Bracia Rodzeń
"To jeden z najbardziej niebezpiecznych nawyków dla mózgu.
Zwiększa ryzyko lęku, przewlekłego zmęczenia, depresji i chorób neurodegeneracyjnych.
Robiony codziennie sprawia, że mózg stopniowo traci energię, mimo że dostarczasz jej… bardzo dużo.
Właśnie — za dużo.
Przez lata w świecie medycznym, a niestety do dziś w dietetyce, powtarza się mit, że mózg potrzebuje 130 g węglowodanów dziennie, żeby działać prawidłowo.
Hmmm. To były czasy.
Dziś wiemy, że jest dokładnie odwrotnie.
Mamy niezbite dowody, że mózg uwielbia ketony — cząsteczki produkowane w wątrobie z tłuszczu wtedy, gdy spada insulina, czyli gdy ograniczamy węglowodany.
Tak było od początku ludzkości.
Tak jesteśmy zbudowani.
Kiedyś nie wiedziano nawet, że mózg ma receptory ketonowe. Dziś to fakt.
Problem zaczyna się wtedy, gdy jesz za dużo węglowodanów i stosujesz mainstreamowe zalecenia:
owsianka codziennie, 50–55% energii z cukru, ciągłe podjadanie.
Z czasem mózg — tak jak reszta organizmu — staje się insulinooporny.
Efekt?
Mózg dosłownie pływa w glukozie, ale nie potrafi jej wykorzystać.
Jednocześnie nie może produkować ketonów, bo insulina jest stale wysoka.
Umiera z głodu w świecie pełnym energii.
Tu zaczyna się prawdziwy problem.
Pojawiają się:
– mgła mózgowa
– spadek koncentracji i pamięci
– przewlekłe zmęczenie
– lęk, drażliwość, depresja
– zaburzenia snu
– większe ryzyko chorób neurodegeneracyjnych, w tym Alzheimera (coraz częściej nazywanego „cukrzycą typu 3”)
Co zrobić, żeby wycofać insulinooporność mózgu?
– ograniczyć węglowodany
– przestać jeść „ciągle”
– obniżyć insulinę
– dopuścić ketony jako paliwo
– oprzeć dietę na prawdziwym jedzeniu, tłuszczu i białku
Twój mózg dokładnie wie, czego potrzebuje"
za Bracia Rodzeń
anna i ryszard
czwartek, 12 lutego 2026
środa, 11 lutego 2026
Zamożne rodziny uczą swoje córki nie tylko dobrych manier, ale też mądrości w relacjach z mężczyznami. Oto zasady, które pomagają rozpoznać wartościowego partnera i unikać toksycznych związków.
wtorek, 10 lutego 2026
ŚW. WOD.
,,Elitarni sataniści z IX Kręgu rządzą Europą – i angażują się w handel dziećmi, organizują „polowania na ludzi”, podczas których porwane/odurzone dzieci są rozbierane do naga, gwałcone, torturowane, ścigane konno w lasach i zabijane rytualnie przez szlachtę i swoich gości (którzy piją krew swojej ofiary). Ta nieliczna grupa wpływowych osób również zwróciła się w stronę kannabalizmu i zjadała część swoich „ofiar” dla demonicznego bóstwa, które czczą. Świadkowie, którzy przeżyli, stanęli przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Brukseli w 2014 r. Dowody oceniało 5 sędziów/27 członków ławy przysięgłych.
Świadkowie zeznali, że ofiary z dzieci regularnie składano w Watykanie, katakumbach katedr katolickich, posiadłościach prywatnych, gajach i rządowych bazach wojskowych w Belgii, Holandii, Hiszpanii, Australii, Irlandii, Francji, Anglii i Stanach Zjednoczonych. Według byłego członka Octopus (holenderski kartel narkotykowy) dzieci pochodziły z ośrodków detencyjnych w Belgii i Holandii,,Wyobraź sobie kraj pogrążony w ciszy.
Banki zamknięte na cztery spusty. Sklepy puste i ciemne. Internet martwy, telefony głuche. Latarnie nie świecą, a stacje benzynowe straszą tabliczką „zamknięte”. W takiej chwili pojawia się pytanie, którego nikt nie chce zadawać: kto jest właścicielem tego wszystkiego? Kto naprawdę trzyma rękę na majątku kraju? Bo kiedy zrozumiesz, że taki scenariusz nie jest fantazją, lecz możliwością, wtedy dociera do ciebie jedna rzecz: wszystko, co leży na ziemi Ojczyzny, powinno należeć do narodu, całkowicie i bez wyjątku. A jednak ludzie żyją w biedzie. Dlaczego? Bo pozwoliliśmy, by garstka osób napisała prawo pod siebie. By przejęła to, co powinno być wspólne. By odebrała każdemu to, co przysługuje od chwili narodzin. W zamian dostaliśmy numery, jakbyśmy byli katalogiem, nie ludźmi. Rodzicom nakazano obowiązkowe procedury, choć gdzie indziej są dobrowolne. Szkoła nauczyła posłuszeństwa, nie myślenia. Życie współczesnego Polaka często wygląda jak scenariusz, który ktoś napisał za niego: Narodziny. Szczepienia. Przedszkole, szkoła, studia. Rodzina. A potem - ściana. Problemy finansowe, kredyty, raty, spirala zadłużenia. Banki uśmiechają się tylko do momentu podpisania umowy. Później przychodzi komornik, zabiera mieszkanie, a dług zostaje. Cofnijmy się o pół wieku Lata 70. Zakłady pracy tętnią życiem. Bezrobocie praktycznie nie istnieje. Opieka zdrowotna jest dostępna i szybka. Rolnicy mogą zdobyć zawód i zarobić godnie. Autobusy dowożą ludzi do pracy za darmo. Wieś rośnie, miasto się rozwija. Polska odbudowuje się z ruin wojny, cegła po cegle, dzień po dniu. Pomagają inżynierowie z zagranicy. Powstają fabryki, huty, szpitale. Kraj jest jednym wielkim placem budowy. Ludzie pracują społecznie, bo wierzą, że budują przyszłość. Mają poczucie sensu, bezpieczeństwa, wspólnoty. Przykład z tamtych czasów: Młoda para spodziewa się dziecka. Mieszkanie komunalne dostają po trzech miesiącach. Kaucja niewielka. Rodzina pomaga w urządzeniu. Kredyt? Niepotrzebny. Przedszkole, szkoła, studia - wszystko bezpłatne. Kolejki? Bywały, ale głównie w soboty. Sklepów było mało, ludzi dużo. Za to nikt nie spał na ulicy. Sąsiedzi znali się, pomagali sobie, pożyczali cukier, pilnowali dzieci. Podwórka żyły. Dzieci biegały, skakały, budowały igloo, grały w gumę, dwa ognie. Śmiech odbijał się od bloków. Dziś - cisza. Sąsiedzi mijają się jak obcy. Dzieci coraz mniej. Lata 80. i transformacja Młodzi wierzyli, że dogonimy Zachód. Że będziemy podróżować, żyć lepiej, szybciej, wygodniej. Wojska radzieckie wyjechały. Były protesty, ofiary, strajki, stan wojenny, Magdalenka. A potem - zmiana ustroju. Zmiana, która jednych wyniosła na szczyt, a innych zostawiła z niczym. Polska się zmieniła. Ludzie się zmienili. Poczucie bezpieczeństwa zastąpił strach. Rodziny podzielone. Społeczeństwo skłócone. Kredyty, komornicy, upadłe firmy. Miliony wyjechały za granicę. Dawne zakłady pracy stoją jak ruiny po cywilizacji, która odeszła. Za granicą mówią o Polsce jako o kraju policyjnym. Napływ cudzoziemców zmienia strukturę społeczną. Kraj wygląda, jakby stał się czyjąś własnością. Ci, którzy kiedyś nawoływali do protestów, dziś należą do elity. Ustawili siebie i swoje rodziny na pokolenia. A ci, którzy strajkowali, stracili zakłady pracy, swoje źródło utrzymania. Ilu z nich nie wytrzymało? Polska została zadłużona tak, że można ją było wykupić za długi. A my, zgodziliśmy się na wszystko, co uchwalono, nawet jeśli było przeciwko nam. Co poszło nie tak? Dlaczego daliśmy się podzielić? Dlaczego jedni krzyczą „PiS”, drudzy „PO”, a Ojczyzna znika gdzieś pomiędzy? Od trzydziestu lat te same twarze składają te same obietnice. Czy są jeszcze ludzie, którzy naprawdę czują Polskę w sercu? Starsze pokolenia mówią: kiedyś nie wszystko było idealnie. Ale dziś, nic nie jest idealne. Tak wygląda zdrada kraju i jego obywateli.