środa, 21 października 2026

 Zygmunt Lewandowski

 
@Pat Henry
·
Nasza rasa została przez globalistów wtrącona w śmiertelny korkociąg w latach 60-tych XX wieku!
To właśnie wtedy udostępniono pigułkę antykoncepcyjną, zaczęto legalizować aborcję, rozwód bez orzekania o winie, stworzono system społeczno - prawno - ekonomiczny popychający kobiety do pracy poza domem i do odkładania małżeństwa i macierzyństwa w nieskończoność. Otworzono także monstrualne śluzy, rozpoczynając wpuszczać obcych na nasze terytorium rasowe. Dokończono proces infiltracji i kontroli szkolnictwa, biznesu, mediów, sądownictwa, polityki „głównego nurtu” i w ogóle wszelkich liczących się dźwigni władzy.
Nie ulega wątpliwości, że najbardziej śmiercionośną bronią użytą przeciw nam - okazała się pigułka antykoncepcyjna.
Po wprowadzeniu tych zabójczych jadów do organizmu naszej rasy - mogli już globaliści usiąść sobie wygodnie i czekać, aż jabłko samo spadnie. Walki o to, czy Trump zbuduje mur, czy nie, jak również czy wygra ta, lub inna partia „głównego nurtu” - ma znaczenie jedynie w tym sensie, że jeden wariant przyspiesza, a inny nieco opóźnia nieubłaganie nadchodzącą śmierć naszej rasy.
Powstrzymać tego się nie da bez ogromnie krwawej światowej walki, w której wszystkie nasze narody winny solidarnie się wspomagać, zakończyć debilne, anachroniczne spory o miedzę!
Jaki jest natomiast końcowy NASZ cel w tej walce?
To proste: trzeba zlikwidować wszystko to, co Iluminaci zbudowali w ciągu ostatnich 200 lat!
Natomiast wszystkim tym, którym nie spodoba się powrót do czystych źródeł, do normalnego życia (bo im żal zrezygnować z tej, lub innej przyjemności) - kula w łeb, lub bilet do Arabii!
June 7, 2019
W

 Bitwy Świata

 
💣 WYSPA ŚMIERCI NA BAŁTYKU! NIEMCY POZOSTAWILI TAM MINY, DZIAŁA I TYSIĄCE WOJENNYCH POZOSTAŁOŚCI. MIEJSCE, W KTÓRYM II WOJNA ŚWIATOWA JAKBY NIGDY SIĘ NIE SKOŃCZYŁA!
Na Morzu Bałtyckim znajduje się niezwykła wyspa, na której przez dziesięciolecia można było natrafić na porzucone niemieckie działa, amunicję, zardzewiały sprzęt wojskowy i śmiertelnie niebezpieczne miny. To miejsce, które przypomina gigantyczne muzeum II wojny światowej pozostawione pod gołym niebem. Nie ma tu zatłoczonych kurortów ani nadmorskich promenad. Są natomiast piaszczyste wydmy, lasy, pozostałości bunkrów i militarna historia, która dosłownie kryje się pod powierzchnią ziemi.
Mowa o wyspie Bolszoj Tiuters, znanej także pod fińską nazwą Tytärsaari, położonej w Zatoce Fińskiej, pomiędzy wybrzeżami Finlandii i Estonii. Obecnie należy ona do Rosji i zajmuje powierzchnię zaledwie około 8 kilometrów kwadratowych. Choć na mapie wydaje się niepozorna, podczas II wojny światowej miała ogromne znaczenie strategiczne. Jej położenie pozwalało kontrolować ważne szlaki morskie prowadzące w kierunku Leningradu i Zatoki Fińskiej.
Co ciekawe, przed wojną wyspa zupełnie nie przypominała opuszczonego poligonu. Jeszcze w 1939 roku mieszkało na niej ponad 400 osób, głównie Finów utrzymujących się z rybołówstwa i handlu. Funkcjonowały tu szkoła, kościół, cmentarz, posterunek straży przybrzeżnej i stacja meteorologiczna. Mieszkańcy prowadzili zwyczajne życie, nie przypuszczając, że wkrótce ich domy zostaną opuszczone, a spokojna wyspa zamieni się w silnie ufortyfikowaną bazę wojskową.
Wszystko zmieniła wojna zimowa pomiędzy Związkiem Radzieckim a Finlandią. Na mocy traktatu pokojowego podpisanego w Moskwie w marcu 1940 roku Finlandia została zmuszona do oddania Związkowi Radzieckiemu części swojego terytorium, w tym wysp Zatoki Fińskiej. Fińscy mieszkańcy Tytärsaari opuścili rodzinne domy. Dawna społeczność przestała istnieć.
Kiedy w czerwcu 1941 roku Niemcy rozpoczęli operację „Barbarossa”, sytuacja militarna na Bałtyku ponownie uległa zmianie. Zatoka Fińska stała się miejscem intensywnych działań niemieckich, fińskich i sowieckich sił zbrojnych. Wiosną 1942 roku oddziały fińskie zajęły Tytärsaari, a następnie przekazały ją Niemcom. Na wyspie pojawiły się baterie artylerii nadbrzeżnej i przeciwlotniczej, magazyny amunicji, stanowiska obserwacyjne oraz rozbudowane umocnienia.
Niemcy zamierzali wykorzystać wyspę do kontrolowania ruchu na wodach Zatoki Fińskiej i ograniczenia możliwości działania sowieckiej Floty Bałtyckiej. W połączeniu z innymi umocnionymi wyspami oraz rozległymi polami minowymi tworzyła ona element systemu blokującego wyjście sowieckich okrętów na otwarty Bałtyk.
Sowieci doskonale rozumieli znaczenie tego niewielkiego skrawka lądu. W kwietniu 1942 roku podjęli próby odbicia wyspy, ale niemieccy i fińscy obrońcy odparli ataki. Szczególnie niebezpieczne dla nacierających były ostrzał artyleryjski oraz otwarty, pozbawiony osłon teren zamarzniętej zatoki. Bolszoj Tiuters pozostał w niemieckich rękach aż do września 1944 roku.
Wtedy sytuacja na froncie wschodnim była już zupełnie inna. Armia Czerwona prowadziła wielkie operacje ofensywne, Finlandia wycofywała się z wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a niemieckie dowództwo przygotowywało ewakuację swoich pozycji w regionie. We wrześniu 1944 roku garnizon opuścił wyspę, pozostawiając część wyposażenia, umocnień oraz niebezpiecznych materiałów wojskowych.
I właśnie wtedy rozpoczął się najbardziej niezwykły rozdział jej historii.
Przez kolejne dziesięciolecia Bolszoj Tiuters pozostawał niemal całkowicie odizolowany od zwykłego życia. Pozostawione przez Niemców wyposażenie stopniowo rdzewiało, a lasy i wydmy pochłaniały dawne stanowiska wojskowe. W różnych częściach wyspy można było odnaleźć pozostałości dział przeciwlotniczych, elementy pojazdów, fragmenty bunkrów, łuski, pociski oraz inne militarne przedmioty.
Największym zagrożeniem okazały się jednak miny i niewybuchy. Niemcy zabezpieczali swoje pozycje polami minowymi, a część niebezpiecznych ładunków pozostała w ziemi po zakończeniu działań wojennych. Z czasem porastająca teren roślinność dodatkowo utrudniła ich lokalizację. To właśnie dlatego Bolszoj Tiuters zaczęto nazywać „zaminowaną wyspą”.
Dla badaczy historii wojskowości miejsce to stało się niezwykle interesujące. Od 2013 roku na wyspie prowadzono ekspedycje naukowe i poszukiwawcze, między innymi z udziałem Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Odnajdywano niemieckie stanowiska artyleryjskie, elementy uzbrojenia i wyposażenia wojskowego. Część zabytków zabezpieczono i przekazano do muzeów. Prowadzono również prace porządkowe i rozpoznawanie niebezpiecznych pozostałości wojennych.
Szczególnie fascynujące jest to, że na wyspie przetrwały ślady kilku zupełnie różnych światów. Obok pozostałości niemieckich fortyfikacji można odnaleźć pamiątki po dawnych fińskich mieszkańcach, którzy jeszcze przed wojną prowadzili tutaj spokojne życie. Istnieją również ślady znacznie starszej historii osadnictwa i żeglugi na wodach Zatoki Fińskiej.
Dzisiaj Bolszoj Tiuters pozostaje miejscem o wyjątkowej wartości historycznej, ale również terenem wymagającym szczególnej ostrożności. Pomimo wieloletnich prac badawczych i porządkowych nie można traktować go jako bezpiecznej przestrzeni do samodzielnego poszukiwania wojennych pamiątek. Niewybuchy i pozostałości amunicji nadal mogą stanowić zagrożenie.

 ,, Zygmunt Lewandowski

 
@Pat Henry
Z okazji zamieszek we Francji nawet wśród prawicowych, patriotycznych komentatorów powtarzają się uparcie sformułowania w rodzaju: „politycy lewicy popełnili błąd wpuszczając do naszego kraju ludzi o obcej kulturze i religii”.
Wybaczam to tym, którzy „należą do głównego nurtu” i chcą być wybrani w wyborach.
Z prostej przyczyny.
Ujawnianie prawdy w pewnych kluczowych sprawach oznacza na tym późnym już etapie budowania przez globalistów wieży Babel (w celu dokonania deindustrializacji i depopulacji planety) „śmierć polityczną”. Ale przynajmniej ci, którzy funkcjonują w internecie wyłącznie w celu budzenia owiec mogliby sobie darować te… „nieścisłości” i stwierdzać wyraźnie, że:
1. Politycy „u władzy” w niczym się nie mylą. Doskonale dranie wiedzą, dokąd to wszystko zaprowadzi. Tak jest już niemal wszędzie na świecie; podziały na fikcyjnie już tylko suwerenne państwa i państewka jest bez znaczenia,
2. Politycy o niczym nie decydują - ogromna ich większość wykonuje posłusznie rozkazy globalistów/bankierów/„twórców pieniędzy z niczego”,
3. W drugim kwartale XXI wieku podziały religijne i kulturowe błyskawicznie tracą sens z prostego powodu - wszystkie one zanikają (w tym, lub innym tempie w zależności od lokalizacji i konfesji). 70-90% społeczeństw jest kompletnie religijnie indyferentna i o niegdysiejszej kulturze swojego narodu nie ma najmniejszego pojęcia. Zauważmy, iż większość ludzi we wszystkich krajach naszej rasy nie ma już NIC wspólnego z Cywilizacją Zachodnią. Są tylko samobieżnymi systemami pokarmowymi, którym globaliści narzucili swoją „anty-cywilizację” Netflix’a, PornHub’u, OnlyFuns, McDonald’a, socjalizmu, feminizmu, bezdzietności, samotności, zależności od państwa, etc.
Już WSZĘDZIE na świecie większość mieszkańców wielkich miast stanowi element tej nowej, globalnej „anty-kultury” i głosuje w wyborach ZAWSZE na globalistów/socjalizm/lewicę. Muzułmanie nie stanowią tu wyjątku - różnica tkwi tylko w tempie procesów i w lokalnej specyfice.
4. Murzyni (i inne ciemne rasy) różnią się dramatycznie od tych genotypów, które ewoluowały w północnej Eurazji kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Nasze kiszki są znacznie krótsze, niż kiszki Negroidów - z prostej przyczyny: dla naszych przodków dodatki roślinne stanowiły rzadki przysmak, a w tropikach „banany same spadały na ziemię”!
Murzyni amerykańscy, afrykańscy i wszelcy inni gwałcą, rabują i mordują wszędzie jak szaleni (znacznie częściej niż Arabowie) - choć większość z nich od wieków jest chrześcijanami.
Ponad trzy czwarte tego, czym jesteśmy jest zdeterminowane genami już w chwili połączenia się gamet, które nas utworzą, mniej niż ¼ zaś tym, co później zrobimy ze sobą my lub co inni ludzie z nami zrobią. Adoptowanie murzynka z Afryki – to brzmi może rozkosznie i słodziutko, ale szanse na to by nawet w najlepszych zapewnionych mu warunkach wyrósł na coś innego niż ktoś, kto (gdyby był białym człowiekiem) byłby nazwany bystrym debilem (IQ 64 – 72) o zbyt wysokim poziomie testosteronu i skłonnością do działań nieodpowiedzialnych a nawet przestępczych – jest statystycznie mała. Inteligencja, wielkość mózgu, skłonność do podejmowania działań ryzykownych, przestępczości, poszukiwania nowości, temperament, emocjonalność, poziom testosteronu we krwi, szansa urodzenia bliźniąt, ciężar kości, sprawność mięśni, stosunek do płci przeciwnej, prawdopodobieństwo znalezienia stałej, dobrze płatnej pracy, prawdopodobieństwo znalezienia się na zasiłku socjalnym, prawdopodobieństwo zapadnięcia na schizofrenię, cukrzycę i 1000 innych chorób – w zasadzie prawie wszystko, czym jesteśmy, jako jednostki, klasy, rasy – jest w przeważającej mierze uwarunkowane naszymi genami. Z inteligencją, jaką dziecko przejawia w 5-ym roku życia – przejdzie już ono całą resztę życia. Bliźnięta identyczne (jednojajowe), rozdzielone w kolebce i wychowane w skrajnie odmiennych warunkach – osiągają podobną inteligencję. Dzieci wychowane przez tę samą rodzinę w identycznych warunkach, lecz pochodzące ze skrajnie odmiennych grup genetycznych – osiągną skrajnie odmienny poziom inteligencji w późniejszym życiu.
— / —
O co chodzi globalistom (i masonerii, ich maszynie wykonawczej), gdy przekupują i zastraszają większość uczonych na świecie, by te od dawna znane już prawdy ukrywali?
A, to bardzo proste - chodzi o finalizację planu Coudenhove-Kalergi: masami genetycznie niehomogennymi, o niskiej medianie inteligencji, oraz dużej skłonności do spontanicznej agresji łatwiej jest rządzić.
Ostatecznym celem globalistów jest zredukowanie populacji planety do kilkuset milionów i rozciągnięcie absolutnej kontroli nad pozostałymi przy życiu - to „Nowy, wspaniały świat” Huxley’a! 👹😱⚰️ See less

 

Leszek Miller
Jeszcze trzej prezydenci nie usiedli do rozmów, a już ogłoszono „nową Jałtę”. W europejskiej polityce historia często zastępuje analizę. Wystarczy wymienić nazwę krymskiego kurortu, aby uruchomić wszystkie lęki, a przy okazji zwolnić się z myślenia. Ewentualne spotkanie przywódców USA, Chin i Rosji może przynieść ważne porozumienia. Może też ujawnić, jak niewielki wpływ na własną przyszłość mają Ukraina i Europa. O znaczeniu tego spotkania rozstrzygną treść ustaleń i możliwość ich wykonania. Warto przypomnieć, w jakich warunkach odbywała się prawdziwa Jałta. Kiedy 4 lutego 1945 roku Roosevelt, Churchill i Stalin rozpoczynali konferencję, Armia Czerwona stała już nad Odrą. Od 31 stycznia miała przyczółek na jej zachodnim brzegu. Do Berlina pozostawało kilkadziesiąt kilometrów. Dwa miesiące po konferencji jałtańskiej Odrę forsowała 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Wojsko Polskie było jedyną obok Armii Czerwonej armią aliancką przekraczającą Odrę w ofensywie na Berlin. Stalin negocjował z pozycji przywódcy mocarstwa, którego wojska zajmowały ogromną część Europy Środkowej. Zachodni alianci mogli domagać się gwarancji i uzyskiwać obietnice, ale nie mieli na miejscu siły pozwalającej wymusić ich dotrzymanie. Obietnica wolnych wyborów w Polsce okazała się warta znacznie mniej niż obecność radzieckiej armii. Dziś sytuacja jest inna. Rosja nie odniosła zwycięstwa porównywalnego w żadnej mierze z sukcesem Związku Radzieckiego w 1945 roku. Ukraina zachowała państwowość i armię, a Europa dysponuje wielkim potencjałem gospodarczym. Żaden podpis trzech prezydentów nie sprawi automatycznie, że wszyscy pozostali wykonają ich wolę. Nie znaczy to jednak, że obawy są bezpodstawne. Najbardziej narażona na porozumienie ponad swoją głową jest Ukraina. To jej terytorium, bezpieczeństwo i przyszłe zobowiązania mogłyby stać się przedmiotem targu. Uzależnienie od pomocy zewnętrznej ogranicza swobodę negocjacji. Kto dostarcza broń i pieniądze, ma również narzędzia nacisku. Z tego nie wynika, że należy odrzucać kompromis. Wielokrotnie pisałem, że zakończenie wojny i ocalenie ludzkiego życia są celami najważniejszymi. Trzeba jednak odróżnić porozumienie, które Ukraina uzna za możliwe do przyjęcia, od warunków narzuconych jej przez pozostałych. Pokój wymaga także odpowiedzi na pytanie, kto zapewni jego przestrzeganie. Nie mam pretensji do amerykańskiego prezydenta, że kieruje się interesem Stanów Zjednoczonych. Tego oczekują od niego wyborcy. Europejscy przywódcy powinni z równą powagą określać własne interesy i brać odpowiedzialność za ich realizację. Sojusz z Ameryką zyskuje na wartości, kiedy Europa wnosi do niego siłę, sprawność i zdolność działania. Rozmowy mocarstw mogą ograniczyć ryzyko wojny, zahamować wyścig zbrojeń i otworzyć drogę do zakończenia walk w Ukrainie. Warto takie możliwości wykorzystać. Zarazem trzeba pilnować, aby pokój nie stał się nazwą dla układu, którego koszt poniosą przede wszystkim nieobecni.