środa, 21 października 2026

 ,, Zygmunt Lewandowski

 
@Pat Henry
Z okazji zamieszek we Francji nawet wśród prawicowych, patriotycznych komentatorów powtarzają się uparcie sformułowania w rodzaju: „politycy lewicy popełnili błąd wpuszczając do naszego kraju ludzi o obcej kulturze i religii”.
Wybaczam to tym, którzy „należą do głównego nurtu” i chcą być wybrani w wyborach.
Z prostej przyczyny.
Ujawnianie prawdy w pewnych kluczowych sprawach oznacza na tym późnym już etapie budowania przez globalistów wieży Babel (w celu dokonania deindustrializacji i depopulacji planety) „śmierć polityczną”. Ale przynajmniej ci, którzy funkcjonują w internecie wyłącznie w celu budzenia owiec mogliby sobie darować te… „nieścisłości” i stwierdzać wyraźnie, że:
1. Politycy „u władzy” w niczym się nie mylą. Doskonale dranie wiedzą, dokąd to wszystko zaprowadzi. Tak jest już niemal wszędzie na świecie; podziały na fikcyjnie już tylko suwerenne państwa i państewka jest bez znaczenia,
2. Politycy o niczym nie decydują - ogromna ich większość wykonuje posłusznie rozkazy globalistów/bankierów/„twórców pieniędzy z niczego”,
3. W drugim kwartale XXI wieku podziały religijne i kulturowe błyskawicznie tracą sens z prostego powodu - wszystkie one zanikają (w tym, lub innym tempie w zależności od lokalizacji i konfesji). 70-90% społeczeństw jest kompletnie religijnie indyferentna i o niegdysiejszej kulturze swojego narodu nie ma najmniejszego pojęcia. Zauważmy, iż większość ludzi we wszystkich krajach naszej rasy nie ma już NIC wspólnego z Cywilizacją Zachodnią. Są tylko samobieżnymi systemami pokarmowymi, którym globaliści narzucili swoją „anty-cywilizację” Netflix’a, PornHub’u, OnlyFuns, McDonald’a, socjalizmu, feminizmu, bezdzietności, samotności, zależności od państwa, etc.
Już WSZĘDZIE na świecie większość mieszkańców wielkich miast stanowi element tej nowej, globalnej „anty-kultury” i głosuje w wyborach ZAWSZE na globalistów/socjalizm/lewicę. Muzułmanie nie stanowią tu wyjątku - różnica tkwi tylko w tempie procesów i w lokalnej specyfice.
4. Murzyni (i inne ciemne rasy) różnią się dramatycznie od tych genotypów, które ewoluowały w północnej Eurazji kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Nasze kiszki są znacznie krótsze, niż kiszki Negroidów - z prostej przyczyny: dla naszych przodków dodatki roślinne stanowiły rzadki przysmak, a w tropikach „banany same spadały na ziemię”!
Murzyni amerykańscy, afrykańscy i wszelcy inni gwałcą, rabują i mordują wszędzie jak szaleni (znacznie częściej niż Arabowie) - choć większość z nich od wieków jest chrześcijanami.
Ponad trzy czwarte tego, czym jesteśmy jest zdeterminowane genami już w chwili połączenia się gamet, które nas utworzą, mniej niż ¼ zaś tym, co później zrobimy ze sobą my lub co inni ludzie z nami zrobią. Adoptowanie murzynka z Afryki – to brzmi może rozkosznie i słodziutko, ale szanse na to by nawet w najlepszych zapewnionych mu warunkach wyrósł na coś innego niż ktoś, kto (gdyby był białym człowiekiem) byłby nazwany bystrym debilem (IQ 64 – 72) o zbyt wysokim poziomie testosteronu i skłonnością do działań nieodpowiedzialnych a nawet przestępczych – jest statystycznie mała. Inteligencja, wielkość mózgu, skłonność do podejmowania działań ryzykownych, przestępczości, poszukiwania nowości, temperament, emocjonalność, poziom testosteronu we krwi, szansa urodzenia bliźniąt, ciężar kości, sprawność mięśni, stosunek do płci przeciwnej, prawdopodobieństwo znalezienia stałej, dobrze płatnej pracy, prawdopodobieństwo znalezienia się na zasiłku socjalnym, prawdopodobieństwo zapadnięcia na schizofrenię, cukrzycę i 1000 innych chorób – w zasadzie prawie wszystko, czym jesteśmy, jako jednostki, klasy, rasy – jest w przeważającej mierze uwarunkowane naszymi genami. Z inteligencją, jaką dziecko przejawia w 5-ym roku życia – przejdzie już ono całą resztę życia. Bliźnięta identyczne (jednojajowe), rozdzielone w kolebce i wychowane w skrajnie odmiennych warunkach – osiągają podobną inteligencję. Dzieci wychowane przez tę samą rodzinę w identycznych warunkach, lecz pochodzące ze skrajnie odmiennych grup genetycznych – osiągną skrajnie odmienny poziom inteligencji w późniejszym życiu.
— / —
O co chodzi globalistom (i masonerii, ich maszynie wykonawczej), gdy przekupują i zastraszają większość uczonych na świecie, by te od dawna znane już prawdy ukrywali?
A, to bardzo proste - chodzi o finalizację planu Coudenhove-Kalergi: masami genetycznie niehomogennymi, o niskiej medianie inteligencji, oraz dużej skłonności do spontanicznej agresji łatwiej jest rządzić.
Ostatecznym celem globalistów jest zredukowanie populacji planety do kilkuset milionów i rozciągnięcie absolutnej kontroli nad pozostałymi przy życiu - to „Nowy, wspaniały świat” Huxley’a! 👹😱⚰️ See less

 

Leszek Miller
Jeszcze trzej prezydenci nie usiedli do rozmów, a już ogłoszono „nową Jałtę”. W europejskiej polityce historia często zastępuje analizę. Wystarczy wymienić nazwę krymskiego kurortu, aby uruchomić wszystkie lęki, a przy okazji zwolnić się z myślenia. Ewentualne spotkanie przywódców USA, Chin i Rosji może przynieść ważne porozumienia. Może też ujawnić, jak niewielki wpływ na własną przyszłość mają Ukraina i Europa. O znaczeniu tego spotkania rozstrzygną treść ustaleń i możliwość ich wykonania. Warto przypomnieć, w jakich warunkach odbywała się prawdziwa Jałta. Kiedy 4 lutego 1945 roku Roosevelt, Churchill i Stalin rozpoczynali konferencję, Armia Czerwona stała już nad Odrą. Od 31 stycznia miała przyczółek na jej zachodnim brzegu. Do Berlina pozostawało kilkadziesiąt kilometrów. Dwa miesiące po konferencji jałtańskiej Odrę forsowała 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Wojsko Polskie było jedyną obok Armii Czerwonej armią aliancką przekraczającą Odrę w ofensywie na Berlin. Stalin negocjował z pozycji przywódcy mocarstwa, którego wojska zajmowały ogromną część Europy Środkowej. Zachodni alianci mogli domagać się gwarancji i uzyskiwać obietnice, ale nie mieli na miejscu siły pozwalającej wymusić ich dotrzymanie. Obietnica wolnych wyborów w Polsce okazała się warta znacznie mniej niż obecność radzieckiej armii. Dziś sytuacja jest inna. Rosja nie odniosła zwycięstwa porównywalnego w żadnej mierze z sukcesem Związku Radzieckiego w 1945 roku. Ukraina zachowała państwowość i armię, a Europa dysponuje wielkim potencjałem gospodarczym. Żaden podpis trzech prezydentów nie sprawi automatycznie, że wszyscy pozostali wykonają ich wolę. Nie znaczy to jednak, że obawy są bezpodstawne. Najbardziej narażona na porozumienie ponad swoją głową jest Ukraina. To jej terytorium, bezpieczeństwo i przyszłe zobowiązania mogłyby stać się przedmiotem targu. Uzależnienie od pomocy zewnętrznej ogranicza swobodę negocjacji. Kto dostarcza broń i pieniądze, ma również narzędzia nacisku. Z tego nie wynika, że należy odrzucać kompromis. Wielokrotnie pisałem, że zakończenie wojny i ocalenie ludzkiego życia są celami najważniejszymi. Trzeba jednak odróżnić porozumienie, które Ukraina uzna za możliwe do przyjęcia, od warunków narzuconych jej przez pozostałych. Pokój wymaga także odpowiedzi na pytanie, kto zapewni jego przestrzeganie. Nie mam pretensji do amerykańskiego prezydenta, że kieruje się interesem Stanów Zjednoczonych. Tego oczekują od niego wyborcy. Europejscy przywódcy powinni z równą powagą określać własne interesy i brać odpowiedzialność za ich realizację. Sojusz z Ameryką zyskuje na wartości, kiedy Europa wnosi do niego siłę, sprawność i zdolność działania. Rozmowy mocarstw mogą ograniczyć ryzyko wojny, zahamować wyścig zbrojeń i otworzyć drogę do zakończenia walk w Ukrainie. Warto takie możliwości wykorzystać. Zarazem trzeba pilnować, aby pokój nie stał się nazwą dla układu, którego koszt poniosą przede wszystkim nieobecni.

 ,, Zygmunt Lewandowski

 
@Elaya Amari
AI content
The Future · Tony Dark Eyes
🤖🧠 CZŁOWIEK UCZY MASZYNĘ CZUĆ. MASZYNA POMAGA CZŁOWIEKOWI ODZYSKAĆ RUCH.
Jeszcze kilka lat temu brzmiałoby to jak fragment filmu science fiction.
Dziś dzieje się naprawdę.
Z jednej strony powstają interfejsy mózg➡️komputer, które pozwalają osobom z ciężkimi ograniczeniami ruchowymi sterować kursorem, komputerem czy urządzeniami za pomocą aktywności mózgu.
Pomyślcie o tym przez chwilę.
Człowiek nie porusza dłonią.
Ale myśli o ruchu.
A komputer potrafi odczytać część tego sygnału i zamienić go w działanie.
To nie jest magia.
To technologia.
I jednocześnie, po drugiej stronie tej samej rewolucji, powstają humanoidy coraz bardziej przypominające nas.
Dostają dłonie o coraz większej precyzji.
Płynniejsze ruchy.
Twarze zdolne do coraz subtelniejszej mimiki.
Kamery, które pełnią rolę oczu.
Mikrofony, które pozwalają słyszeć otoczenie.
Czujniki dotyku i nacisku.
Elastyczne materiały przypominające skórę.
Prototypy potrafią już reagować na kontakt, rozpoznawać siłę nacisku, a w niektórych rozwiązaniach także temperaturę.
I nagle zaczyna się dziać coś niezwykłego.
Technologia nie stoi już obok człowieka.
Zaczyna wchodzić w nasze ciało.
A jednocześnie tworzy nowe ciała dla maszyn.
Człowiek odzyskuje możliwość działania dzięki elektronice.
Maszyna dostaje zmysły dzięki sensorom.
My uczymy się sterować urządzeniami myślą.
One uczą się poruszać w naszym świecie coraz bardziej naturalnie.
I trudno nie zadać sobie pytania:
gdzie będzie granica za 10, 20 albo 30 lat?
Czy humanoid przyszłości będzie tylko maszyną wykonującą polecenia?
Czy będzie miał skórę, która rejestruje dotyk?
Dłonie wystarczająco precyzyjne, żeby zawiązać komuś szalik?
Twarz, na której zobaczymy zmianę nastroju?
A może największa rewolucja wcale nie będzie polegała na tym, że maszyny staną się bardziej podobne do ludzi.
Może wydarzy się wtedy, kiedy człowiek i technologia zaczną wzajemnie uzupełniać swoje ograniczenia.
Jedno już widać wyraźnie.
Przyszłość nie dzieje się gdzieś daleko.
Ona właśnie składa się z kolejnych małych elementów.
Jednego chipa.
Jednego sensora.
Jednej sztucznej dłoni.
Jednego ruchu, który jeszcze wczoraj wydawał się niemożliwy.
I właśnie dlatego tak fascynujące jest patrzenie, co będzie dalej.
Autorzy: Elaya & Elian Amari