czwartek, 9 lutego 2023

 

Andrzej

Witam serdecznie.W połowie 1945 roku wyemigrowała do Południowej Afryki wraz z liczną grupą Niemców. Na początku lat 50' poznała pewną rodzinę i po jakimś czasie została zaproszona na obiad. Gdy weszła do pokoju stołowego, na ścianie zobaczyła dużą fotografię starego człowieka ubranego na biało w białym turbanie, którego natychmiast poznała. "Kto to jest?!" - zawołała. Wyjaśniono jej, że jest to mistrz Sawan Singh, który odszedł z tego świata w 1948 roku. ((Jak widać z podawanych przykładów nie ma znaczenia czy wierzymy w jakąkolwiek religię stworzoną przez ludzi bo Prawo stworzone przez Boga stoi ponad wszystkim i zawsze nas umieści w skutkach przyczyn jakie sami wywołaliśmy. "Jak postępowałeś, tak postąpię z tobą. Odpłata za twoje postępki spadnie na twoją głowę." (Księga Abdiasza 1, 15)Pilnujmy,więc tego co z siebie dajemy żebyśmy nie musieli niepotrzebnie cierpieć.)) Ostatnio opublikowaliśmy kilka tekstów o reinkarnacji, gdzie było jasno zasugerowane, że dzieci same wybierają rodziców. I potem czytaliśmy pokładając się ze śmiechu komentarze, że… Jak to?! Czyli niby dzieci wybierają sobie rodziców alkoholików,którzy to potem je biją,znęcają się nad nimi,a często zabijają?! Co za bzdura! – pisali ludzie, a my prawie płakaliśmy ze śmiechu.I to nawet nie z tego,że ludzie nie mają pojęcia o tzw.regułach związanych z duchowością i wędrówką duszy,ale mają wizję„wielkiego hipermarketu w niebie”.Widzą to mniej więcej tak: Oto jest istota,która wybiera się na ziemię i ma do wyboru rodziców. Co wybiera? Pełen wypas. A więc: będzie ładna, rodzice zamożni, nie uderzą, dadzą pieniądze, a i sporo zabawy będzie przy okazji! Niestety, a może "stety" proszę Państwa... jest zupełnie inaczej! To, co jest dobre dla ciała, nie jest dobre dla naszego rozwoju duchowego, dla naszej duszy. Kiedy patrzymy na „dostatnich, zdrowych i pięknych” myślimy: a to szczęściarze! I jest to prawda, i nie jest. Ludzkie życie jest bowiem jedynie jednym, małym ogniwem w długim łańcuchu i nie ma żadnej gwarancji, czy w przyszłym wcieleniu, aby zrozumieć, co to znaczy „ból i prawdziwe łzy”, wielki „władca karmy i ludzkiego losu” nie wybierze nam życia, kiedy będziemy mogli zweryfikować na sobie tę lekcję. Tylko na własnym doświadczeniu można się czegoś nauczyć, zrozumieć. Nie ma innej drogi. Nie ma drogi "na skróty". Potem w wyższych światach jest to już niepotrzebne, ale my jesteśmy dopiero w "zerówce", a - trzymając się tego porównania - mówimy o absolutorium na wyższej uczelni.To dzięki owym „bolesnym wcieleniom” dusza robi postęp, staje się doskonalsza, uczy się czegoś - miłości, współczucia... to są te rzeczy, to są właśnie te najważniejsze rzeczy! Życie „opływające w luksusy i mega-fart” oczywiście jest także jakąś lekcją, także nas czegoś nauczy. Czego? A choćby tego, że ten wspaniały dom, super-samochód, ba – nawet jacht wielki jak góra lodowa! – to wszystko w pewnym momencie musimy zostawić i udać się do światła. Ludzie „kochający te wszystkie wspaniałe rzeczy” bronią się przed tym momentem, próbują go odwlec ile się da, ale on i tak przychodzi… i wtedy ból jest nie do zniesienia. Jak to?! Tyle pracowałam/pracowałem, tyle wyrzeczeń, tyle zarwanych nocy, przepracowanych pozornie wolnych dni i wszystko po to, żeby umrzeć i to zostawić?! Nie wszyscy zdają ten egzamin. Znacie takie przypadki? Znacie na pewno tak samo dobrze, jak my… 😉 ((Ludzie sądzą, że jeśli reinkarnacja istnieje naprawdę to wybiorą sobie łatwe życie w luksusie bo nie mają pojęcia o działaniu prawa przyczyny i skutku, i jak zwykle myślą, że komu jak komu, ale im się należy. Chodzą każdej niedzieli do kościoła i dają datki na tacę. Ale nie mają pojęcia, że niekoniecznie zawsze tak było. Dostali łagodne wcielenie bo najprawdopodobniej poprzednie wcielenia upłynęły im podobnie i nie wykazali się niczym nadzwyczajnym.Możliwe, że dostali dwa, trzy lub góra cztery wersje do wyboru, ale wszystkie były podobne.W swoim wykładzie o tym mówił Grzegorz Sławicki i podobnie mówił doktor Kaczorowski,oraz Robert Monroe.Wcielenia ludzi którzy się nie chcą rozwijać duchowo prawie się nie zmieniają. Przychodzą z pewnego poziomu astralnego i na taki sam wracają. Na dobrobyt trzeba sobie zapracować, jednak trzeba pamiętać o tym,że dobrobyt nas po prostu "psuje" i bardzo często wyzwala w nas egiozm. Im więcej mamy tym więcej chcemy i tym samym mniej chcemy się dzielić z potrzebującymi.Pozdrawiam serdecznie.Zdrówka i życzę ciekawych przemyśleń

27 stycznia o 09:07

Wysłano

❤

Andrzej

28 stycznia o 09:03

Andrzej

Witam serdecznie.((Mają rację redaktorzy z Nautiliusa, że konieczne pozostawienie bogactwa może być powodem powstania żalu za utraconym majątkiem, a nawet pozostania duszy w strefie przyziemnej.Opisywałem kiedyś dość długo tę miłość do rzeczy materialnych.Kochamy je tak bardzo, że nie mamy nawet zamiaru wejść w Światło.Właśnie dlatego Jezus mówił, że prędzej wielbłąd przejdzie przez oczko igły nim bogaty dostąpi zbawienia Zostajemy tu i pilnujemy żeby nikt nie położył łapy na naszym majątku. Najczęściej właśnie to jest przyczyną nawiedzeń , a nie diabły i demony jak chce Kościół. To jest faktyczny grzech pożądania, który księża zamienili na rozpasanie seksualne.Niestety opisywane przykłady są przyczyną powstawania długów karmicznych,które nasze dusze przywiązują do materialnego świata.Ale w dalszym ciągu mamy wybór i nie musimy się bawić uczuciami innych i nie musimy nikomu zadawać bólu bo Prawo zawsze nam to zwróci. Mówi o tym Biblia i mówił Jezus, i chociaż po zmianie religii spowodowanej przez Justyniana nadal w wielu miejscach Starego i Nowego Testamentu znaleźć można jednoznaczne wzmianki o prawie przyczyny i skutku. W czterech Ewangeliach Jezus w charakterystyczny sposób – w formie porównań – mówi o prawie karmy: "Pogódź się rychło z przeciwnikiem swoim, póki jesteś z nim w drodze, aby cię nie podał sędziemu, a sędzia słudze i abyś nie został wtrącony do więzienia. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni grosz." (Mt. 5, 25-26) Nasze ciała nie są nieśmiertelne i kiedyś muszą umrzeć,więc kiedy oddamy te "grosze"? Pozostają tylko kolejne wcielenia. Czasami Jezus wyraża bardziej konkretnie prawidłowości karmy: "Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi i wtedy odda każdemu według uczynków jego."(Mt. 16, 27)"Wtedy rzekł Jezus: "Włóż miecz swój do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają od miecza giną" (Mt. 26, 52) Zaś w sławnym cytacie z Kazania na Górze Jezus mówi: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni! Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą." (Mt. 7, 1-2) Apostoł Paweł chcąc opisać prawo karmy posługuje się najczęściej przenośnią o sianiu i zbieraniu: Powiadam wam: kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie." (2 Kor. 9,6) "Albowiem każdy własny ciężar poniesie. Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje,to i żąć będzie."(Gal.6, 5-7) Przenośnia ta używana była już w Starym Testamencie: "Kto sieje nieprawość, ten nieszczęście zbiera" (Sal. 22, 😎 "Kto kopie dół, wpada weń, a kamień wraca na tego, kto go toczy. Fałszywy język nienawidzi tych, których zmiażdżył, a usta pochlebcy prowadzą do zguby." (Sal. 26, 27-28) Wspomniana tu zasada sprawcy, czyli prawo, według którego reakcja karmiczna przypada jedynie temu, kto popełnił czyn – nie może więc nigdy zostać przeniesiona na innych, czy podzielona z nimi – znajduje odzwierciedlenie szczególnie w Księdze Proroka Ezechiela: "Dlatego również i moje oko nawet nie mrugnie i nie zlituję się; postępki ich włożę na ich głowę." (Ez 9, 10) "Osądzę cię według twojego postępowania i według czynów twoich." (Ez. 24, 14) "Człowiek, który grzeszy, umrze. Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego."(Ez18, 20) Do najwyraźniejszych wypowiedzi o karmie i reinkarnacji należą jednak następujące cytaty z Apokalipsy, Objawienia św. Jana: "Jeśli kto ma uszy, niechaj słucha. Jeśli kto jest przeznaczony do niewoli, do niewoli pójdzie; jeśli kto zabija mieczem, sam musi od miecza zginąć." (Obj. 13, 10) "Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Odpoczną po pracach swoich; uczynki ich bowiem idą za nimi." (Obj. 14, 13) "I osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach (...) Byli osądzeni, każdy według uczynków swoich." (Obj. 20, 12-13) (( O jakich księgach zapisujących nasze życie mówi Księga Objawień? W dzisiejszych czasach Akaszę również nazywamy Księgą lub Kroniką.Dziś już wiemy,że nasze życie zapisuje poziom kwantowy Wszechświata i cytowane wersety z Biblii nie zaprzeczają reinkarnacji. ale mówią o tym,że dostaniemy takie życie jakie sobie wypracowaliśmy.Dlatego dostajemy życie w trudnych warunkach,żeby zrównoważyć chociaż część długów.Np były alkoholik zostaje dzieckiem alkoholika,żeby na własnej skórze doświadczyć uczuć jakie sam stworzył w poprzednim życiu.)) Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń

28 stycznia o 09:24

Wysłano

miłęgo dnia Andrzeju ... 🙂 , dzis w nocy bezdomni włamali się do kamienicy i o mało co jej nie spalili , koczując w piwnicy żal mi ich ,ale nie można im pozwolic na takie zachowanie ... nic to ...

 

Andrzej

Witam serdecznie.((Młody mężczyzna z tregresji to przykład egoisty. Podobnie zachowują się alkoholicy dla których liczy się własna przyjemność i nie zdają sobie sprawy z cierpienia najbliższych.)) Podczas tego seansu informacje przychodziły do mnie jedna po drugiej i trudno mi powiedzieć, skąd wiedziałam tyle rzeczy o tej całej sytuacji. Czułam, że to rozstanie jest bolesne dla tej kobiety, że ją bardzo ranię. W pewien sposób byłam jednak szczęśliwa, czułam satysfakcję i to, że to ja mam przewagą i ode mnie zależy wszystko. I wtedy poczułam obecność kogoś bardzo życzliwego, kto był obecny podczas tej mojej niezwykłej wizji. Nie piszę tutaj o prowadzącym seans, bo w tym dziwnym stanie świadomości po prostu w ogóle nie wiedziałam, że on jest – byłam jakby w innym świecie. I ta istota nagle w jakiś sposób przekazała mi wiadomość, że porzucona przeze mnie kobieta jest w moim obecnym wcieleniu moją matką. Przez całe moje życie musiałam walczyć o jej miłość tak samo, jak ona kiedyś walczyła o moją! Nagle wszystko stało się jasne, zrozumiałam wszystko. ((Myślę,że poczuła obecność swojego przewodnika duchowego z poziomu światów astralnych.W podobny stan wprowadza nas cicha modlitwa jaką zalecał Jezus, bo zbiorowe modlitwy w kościele nigdy nie wprowadzą nas w taki stan.Pamiętajmy, że to relacja osoby niewierzącej w religię, i w reinkarnację.Jest dokładnie tak jak to przedstawiają badacze. Ted bawił się uczuciami kobiet, rozkochiwał w sobie tylko po to żeby z przyjemnością je porzucić. Nie umiał,lub nie chciał dać z siebie uczucia miłości i dla niego liczyło się tylko uczucie dominowania nad inną osobą co dawało mu przyjemne poczucie wyższości. Odrzucał miłość rozkochanych w nim kobiet,więc w obecnym życiu też jest odrzucany, i sam musi prosić o odrobinę miłości.Okrutne czy uczciwe? Widzimy w jaki sposób zadziałało prawo siewu i zbioru? To nie jest religijne rzucanie nasion z przypowieści o siewcy gdzie w zależności od miejsca w którym upadną albo wydadzą plon, albo nie.Ta przypowieść nie opowiada o prawie przyczyny i skutku, ale o tym jak ludzie przyjmują słowa Jezusa i nie ma to nic wspólnego z prawem karmy.)) Kiedy zostałam obudzona przez prowadzącego seans zaczęłam płakać i bardzo długo nie mogłam dojść do siebie. Było to tak silne uczucie, jakiego nigdy w życiu nie doświadczyłam. Przez wiele tygodni nie mogłam z nikim o tym rozmawiać. W tym czasie moja matka już nie żyła. Trudno jest mi to wyjaśnić, ale wtedy zrozumiałam, że moja choroba i cierpienie było spowodowane błędami przeszłości, że było mi ono potrzebne, aby się czegoś nauczyć... tak to odebrałam. Do dziś, a minie niedługo od tego czasu 20 lat, pamiętam to przejmujące uczucie bólu, z którym pozostawiłam jako Ted tamtą kobietę. Widocznie w tym życiu moim zadaniem było zrozumieć, że nie wolno traktować ludzi jak zabawki, które mają służyć dobrej zabawie. Opisałam moją historię także dlatego, żeby ludzie, którzy ją przeczytają, podchodzili do ludzi inaczej. Jest tyle zła wokół, tyle głupoty w kontaktach między ludźmi. Po tym przeżyciu jestem przekonana, że w naszym życiu chodzi o coś więcej, że są jakieś reguły gry, w której uczestniczymy. Porównałabym nasze życie do szkoły, w której wszyscy musimy pobrać lekcję po to, aby stać się bardziej doskonałymi istotami. Tak to mnie więcej widzę, choć nie interesuję się żadną religią lub filozofią. Moją historię proszę potraktować jako sygnał, który może pokazać, jaki cel może mieć ludzkie życie. Jeśli tak jest, a ja wierzę w to bardzo, to uważajcie na każdego człowieka, którego spotykacie w Waszym życiu. Nigdy bowiem nie wiecie, czy to, co robicie innemu człowiekowi nie wróci kiedyś w tym czy innym wcieleniu. Nie wiem, jak potraktujecie mój list i czy wyda Wam się interesujący, ale bardzo chciałam to kiedyś komuś opowiedzieć. Od tego czasu pogodziłam się z życiem i wierzę, że nawet największe cierpienie ma jakiś sens, choć pozornie wydaje się ono absurdalne. Jeśli chcecie, możecie moją historię wydrukować, ale proszę o nie podawanie moich danych. Życzę powodzenia w Waszych działaniach! Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń

26 stycznia o 08:42

Andrzej

Witam serdecznie.((Jeśli nie chcemy to nie musimy wierzyć w takie relacje zwykłych ludzi.Możemy twierdzić jak większość chrześcijan,że reinkarnacja jest pogańskim wymysłem i nie istnieje a my ufamy tylko Jezusowi. Ale Jezus wyraźnie przestrzegał przed skutkami reinkarnacji,więc musiał o tym zjawisku wiedzieć.Nie zbawił wszystkich chrześcijan bo twierdził,że do Ojca wyprowadzał tylko wskazanych przez Ojca i wspominał o zaciągniętych długach, które musimy spłacić, bo inaczej nie opuścimy tego świata i pozostaną nam tylko marzenia o nieśmiertelnym życiu.Naprawdę nasza dusza dostaje tylko jedno życie, a po nim czyściec, niebo lub wieczne potępienie?Jaki by to miało sens? Nieśmiertelna dusza raz wcieli się w ciało i czego się przy tym nauczy? Moim zdaniem niczego, dlatego w czasie śmierci klinicznej wstydzimy się za to co robiliśmy.Dlatego musimy się wiele razy rodzić i umierać,i Jezus mówi o tym Nikodemowi w ewangelii Jana. Jak widać z takich przykładów kosmiczna sprawiedliwość działa i uczciwie nam oddaje nasze zachowania i nie ma znaczenia czy ktoś jest wierzący, czy nie jest. Wyciągam z tego prosty wniosek,że musi istnieć prawo,które stoi ponad tym co wymyślili ludzie i wszyscy znajdziemy się w skutkach przyczyn jakie sami stworzyliśmy.Uważam nawet,że podobne sytuacje mogą spotkać wszystkich,którzy nie liczą się z uczuciami i potrzebami innych. Wierzymy czy nie, to Biblia,którą podobno kieruje się Kościół Katolicki nie zaprzecza w żadnym miejscu reinkarnacji.To Kościół Katolicki zaprzecza Prawu stworzonemu przez Boga i naukom Jezusa!!!W naukach Kościoła zaczęto zaprzeczać Boskiemu Prawu dopiero po Soborze zwołanym przez Justyniana w 553 r. I uważam ten rok za graniczny dla zmiany kierunku całej religii i przed tym rokiem wierzono całkowicie inaczej. Biblia i Jezus raczej przestrzegają przed skutkami przyczyn jakie sami tworzymy i na pewno nie zaprzeczają reinkarnacji. Z historii wiadomo,że ludzie ważni dla Kościoła,przed 553 r. nie odrzucali reinkarnacji, ale z ich wypowiedzi można się zorientować,że była dla nich Boskim Prawem o którym mówił Jezus,a które dla dzisiejszego Kościoła jest herezją!!! Jednak z podawanych przez ludzi historii widać,że Prawo Przyczyny i Skutku stworzone przez Boga nadal działa i pokazuje nam to kolejny przykład prezentowany przez Fundację Nautilius.)) "Pewna młoda Niemka naraziła się nazistom i trafiła do Rawensbruck w czasie wojny, gdzie przez długi czas poddawana była niesamowicie bolesnym eksperymentom medycznym. Pod koniec 1943 roku miała tak dosyć, że postanowiła rzucić się na ogrodzenie pod napięciem i w ten sposób popełnić samobójstwo, skracając w ten sposób - zgodnie z jej mniemaniem - swoje cierpienia.Przez ten cały czas zastanawiała się za co tak cierpi, ale nie mogła znaleźć żadnej winy w swoim krótkim życiu. Pewnego wieczoru udała, że kładzie się spać w baraku, miała poczekać parę godzin i około północy wymknąć się na dziedziniec, aby wykonać swój zamiar. Jednakże była zmęczona i mimo wysiłków, żeby nie zasnąć, w końcu zapadła w sen. Przyśnił jej się stary mężczyzna w białym turbanie ubrany na biało, który uśmiechając się z czułością powiedział jej, żeby nigdy nie próbowała samobójstwa. Na dręczące ją pytanie początkowo nie chciał udzielić odpowiedzi, ale gdy nalegała, powiedział: "Chodź ze mną", po czym sceneria zmieniła się i oboje znaleźli się w jakichś lochach, gdzie wielu nagich ludzi było torturowane przez zakapturzonych mnichów oraz półnagich pachołków. Jeden z zakonników był szczególnie okrutny i wyraźnie czerpał przyjemność z zadawania własnoręcznie wyszukanych tortur."O Boże, gdzie jesteśmy" - zapytała kobieta, a dziadek w turbanie odrzekł: "W kazamatach hiszpańskiej inkwizycji, zaś ten tam, który tak bardzo lubi męczyć ludzi, to ty." W tym momencie sceneria znowu się zmieniła i znaleźli się w tym samym miejscu co poprzednio. Starzec powiedział: "Ale nie martw się córko, to jeszcze potrwa tylko parę dni". I rzeczywiście - trzeciego dnia już jej nie zabrali do szpitala, zaś po tygodniu została zwolniona z obozu. ((Inkwizytor zachowywał się jak przysłowiowa świnia, ale nie dostał kolejnej inkarnacji w ciele tego zwierzęcia,tylko w ciele niewinnej młodej kobiety, i warto zauważyć,że jakoś Bóg nie był zadowolony,że ten zbrodniarz religijny torturami nawracał na "słuszną wiarę".))Pozdrawiam serdecznie.Zdrówka i życzę ciekawych przemyśleń

26 stycznia o 09:05

Wysłano

RYDZYK DOSTAŁ 700TYŚ DOFINANSOWANIA NA TELEWIZJĘ TRWAM ZA PROMOWANIE WOjSKA
Wysłano
JAK TAM TWOJE OCZKA .. 🙂

Andrzej

Rydzyk zamiast prowadzić ludzi na ścieżkę duchową to od dawna zajmuje sie polityką. 1 lutego mam jechać do Poznania na laserowy zabieg który ma poprawić widzenie

27 stycznia o 08:44

 

Andrzej

Witam serdecznie.((.Niestety EGO jest składnikiem naszych umysłów i to ono zmusza nas do okrelonych zachowań.Jednak mamy jeszcze wolną wolę i tylko od nas zależy czy poddamy się działaniu tej części umysłu. Z badań świadomości ludzi przeprowadzonych przez dr Newtona wynika,że niektóre żywoty są tak ciężkie, że dusza powraca do światów duchowych bardzo zmęczona,więc powracającej energii niektórych dusz nie odsyła się natychmiast do ich grupy duchowej. Są to dusze, które zostały zanieczyszczone pobytem w ciele fizycznym i świadomie zaangażowały się w czynienie zła. Jednak istnieje różnica między złymi uczynkami, którym nie towarzyszyła premedytacja i chęć skrzywdzenia innych, a złem intencjonalnym. Stopnie wyrządzonej innym krzywdy (od szelmostwa do wrogości) są starannie oceniane.Jednostkowy czyn wywołany przypadkowo bez intencji zaszkodzenia nie jest oceniany tak samo jak czyny popełniane z premedytacją i powtarzane przez dłuższy okres czasu. Dusze, które stykały się ze złem, kierowane są do specjalnych ośrodków, przez niektórych pacjentów zwanych „oddziałami intensywnej opieki". Jak mi opowiadano(dr Newtonowi), w ośrodkach tych energia dusz zostaje przemodelowana, by ponownie stać się całością.W zależności od natury swych wykroczeń, dusza taka może być stosunkowo szybko wysłana z powrotem na Ziemię. Często się zdarza, że pełni ona wówczas rolę ofiary czyichś podłych uczynków i dlatego sądzę,że dusze bandytów rosyjskich dość szybko zaczną się wcielać w dzieci ukraińskie żeby odczuć ten strach jaki sami wywołali jako rosyjscy mordercy. Gdy jednak naganne działania powtarzały się i były szczególnie okrutne, oznacza to istnienie wzorca złego zachowania. Dusze takie mogą spędzić dłuższy czas w odosobnieniu,wiodąc spokojny duchowy żywot, nawet przez ponad tysiąc ziemskich lat. W świecie dusz istnieje naczelna zasada, że za wszelkie krzywdy, intencjonalne lub nie, musi nastąpić zadośćuczynienie w przyszłym życiu.Nie jest to uważane za karę czy pokutę, lecz raczej za okazję do karmicznego rozwoju. Dla dusz nie ma piekła, chyba że na Ziemi. Powiemy,że to nieprawda?Mówi o tym nawet katolicka Księga Abdiasza 1,15 "Jak postępowałeś, tak postąpię z tobą. Odpłata za twoje postępki spadnie na twoją głowę". Mówi też o tym święty Kościoła Katolickiego św Paweł „Co człowiek sieje, to i zbierać będzie (Gal 6,8)”. Każdy zbiera owoce z nasion które sam wysiał i od tego nie ma odwołania, więc uważajmy co siejemy, bo życie jest wieczne i długo tu jeszcze będziemy wracali. Tak długo aż dusza osiągnie odpowiednią czystość aby móc złączyć się ze Stwórcą. O takim odrabianiu win(naprawianiu błędów) mówią wszyscy tylko nie Kościół który wmawia ludziom, że człowiek żyje tylko jeden jedyny raz, a Bóg nie chce nikogo karać, ale musi, i w tym celu nawymyślano grzechów za które musimy ponieść karę. Jaką jednak karę poniesie gwałciciel w sutannie dożywający spokojnie swoich dni pod opieką Kościoła?Ślubuje Bogu,że będzie żył bez seksu i świadomie łamie ten ślub. Wierzy przecież w Jezusa, a w religii to gwarancja dostania się do nieba. W religii mamy tę sprzeczność,że wiara w Jezusa gwarantuje nam niebo bo Jezus swoją śmiercią odkupił wszystkie grzechy i zbawił tym samym wszystkich.Jednocześnie mamy się spowiadać z popełnionych czynów bo funkcjonuje czyściec,który jak wynika z opisów różnych duchownych jest podobny do piekła. Jaki więc to ma sens?Karać,karać i jeszcze raz karać jak chce religia? Ale według badań dr Newtona każdy nasz czyn jest wnikliwie rozpatrywany i badane są intencje jakie nami kierowały, a Prawo Przyczyny i Skutku zawsze stworzy dla nas odpowiednie warunki do rozwoju i tylko od naszależy jak to Prawo zadziała.Dlatego nasze ziemskie życia są tak nierówne,ale to my sobie to załatwiamy. Spowolnienia w rozwoju mogą raczej obawiać się wszyscy sadyści,awanturnicy,dręczyciele zwierząt, rasiści i wszyscy, którzy działają z intencją zaszkodzenia, bo mogą bardzo szybko zostać skierowani do kolejnego wcielenia z życiem swoich ofiar, lub zostaną na długi czas skierowani do strefy przemyśleń.Jednak tak długie wakacje oddalają nas od zbawienia. Czy nasza cała edukacja kończy się na jednym życiu,tak jak chce tego religia katolicka? Moim zdaniem na pewno nie.Proces jest długi i rozłożony na etapy, i jedno materialne życie jest jednym etapem z którego dusza zbiera te doświadczenia, tak samo jak my zbieramy świadectwa z poszczególnych lat szkolnych by w końcu zostać absolwentami wyższej uczelni.Jednak jeśli obniżenie wibracji świadomości uznamy jako grzech, to w tym stanie znajdujemy się wszyscy bez wyjątków i nie pomoże nikomu żadna spowiedź, która nie zmieniając nic w naszych wibracjach jest tylko pustym rytuałem, bo żaden ksiądz nie wymiecie naszego poziomu Akaszy kropidłem.))Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń

22 stycznia o 23:02

Wysłano

23 stycznia o 08:48

Andrzej

Witam serdecznie.((Można jeszcze znaleźć w Biblii i w wielu wypowiedziach Jezusa wersety mówiące o działaniu Prawa Przyczyny i Skutku. "Jak postępowałeś, tak postąpię z tobą. Odpłata za twoje postępki spadnie na twoją głowę"(Abdiasza 1,15 ),a Jezus w ewangelii Jana mówi,że musimy się wele razy rodzić i umierać zanim będziemy się nadawali do Królestwa.(Ew.Jana 3:3-14,Biblia Tysiąclecia).I w ewangelii Mateusza twierdzi,że nikt nie opuści tego świata zanim nie spłaci swoich długów.(Mt. 5, 25-26) Wierzymy,czy nie, to nasza wiara nie ma znaczenia bo Prawo Przyczyny i Skutku na podstawie tego co zapisaliśmy na poziomie kwantowym Kronik Akaszy i tak stworzy dla nas kolejny plan życia, i tylko od nas zależy jakie ono będzie,jednak zawsze znajdziemy się w skutkach przyczyn jakie sami wywołaliśmy.Nieraz już pisałem,że nie wierzę w wersję religijną z jednym życiem bo według mnie niczego nie wyjaśnia i nieudolnie stara się zakryć dziurę po reinkarnacji zlikwidowanej przez Justyniana.Zgodnie z kościelnymi dogmatami wierzymy w to jedno życie i przyjmujemy za pewnik bo tak jesteśmy nauczeni. Wierzymy, że to Bóg obdarowuje nas życiem i obsypuje swoimi łaskami. A czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się dlaczego robi to tak nierówno?Podam dwie przykładowe myśli. Zaznaczam, że jest to tylko teoretyczny przykład. Pierwszą rodziną będzie bogata rodzina gdzie urodziło się dziecko,które nawet się nie starając, dostaje życie "z górki", w dobrobycie i bez nadmiernych stresów. W pakiecie jest również zdrówko, od pierwszego dnia życia aż do spokojnej starości. Naprawdę widać, że Bóg lubi takiego człowieka i się postarał sypiąc tymi łaskami. Ale czy nie sypnęło mu się za wiele? Pytam bo w innej biednej rodzinie przyszło na świat dziecko z uszkodzonym ciałem które do końca swoich dni będzie siedziało na wózku inwalidzkim, i jego dni od samego początku można zaliczyć do rodzaju"pod górkę". Czy sprawiedliwy Bóg jest niesprawiedliwy?A nawet stronniczy? Według nauki Kościoła taki pogląd trzeba przyjąć. Pierwszemu dziecku sypnął nadmiar i zabrakło dla drugiego? A może to wszystko działa na całkowicie innej zasadzie? Niestety to my sami "zapracowujemy" na konkretne wcielenie i słuchając EGO,które mam karze dbać tylko o własne przyjemności, nie wychodzimy na tym najlepiej.Niedawno TV Polsat umieściła w serwisie informacyjnym informację o mężczyźnie,który rozkochiwał w sobie kobiety żeby je okradać i szantażować intymnymi zdjęciami. Szantaż i kradzieże są karalne i sprawca na pewno poniesie za to karę,ale wywoływanie uczuć i porzucanie rozkochanych kobiet już nie jest w naszym systemie karalne. Czy to pozostanie bez echa?Wierzymy,czy nie,ale to również zostało zapisane na poziomie Akaszy. Pamiętamy listy ludzi do Fundacji Nautilius? Kolejny przypadek jaki chciałem przypomnieć nie dotyczy cierpienia fizycznego, ale określiłbym go jako życie w poczuciu krzywdy.)) "Szanowni Państwo z Fundacji Nautilus! Nazywam się Barbara F. (nazwisko do wiadomości redakcji) i na stałe mieszkam w Kanadzie. Piszę po raz pierwszy list w internecie, bo mam od niedawna dostęp do komputera. O Waszym istnieniu dowiedziałam się dzięki znajomej, która przeczytała artykuł o liczbie 11 i ataku na WTC (taki tekst zamieściliśmy we wrześniu 2001 roku przyp. Red.). Z wielką uwagą czytam Wasze strony i wiem, jak bardzo jesteście potrzebni ludziom. Dzięki prezentowanym tu informacjom wielu z nich otwiera oczy na świat, poznaje zupełnie nowe prawdy o zasadach, które kierują naszym życiem. Postanowiłam napisać ten list, bo być może moja historia uświadomi komuś, jak ważni są w naszym życiu inni ludzie. I jak bardzo powinniśmy dostrzegać w nich tę samą niezwykłą boskość, która jest w nas. Zacznę od tego, że jestem osobą dotkniętą bardzo poważnym schorzeniem, które sprawia, że jestem zdana na opiekę innych. Choroba ma podłoże genetyczne i niestety bardzo zmieniła moje życie. Jej symptomy pojawiły się od razu po moim urodzeniu i to właśnie geny sprawiły, że jestem niepełnosprawna. Zawsze miałam ogromny żal do świata o to, że akurat mnie pokarał w tak okrutny sposób. Obserwowałam swoich rówieśników i nie mogłam pogodzić się z tym, że akurat padło na mnie.Nie wierzyłam w żadne teorie religijne i byłam podobnie jak moja mama osobą niewierzącą. Po moim urodzeniu odszedł od nas ojciec i to wszystko sprawiło, że było nam naprawdę ciężko.Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń

24 stycznia o 08:49

Andrzej

Witam serdecznie.((Dalszy ciąg listu kobiety z Kanady)) Kiedy miałam 7 lat w życiu mojej mamy pojawił się mężczyzna, z którym bardzo szybko związała się i po pewnym czasie urodził się mój przyrodni brat. Ten okres wspominam jako największy koszmar, gdyż świadoma mojego kalectwa przeżywałam bardzo to, że moja matka odsunie się ode mnie. Nie chcę opisywać tego, co przeżyłam. Dziś, kiedy jestem już w podeszłym wieku patrzę na to inaczej, ale wtedy był to dla mnie najbardziej trudny czas. Mój ojczym nie przepadał za mną i nigdy nie mogłam z nim nawiązać kontaktu, a moje schorzenie wzbudzało w nim wyraźną niechęć. Nie mogłam pogodzić się z tym, że moja matka kochała takiego człowieka. Proszę wybaczyć mi ten przydługi wstęp, ale jest on konieczny, aby zrozumieć to, co chcę Wam przekazać. W latach 70-tych pojawił się lek, który pozwolił mi ograniczyć moją chorobę na tyle, że mogłam zacząć w miarę normalnie żyć. Problemem mojego schorzenia były bardzo nieestetyczne zmiany na skórze, które sprawiały, że byłam skazana na życie w domu niczym w klatce. Zaczęłam pracować i wyprowadziłam się z domu. To, o czym Wam chcę opowiedzieć miało miejsce w 1983 roku, kiedy zostałam namówiona przez znajomych do wzięcia udziału w seansie regresji hipnotycznej. Od razu na początku zaznaczam, że w ogóle nie wierzyłam, że taka regresja jest prawdziwa i że jest reinkarnacja. Powtarzam jeszcze raz, że byłam zupełnie niewierząca i traktowałam teorie o istnieniu duszy jako niegroźne fantazje naiwnych ludzi. Regresja hipnotyczna (jeśli nie wiecie) polega na tym, że wprowadza się człowieka w stan przypominający trochę półsen, a pomaga w tym prowadzący regresję. Przyszłam na to spotkanie w ramach uatrakcyjnienia sobie piątkowego popołudnia i absolutnie nie spodziewałam się czegokolwiek. W spotkaniu uczestniczyło 6 osób, a prowadził je Larry Jacobs, który był doświadczonym człowiekiem w prowadzeniu takich seansów regresji. W Sali, gdzie miało dojść do naszej regresji, były ułożone materace, a cała nasza szóstka położyła się w układzie gwiazdy. Prowadzący puścił uspokajającą muzykę, a potem wydawał nam różne polecenia. Pamiętam tylko tyle, że w ramach żartu pomyślałam, że bardzo chcę się dowiedzieć, dlaczego akurat mnie dotknęło w życiu takie nieszczęście i dlaczego zostałam tak okrutnie oszpecona przez chorobę. Początkowo nic się nie działo i bardzo dokładnie pamiętam, jak było polecenie wydane przez prowadzącego seans, aby schodzić po schodach w dół i z każdym schodkiem mieliśmy cofać się do światła, czy jakoś tak. I nagle to się stało! Było to tak niezwykłe,że trudno jest mi to opisać i chyba to jest w ogóle nie do opisania.Nagle zaczęłam być„w innym życiu”.Byłam mężczyzną,młodym i bardzo nonszalanckim.Miałam na imię Ted – pamiętam to wyraźnie.Myślę,że to było gdzieś w USA, ale mogła to też być Europa. Było ciepło, wokół mojego domu był ogród, a dalej las. Nie będę opisywała Wam całej wizji żeby Was nie zanudzić, ale nagle zobaczyłam scenę, w której jako ten mężczyzna rozstaję się z kochającą mnie kobietą. To dziwne, ale czułam, że robię to wyłącznie z własnego egoizmu, w poszukiwaniu nowej miłosnej przygody. Wiedziałam także, że ta kobieta jest z jakiś powodów w trudnej sytuacji i w pewien sposób nawet ją kochałem. Czułem, że po rozstaniu ze mną ona nigdy się nie podniesie, ale... nie dbałem o to.Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń

24 stycznia o 09:05

Wysłano

zobacz co znalazłam pod hasłem mentalne odłączenie - skąd oni biorą takie wyjaśnienia , przecież nikt nie prowadził w tym kierunku jakichkolwiek badań naukowych - https://minikar.ru/pl/health/mentalnaya-svyaz-mezhdu-lyudmi-kak-razorvat-energeticheskuyu-svyaz/

25 stycznia o 08:48

 

wygodne , miłość duszy do ciała , to niech się objawia miłość duszy do duszy , bez seksualnych wypatrzeń ... 🙂 , taka miłośc jest najprawdziwsza , miłość duszy do duszy ,bez podtekstu seksualnego ... 🙂

20 stycznia o 09:13

Andrzej

Te wypaczenia sami tworzymy nadając tej miłości seksualne podteksty. Niestety materialny świat jest oparty na funkcjonowaniu materialnych ciał które odczuwają pociąg seksualny i uczucie zawsze powiazujemy z seksem bo tak czują materialne ciała

20 stycznia o 11:54

Andrzej

Wiesz?Ta religia tak wyprała Ci mózg,że nie umiesz samodzielnie myśleć i nie akceptujesz niczego co nie jest zgodne z tym co mówią faceci w sukienkach. Pytasz skąd wiem,że Bóg wysyła wielu posłańców, a nie tylko jednego Jezusa? Wiem to od Jezusa, który mówi o tym w PRZYPOWIEŚCI O ZAPRASZANYCH GOŚCIACH i dziwi mnie że chociaż wspominam o tym co jakiś czas, to Ty o tym nie wiesz. Już nie wiem jak mam Ci przekazać,że cały cykl życia polega na jak najszybszym rozwoju duszy i jest podzielony na etapy. Jedno materialne życie to jeden etap w którym dusza musi doświadczyć uczuć jakich się nie nauczyła w obecnym życiu.Dlatego jest możliwa sytuacja kiedy doświadczając w ciele mężczyzny i kochając ciała kobiet, przenosi to uczucie do kobiet w kolejne wcielenie. Nawet wtedy kiedy tej duszy przyjdzie doświadczać w ciele kobiety. Biskupi to skrytykują,ale możliwe,że Prawo Przyczyny i Skutku w kolejnym ich wcieleniu umieści ich właśnie w takim środowisku żeby na własnej skórze doświadczyli jak to jest być krytykowanym za orientację seksualną. Niestety musimy doświadczyć wszystkiego bo na tym się uczymy.

21 stycznia o 08:56

Andrzej

Witam serdecznie.Egotyzm to przede wszystkim egoizm, który zabarwia pozostałe cztery obsesje, bo cechy każdej z nich zostają wzmocnione chęcią samozaspokojenia i pychą. W przypadku pierwszej obsesji egotysta pożąda w celu zaspokojenia siebie, a nie partnera. Złość występuje wtedy, gdy moje pragnienie nie spełniło się, tak jak JA tego chciałem. Chciwość to MOJA chęć posiadania na własność. Natomiast przywiązanie jest uzurpowaniem PRZEZE MNIE sobie prawa do posiadania na własność innego człowieka i decydowania o jego losie. Kreowania MOICH więzów,obdarzania go MOIMI uczuciami itd. "Co można zrobić,żeby wykorzenić obsesję,gdy ktoś stwierdzi,że któraś z nich występuje?" ((Moim zdaniem trzeba zacząć od zaprzestania uważania siebie za najważniejszą osobę,czyli maksymalnie stłumić działanie EGO.Nauczyć się wybaczać,ustępować innym i odzwyczaić się od narzucania swoich poglądów jako jedynie słusznych bo to co jest dobre dla nas, niekoniecznie musi być dobre dla innych bo każdy ma i powinien żyć własnym życiem)) To bardzo trudne, bo na ogół występują wszystkie razem, jednakże można i trzeba próbować. Mistycyzm daje prostą receptę polegającą na zamienianiu obsesji ich pozytywnymi przeciwieństwami. Przeciwieństwem dla żądzy jest wstrzemięźliwość i umiarkowanie we wszystkim co się robi. Przeciwieństwem dla złości jest łagodność, nieagresja i tolerancja. Przeciwieństwem dla chciwości jest zadowolenie z tego co nam los przynosi. Zaś przeciwieństwem dla przywiązana jest miłość i mentalne odłączenie. Natomiast przeciwieństwem egotyzmu jest pokora. Oczywiście te próby tym lepsze wydaje efekty, im szerzej otwarta jest świadomość bo człowiek na niskim poziomie świadomości uparcie brnie w obsesje i tym samym produkuje coraz więcej, coraz cięższej karmy. ((Na tym zakończył wykład o głównych przyczynach powstawania długów karmicznych jakie popełniamy swoimi ciałami i z tego powodu nie możemy opuścić materialnego świata. Jezus wyraźnie przed tym przestrzegał. "Pogódź się rychło z przeciwnikiem swoim, póki jesteś z nim w drodze, aby cię nie podał sędziemu, a sędzia słudze i abyś nie został wtrącony do więzienia. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni grosz." (Mt. 5, 25-26) Piotr przedstawił nam to zagadnienie ze strony mistycyzmu i jak się okazuje tu również największym winowajcą jest nasze nieposkromione JA. Ale czy pamiętamy jak o potrzebie umniejszania EGO opowiadał Grzegorz Sławicki? Opowiadał,że to jest część naszego umysłu, która się zbuntowała i zapragnęła żyć przez nikogo niekontrolowanym życiem.Jednak skąd to się wzięłó? W moim rozumieniu uwięziona w strefie czasoprzestrzeni dusza wytwarza dodatkową świadomość,która z pomocą materialnego narzędzia ma dokonywać wyborów i w końcu doprowadzić do uwolnienia duszy. Dlaczego jednak tak się nie dzieje i musimy tu wracać? Bo w składzie dodatkowej świadomości znajduje się właśnie owo nieszczęsne EGO,które jest głównym producentem karmicznych długów.Ale bez którego nie jesteśmy w stanie, jako ludzie, do niczego dojść i wygląda na to,że kontrolowane EGO jest pożyteczne, ale jako zbuntowane narzędzie jest szkodnikiem, który oddala nasze uwolnienie od poziomu materii. Mamy więc wyraźny konflikt interesów bo dusza chce się uwolnić spod wpływu poziomu czasoprzestrzeni, ale nie chce tego EGO. Trwamy, więc w tym zamkniętym cyklu co jakiś czas odchodząc na poziomy astralne, tam się oczyszczamy ze zdobytych doświadczeń i wracamy z nową świadomością po nowe doświadczenia. Piotr nas trochę postraszył upadkiem w coraz niższe poziomy i wcieleniami w formy zwierzęce. Ale czy tak może być naprawdę? Tego nie jestem pewien, bo przecież nie bez przyczyny ludzie posiadający umiejętność badania poziomów astralnych mówią o strefach przemyśleń dla zdegenerowanych materialnym życiem energii, wspominają też o strefach w których doświadczamy własnych zachowań,aż do ich zrozumienia. W ostateczności w badaniach dr Newtona mówi się o podzieleniu uszkodzonej energii i wymieszaniu jej w odpowiednich proporcjach z nie uszkodzoną. Od jakiegoś czasu myślę,że w powstawaniu długów karmicznych nasze fizyczne działanie nie powoduje aż tak wielkich skutków jak wywołanie uczuć i emocji jakie tymi czynami wywołaliśmy i zdaje się,że uczucia są najważniejsze.Z podawanych wcześniej przykładów nie wynika żeby świadomość dopuszczająca się zła musiała się cofać aż do poziomu form zwierzęcych, to raczej ludzie widzieliby chętnie takie rozwiązanie. Jednak myślę,że ma to swoje dobre strony, podobnie jak religijne straszenie piekłem, bo może zapobiegać całkowitej samowoli i zdziczeniu.)) Pozdrawiam serdecznie. Zdrówka życzę, ciekawych przemyśleń