STWORZYCIELE SZCZĘŚLIWYCH ŚWIATÓW
MĘŻCZYZNA KOCHA TO, KIM STAJE SIĘ W TWOJEJ OBECNOŚCI
Niewiele kobiet zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo mężczyzna tęskni za jednym doświadczeniem.
Nie za podziwem. Nie za zachwytem. Nie za idealną partnerką.
On tęskni za miejscem, w którym może przestać walczyć.
Przez całe życie słyszał, że ma być silny. Ma dawać radę. Ma wiedzieć. Ma chronić. Ma zarabiać. Ma się nie bać. Ma nie płakać.
I często przez lata nosi na swoich barkach ciężar, którego nikt nie widzi.
Dlatego gdy spotyka kobietę, nie szuka wyłącznie jej urody, inteligencji czy wyjątkowości.
Znacznie głębiej szuka odpowiedzi na jedno pytanie:
Kim mogę być przy Tobie?
Czy przy Tobie nadal muszę udowadniać swoją wartość?
Czy muszę zasługiwać na miłość?
Czy będziesz widziała tylko moje błędy?
Czy kiedy upadnę, spojrzysz na mnie z pogardą?
Czy kiedy pokażę słabość, wykorzystasz ją przeciwko mnie?
To są pytania, których większość mężczyzn nigdy nie wypowie na głos.
Ale nosi je w sercu.
Bo pod dorosłym mężczyzną często mieszka mały chłopiec, który kiedyś bardzo chciał usłyszeć:
„Jesteś wystarczający.” „Jestem z ciebie dumna.” „Nie musisz być idealny, żeby zasługiwać na miłość.”
I kiedy kobieta patrzy na niego oczami pełnymi obecności, wydarza się coś niezwykłego.
Nie dlatego, że go idealizuje.
Nie dlatego, że nie widzi jego wad.
Ale dlatego, że widzi w nim coś więcej niż jego błędy.
Widzi człowieka.
Jego starania. Jego zmęczenie. Jego lęki. Jego dobre intencje. Jego historię.
Widzi miejsce, w którym został zraniony.
I właśnie wtedy mężczyzna zaczyna oddychać głębiej.
Bo przestaje walczyć o prawo do istnienia.
Nie ma większego daru niż być widzianym takim, jakim się jest.
Tak samo jak kobieta rozkwita przy mężczyźnie, który ją przyjmuje, a nie próbuje zmieniać, tak samo mężczyzna rozkwita przy kobiecie, przy której nie musi ciągle udowadniać swojej wartości.
To nie oznacza zgody na wszystko.
Nie oznacza braku granic.
Nie oznacza poświęcania siebie.
Oznacza coś znacznie głębszego.
Oznacza patrzenie sercem.
Patrzenie poza zachowanie. Poza maski. Poza mechanizmy obronne.
Bo czasem pod złością mężczyzny ukrywa się bezradność.
Pod wycofaniem – lęk.
Pod milczeniem – niewypowiedziany ból.
Pod kontrolą – ogromny strach przed porażką.
I wtedy relacja przestaje być polem walki.
Staje się miejscem spotkania dwóch ludzkich serc.
Kobiety, która nie musi już ratować.
I mężczyzny, który nie musi już udowadniać.
Kobiety, która mówi:
„Widzę Cię.”
I mężczyzny, który po raz pierwszy od bardzo dawna może odpowiedzieć:
„Przy Tobie mogę być sobą.”
Może właśnie dlatego najgłębsza miłość nie zaczyna się od pytania:
„Czy on mnie kocha?”
Ale od pytania:
„Jakiego człowieka zapraszam do życia swoją obecnością?”
Bo ludzie nie zostają przy nas tylko dlatego, że ich kochamy.
Zostają tam, gdzie mogą poczuć, że ich dusza ma prawo oddychać.
Usiądź na chwilę w ciszy.
Weź kilka spokojnych oddechów.
Nie myśl o tym, jaki on jest. Nie analizuj jego zachowań. Nie szukaj winnych.
Skieruj uwagę na siebie.
Pomyśl o mężczyźnie, który jest lub był ważny w Twoim życiu.
Może to być partner. Mąż. Były partner. Ojciec. Mężczyzna, którego kochasz.
Zamknij oczy i odpowiedz sobie szczerze:
Co czuję w ciele, kiedy o nim myślę?
Jakie emocje pojawiają się jako pierwsze?
Czy patrzę na niego przez pryzmat jego obecności, czy przez pryzmat dawnych zranień?
Czy widzę człowieka, czy swoją historię z nim?
Czego od niego oczekuję?
Co chciałabym, żeby mi dał?
Czy potrafię zobaczyć jego ból, nie rezygnując z własnych granic?
Czy potrafię widzieć jego człowieczeństwo?
Jakie spojrzenie noszę w swoich oczach, gdy na niego patrzę?
Teraz połóż dłonie na sercu.
I powiedz powoli:
"Dziś wybieram widzieć więcej niż swoje rany."
"Pozwalam sobie zobaczyć prawdę."
"Nie muszę idealizować. Nie muszę osądzać."
"Mogę patrzeć sercem."
"Mogę pozostać przy sobie i jednocześnie widzieć drugiego człowieka."
Na koniec zapisz w dzienniku:
Jak zmieniłaby się moja relacja, gdybym przez jeden dzień patrzyła na niego bez dawnych historii?
I jeszcze jedno pytanie, być może najważniejsze:
Jakimi oczami patrzę na samą siebie?
Bo często dokładnie takim spojrzeniem obdarzamy tych, których kochamy. 
Łączę duchowość, energetykę i mądrość ciała, by prowadzić przez proces wewnętrznego przebudzenia do swojej miłości i mocy
Iwona Grzesik
Dziękuję za Twoją kawę 
Niech Twoja hojność wróci do Ciebie po stokroć – w miłości, dobrostanie i spokoju duszy.
Z całego serca – dziękuję. 
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz