Żydzi podzielili polski naród na kilka nieprzejednanych obozów, przygotowując grunt pod upadek tysiącletniego słowiańskiego państwa. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ten sam zgubny proces towarzyszy żydowskiej ekspansji w Rosji. „Żydzi – prorokował z boleścią Dostojewski – doprowadzą Rosję do zguby!” Bóg dotknął nas, Rosjan, głuchotą oraz dziwną, niewytłumaczalną ślepotą: nie słyszymy nadciągającej katastrofy i jej nie dostrzegamy. Potajemnie, w sposób zagadkowy i zakulisowy, Hessen i Winawer wnieśli do Dumy Państwowej projekt ustawy o zniesieniu tzw. strefy osiedlenia dla Żydów. Liczą na to, że uda im się zaskoczyć zarówno nasz system ustawodawczy, jak i całe społeczeństwo.
I cóż z tego wyniknie? Całkiem możliwe, że przeforsują tę zdradziecką ustawę – a tym samym własnoręcznie podpiszą wyrok śmierci na Rosję. (I dokładnie to wydarzyło się cztery lata później, w sierpniu 1915 roku). Wszystko to jest możliwe, ponieważ nasza historia pełna jest kardynalnych błędów. Nie tylko Moskwa spłonęła niegdyś przez zwykłą świecę – cały wielki naród, niczym słoń potykający się na skraju przepaści, może zginąć wskutek chwilowej nieuwagi, jeśli tylko nieszczęśliwie splotą się okoliczności. Ktoś może zapytać: dlaczego zatem w innych krajach zniesiono „strefę osiedlenia”? Dlaczego na Zachodzie przyznano Żydom równe prawa? Odpowiadam: stało się tak właśnie dlatego, że liczba Żydów jest tam stosunkowo niewielka. Gdybyśmy mieli zaledwie 60 tysięcy Żydów, jak w Anglii, czy 100 tysięcy, jak we Francji, być może i u nas nie istniałaby żadna „kwestia żydowska” – choć nawet 100 tysięcy Żydów wystarczy, by wprowadzić głęboki, opłakany rozkład w tak wysoko rozwiniętym kulturowo narodzie, jakim jest Francja. Tam, gdzie Żydów jest relatywnie dużo – na przykład w Austrii czy Niemczech – myśląca część społeczeństwa już zrozumiała, jak katastrofalnym błędem było przyznanie im równych praw; rozpoczęła się tam nieustępliwa walka z „żydowską inwazją”. My tymczasem szykujemy się do nadania Żydom równych praw właśnie w momencie, gdy Zachód zaczyna rozważać ich odebranie! To również wyjaśnia – nawiasem mówiąc – dlaczego Żydzi tak gorączkowo zabiegają o dostęp do „Wielkiej Rosji”: wyczuwają, że zbliża się czas, w którym zostaną wypędzeni ze wszystkich cywilizowanych narodów – co zresztą nie raz już zdarzało się w ich historii – i dlatego zawczasu szukają schronienia na ziemiach, które nie zostały jeszcze przez nich w pełni „zatrute”. Nie tylko w Europie, ale nawet w Ameryce, w ciągu zaledwie kilku dekad, Żydzi zdołali wywołać wobec siebie niechęć, a miejscami wręcz nienawiść. Proszę uważnie przeczytać motto tego artykułu – biblijną interpretację dotyczącą „cudzoziemca”, który udziela pożyczek: „On będzie głową, a ty będziesz ogonem!”. Prawda ta jest równie wieczna, co boskie objawienie! W tych kilku słowach zawiera się cała istota „kwestii żydowskiej”. Żydzi – owładnięci przekonaniem, że są „narodem wybranym”, nawet jeśli przez Boga odrzuconym – dążą do tego, by być głową, podczas gdy cała ludzkość ma stanowić ich ogon. Dzięki swoistym czarom, które zaczynają się od żydowskiej nienawiści, a kończą na rosyjskiej głupocie, Żydom udało się już stanąć na czele całych partii politycznych – na przykład partii „żydowsko-kadeckiej”, zdominowanej przez postacie takie jak Winawer czy Hessen. Zdołali oni przeniknąć na kierownicze stanowiska w obrębie całych warstw społecznych, jak choćby w środowisku inteligencji wywodzącej się z różnych stanów (raznoczyńców), która oddała im pod kontrolę prasę oraz wolne zawody. Gdziekolwiek spojrzeć, ci „podążający za żydowskim ogonem” zwolennicy są równie liczni, co sami Żydzi, a triumfująca dominacja tego pasożytniczego plemienia nie jest jedynie wymysłem, lecz twardym faktem. Czas, by naród rosyjski się obudził: stoi on u progu wielkiej katastrofy – być może najstraszniejszej w całej swojej historii. Na Rosję naciera nie jakaś tam grupa awanturników, lecz całe plemię liczące miliony ludzi – najbardziej skłonne do awanturnictwa, najbardziej przestępcze i najbardziej zgubne plemię, jakie zna historia. Nawet przybycie zaledwie kilkudziesięciu tysięcy Żydów – tych, którym pozwolono przekroczyć granicę tzw. strefy osiedlenia – wystarczyło, by zachwiać duchem ludu, podważyć jego głęboką wiarę i splamić sumienie; to właśnie to historyczne sumienie, na którym zbudowano Rosję. „Teraz chcą całkowicie usunąć ochronną tamę i pogrążyć to, co niegdyś było »Świętą Rusią«, w powodzi wrogich obcych, którzy żywią nienawiść do chrześcijaństwa...”
Wyświetl mniej

 Andrzej Kloc

 
Claire Langoulant ⚜️@Cuisines1974
Tłumaczenie z języka francuski
Izraelski oficer rezerwy, Avdar Shailovski, napisał artykuł — opublikowany na jego stronie na Facebooku — w którym opisuje swoją dezercję z izraelskiej armii i emigrację z Izraela do Polski, ziemi jego przodków.
Artykuł nosi tytuł: „Nie mogę już znieść milczenia”.
Oto pełny tekst artykułu:
Jestem Avdar Shailovski, dowódcą, który zdezerterował z izraelskiej armii. Oświadczam, w pełnym posiadaniu władz umysłowych, że opuściłem izraelską armię, ponieważ nie mogłem już znieść bycia cichym świadkiem — zdradzając w ten sposób własną ludzkość — wobec wszystkich zbrodni, których byłem świadkiem podczas pięciu lat spędzonych w tej armii.
Wydarzenia, których byłem świadkiem, duszą mnie; muszę wam o nich opowiedzieć.
Mógłbym umrzeć w każdej chwili, tak wielki jest mój smutek. Dlatego muszę przyczynić się do ujawnienia prawdy, w nadziei na złagodzenie ciężaru mojej winy. Może Bóg złagodzi męki, które mnie czekają, biorąc pod uwagę grozę czynów, których się dopuściłem, tylko dlatego, że byłem częścią szeregów izraelskiej armii.
Następnie otrzymałem znak: „Porzuć wszystko i odejdź.”
Dziękuję Ci, mój Boże, za to, że mnie poprowadziłeś.
Gdy samolot izraelskich linii El Al wylądował na lotnisku w Warszawie, poczułem się bezpieczny, daleko od tej ziemi Izraela, która nie znaczy dla mnie już nic.
Uczono nas, że to ziemia obiecana przez Boga; tymczasem to największe kłamstwo, jakim oszukano naród żydowski.
To wieczne kłamstwo, które trwa bez przerwy i które osiemdziesiąt lat temu doprowadziło do wysiedlenia narodu palestyńskiego — bezbronnego narodu — z jego własnej ziemi. Co gorsza: ten naród do dziś cierpi straszliwe katusze. Kto wymyślił to kłamstwo? I jaki „głupi” naród mógł w nie uwierzyć?
To, czego byłem świadkiem podczas moich pięciu lat służby w izraelskiej armii, trudno opisać słowami...
Jakie słowa mogłyby opisać okrucieństwo, hańbę i grozę czynów popełnionych przez izraelską armię wobec Palestyńczyków?
Nie wierzcie ani słowu temu „parszywcowi” — synowi „parszywca”. To ohydny kłamca, zwłaszcza gdy nazywa izraelską armię „najbardziej moralną armią świata”. Jakie absurdum! W rzeczywistości to najbardziej zdeprawowana, najokrutniejsza i najbardziej dzika armia, jaka istnieje.
Tak, panowie, nie mogę już znieść widoku ruin i zniszczeń w Gazie.
Byłem świadkiem tego, co wydarzyło się w nocy z 7 października 2023 roku. Izraelskie służby wywiadowcze, ten „parszywiec” i jego banda wiedziały o tym; czekały, aż to się stanie, by usprawiedliwić zniszczenie Gazy i spróbować przesiedlić jej ludność...
Służyłem w Gazie i widziałem na własne oczy, jak dowódca czołgu bawił się swoim działem, strzelając pociskami do Palestyńczyków stłoczonych w namiotach lub do grup stojących w kolejce przed piekarniami, pojazdami rozdającymi żywność czy konwojami pomocy humanitarnej.
Widziałem na własne oczy, jak samoloty ostrzeliwują pociskami zamieszkane budynki mieszkalne, zamieniając je w gruzy na głowach ich mieszkańców...
Widziałem na własne oczy, jak snajperzy armii okupanta bawili się w strzelanie do dzieci, dorosłych i kobiet stojących w kolejce po pomoc humanitarną...
To szaleństwo...
Takie zbrodnie, których byłem świadkiem, nie mogłyby wydarzyć się nigdzie indziej na świecie, z wyjątkiem ziemi Palestyny...

 ,, Myśli Świętych Kościoła Katolickiego na każdy dzień roku.

 
Dołącz
ŚWIĘTY JAN BOSKO WIDZIAŁ SPOTKANIE DEMONÓW I ODKRYŁ COŚ PRZERAŻAJĄCEGO
W 1885 roku święty Jan Bosko miał sen, który głęboko go poruszył.
To, co zobaczył, wydawało się przerażającą sceną…
Znajdował się w ogromnej sali, gdzie tłum demonów odbywał kongres.
Ich cel?
Znaleźć sposób na zniszczenie Zgromadzenia Salezjańskiego.
A potem zaczęli proponować swoje strategie…
PIERWSZA PROPOZYCJA: OBŻARSTWO
Jeden z demonów zaproponował wykorzystanie obżarstwa, aby wywołać:
Opór wobec dobra
Demoralizacja obyczajów
Zgorszenie
Brak ducha poświęcenia
Zaniedbanie młodzieży
Ale inny demon odpowiedział, że ta strategia nie wystarczy.
DRUGA PROPOZYCJA: MIŁOŚĆ DO BOGACTWA
Diabeł wyjaśnił, że jeśli miłość do pieniędzy wejdzie do wspólnoty, to samo stanie się z:
Pragnieniem wygody
Zaniedbaniem miłosierdzia
Zaniedbaniem ubogich
Pragnieniem lepszego życia
Ale to również nie przekonało wszystkich.
TRZECIA PROPOZYCJA: NIEPOJĘTA WOLNOŚĆ
Strategia miała polegać na tym, aby salezjanie zaczęli:
Lekceważyli zasady
Odrzucali trudne zadania
Tworzyli podziały wśród przełożonych
Znajdowali wymówki, by porzucić swoje obowiązki
Ale potem pojawił się kolejny diabeł…
I przedstawił to, co uważał za najgroźniejszą broń ze wszystkich.
CZWARTA PROPOZYCJA: UCZYNIENIE NAUKI CELEM SAMĄ W SOBIE
Chodziło o to, aby salezjanie studiowali wyłącznie po to, by zdobyć sławę i uznanie.
Dużo wiedzy…
Ale mało posług.
Celem byłoby zmusić ich do pogardy wobec ubogich i niewykształconych oraz do porzucenia tego, do czego zostali powołani:
Katechizmu dla dzieci.
Edukacji ubogich.
Konfesjonału.
Służby duszom.
I jeszcze coś: aby księża coraz bardziej zaniedbywali swoją świętą posługę.
Żadnych uroczystych oratoriów.
Żadnego katechizmu dla dzieci.
Żadnych lekcji dla ubogich i opuszczonych.
Żadnych długich godzin w konfesjonale.
Zamiast tego poświęciliby się jedynie okazjonalnemu i bezowocnemu głoszeniu kazań, szukając nie zbawienia dusz, lecz ludzkiej chwały.
Ta propozycja spotkała się z aplauzem demonów.
Ksiądz Bosko zrozumiał wtedy niebezpieczeństwo:
Wiedza może stać się pychą, gdy przestaje służyć Bogu i bliźniemu.
A potem…
Jeden z demonów odkrył, że Ksiądz Bosko jest obecny i wszystko obserwuje.
Krzyknął i wskazał na Świętego.
Wszystkie demony rzuciły się na niego!
Ksiądz Bosko krzyknął:
„Zostawcie mnie! Ratunku!”
W końcu obudził się, wyczerpany krzykiem.
Następnego dnia zrozumiał przesłanie, które otrzymał:
Niebezpieczeństwo nie zawsze tkwi w nagłym porzuceniu dobra.
Czasami zaczyna się, gdy środki stają się celami.
Nauka przestaje służyć bliźniemu, a zaczyna służyć pysze.
Posiadanie przestaje być środkiem, a staje się celem samym w sobie.
Wolność przestaje dążyć do dobra, a staje się buntem.
A zasady przestają być pomocą w życiu duchowym.
To marzenie Księdza Bosko pozostaje potężnym ostrzeżeniem:
Nie wystarczy dużo wiedzieć.
Nie wystarczy mieć zasoby.
Nie wystarczy być wolnym.
Wszystko powinno być skierowane ku Bogu i ku służbie bliźnim.
Sen 131 — Rok 1885
Wspomnienia biograficzne św. Jana Bosko, tom XVII, s. 385–387.
Święty Janie Bosko, módl się za nami.