środa, 21 października 2026

 ,, Michał Gurczyński

 
W piątek 13 listopada 2026 roku, czyli za niespełna 4 tygodnie, miał nastąpić koniec świata. Nie przewidziała tego żadna sekta, wróżka ani starożytny kalendarz, tylko 3 naukowcy, którzy w 1960 roku opublikowali swoje obliczenia w jednym z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych świata, amerykańskim Science. Ich praca nosiła tytuł, który brzmi jak zapowiedź filmu katastroficznego, „Doomsday: Friday, 13 November, A.D. 2026”, czyli „Dzień zagłady: piątek, 13 listopada 2026 roku”.
Głównym autorem był Heinz von Foerster, austriacki fizyk i filozof, urodzony w 1911 roku w Wiedniu, krewny słynnego filozofa Ludwiga Wittgensteina. Po wojnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych i stał się jednym z pionierów cybernetyki, czyli nauki o sterowaniu i przepływie informacji w maszynach i organizmach żywych. Na Uniwersytecie Illinois założył laboratorium, w którym badano podobieństwa między mózgiem a komputerem. Razem z Patricią Mora i Lawrence'em Amiotem postanowił sprawdzić, jak w przyszłości będzie rósł ludzki gatunek. Co ciekawe, wyliczona przez nich data zagłady wypada dokładnie w dniu urodzin von Foerstera, który 13 listopada 2026 roku skończyłby 115 lat.
Naukowcy zebrali 24 szacunki liczby ludności świata z ostatnich 2000 lat i szukali wzoru, który najlepiej je opisze. Doszli do zaskakującego wniosku. Ludzkość nie rosła tak jak inne gatunki zwierząt, które w pewnym momencie napotykają granice, takie jak brak pożywienia czy przestrzeni. Ludzie potrafią się porozumiewać, współpracować i wymyślać nowe rozwiązania, więc im było ich więcej, tym szybciej się mnożyli. Wzrost nie był więc nawet wykładniczy, tylko jeszcze szybszy, nazywany przez matematyków hiperbolicznym.
Gdy naukowcy przedłużyli tę krzywą w przyszłość, okazało się, że w pewnym momencie dosłownie wystrzeliwuje w górę, a liczba ludzi dąży do nieskończoności. Według ich wzoru miało się to stać właśnie 13 listopada 2026 roku, z dokładnością do około 5 lat. Autorzy pisali, że nasi praprawnukowie nie umrą z głodu, tylko zostaną zgnieceni na śmierć. Oczywiście nikt nie twierdził, że na Ziemi naprawdę znajdzie się nieskończenie wiele osób. Chodziło o to, że jeśli ludzkość nie zmieni swojego zachowania, dojdzie do katastrofy. Naukowcy zalecali więc ograniczenie liczby urodzeń o połowę.
Praca wywołała burzę. Matematycy i demografowie pisali do redakcji Science listy, w których nazywali obliczenia absurdalnymi i śmiesznymi. Autorzy jednak bronili swoich wyliczeń, a przez kolejne dziesięciolecia ich wzór pojawiał się w podręcznikach genetyki, ekologii i demografii. Co więcej, przez długi czas wyglądało na to, że się sprawdza. Wzór opracowany w 1958 roku przewidywał, że na początku 1997 roku na świecie będzie żyło prawie 5,99 mld ludzi. W rzeczywistości było ich około 5,92 mld, czyli różnica wynosiła zaledwie około 1%.
13 listopada świat się jednak nie skończy, bo ludzkość zrobiła dokładnie to, czego von Foerster i jego współpracownicy się nie spodziewali. Ogromny wzrost liczby ludzi w XX wieku nie był efektem żadnej wiecznej spirali, tylko jednorazowym skokiem. Wynikał głównie z tego, że dzięki szczepieniom, higienie, czystej wodzie i lepszemu jedzeniu przestało umierać tak wiele dzieci. Gdy rodzice zobaczyli, że ich dzieci przeżywają, zaczęli mieć ich mniej. Do tego doszły urbanizacja, edukacja kobiet, ich praca zawodowa i dostęp do antykoncepcji.
Ironią losu jest to, że najszybszy wzrost liczby ludzi w historii przypadł właśnie na początek lat 60., czyli dokładnie wtedy, gdy powstała ta praca. Jeden z demografów powiedział, że autorzy dobrze opisali obraz świata dokładnie w momencie, w którym ten obraz przestał być prawdziwy. Od mniej więcej 1993 roku liczba ludności zaczęła coraz wyraźniej odstawać od ich przewidywań, a dziś współczynnik urodzeń na świecie jest o ponad połowę niższy niż w 1960 roku.
Na świecie żyje dziś około 8,3 mld ludzi. Zamiast przeludnienia wiele krajów zmaga się z zupełnie odwrotnym problemem. W około 55% państw świata, w których mieszka ponad 2/3 ludzkości, rodzi się za mało dzieci, by zastąpić pokolenie rodziców. Korea Południowa, Japonia czy duża część Europy, w tym Polska, martwią się dziś nie tym, że ludzi będzie za dużo, tylko tym, że zabraknie młodych, którzy będą pracować na emerytury starszych.
Historia tej przepowiedni to dobra lekcja pokory. Nawet najbardziej precyzyjne obliczenia, opublikowane w najlepszym czasopiśmie naukowym świata, mogą się mylić, jeśli zakładają, że przyszłość będzie wyglądać tak samo jak przeszłość. Ludzie potrafią zmieniać swoje zachowanie, a świat w ciągu kilku dekad potrafi wywrócić się do góry nogami. Więc jeśli 13 listopada ktoś w internecie będzie straszył końcem świata, wiesz już, skąd wzięła się ta data.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz