Przyznaję się.
Spaprałam sprawę z jednym ziołem.
I to przez kilkanaście lat.
I nie chodzi o to, że stała się przez to jakaś szkoda. Chodzi o coś gorszego.
Miałam w ręku coś naprawdę mocnego i użyłam z tego może pięciu procent.
Mowa o szałwii.
Zapytaj dziś kogokolwiek, do czego jest szałwia.
Usłyszysz jedno zdanie.
„Płucz gardło."
Ja też tak mówiłam. Przez kilkanaście lat.
I to zdanie nie jest błędne. Dawniej płukano szałwią gardło i dziąsła. To jedno z najstarszych domowych zastosowań, jakie znam. Dawne zielarki dokładały do niej zioło garbnikowe, żeby płukanka była mocniejsza.
Tylko że one wiedziały coś jeszcze.
A my zredukowałyśmy całe zioło do jednego zdania.
To tak, jakbyś kupiła samochód i trzymała w nim buty.
Posłuchaj, bo teraz będzie ta część, przez którą się pprzyznaję.
W starych monografiach zielarskich szałwia w ogóle nie stoi w rozdziale „gardło".
Stoi w grupie ziół, które tradycja chińska opisywała jako uzupełniające „qi", „xue" i „jing". To język modelu sprzed wieków, nie rozpoznanie i nie diagnoza. Trzy najgłębsze warstwy, z których, jak to opisywano, ciało czerpie siłę.
I dlatego w tym modelu po zioła z tej grupy sięgano tam, gdzie człowiekowi sił ubywało szybciej, niż zdążył je odbudować.
A przy samej szałwii dawne opisy są kilka razy dłuższe niż jedno zdanie o gardle. Wymieniano, że stosowano ją:
przy nadmiernym poceniu się, dłoni, pach, także w nocy;
przy latach przekwitania, kiedy wracały uderzenia gorąca i nocne poty;
przy zaleganiu śluzu i wilgoci, tam gdzie wszystko było mokre i ciężkie;
przy słabnącej pamięci i ogólnym wyczerpaniu, tak, przy pamięci;
do płukania jamy ustnej i przy gojeniu, i to akurat przetrwało do dziś jako jedyne.
Czas przeszły w każdym z tych zdań jest tam nieprzypadkowo. To zapis z dawnych ksiąg, nie lista wskazań i nie lista dla Ciebie. Każdy z tych objawów sprawdza się u lekarza. Nie mówię Ci, że szałwia coś u Ciebie zrobi.
Mówię, że kiedy przeczytałam tę listę pierwszy raz, siedziałam nad nią z kubkiem i liczyłam, ile lat wylewałam to do zlewu.
Zioło z Twojej grządki.
Które zaparzasz i wypluwasz.
Ja to robiłam. Kilkanaście lat.
Komu tradycyjnie ją podawano? W dawnych opisach wraca ten sam obraz człowieka. Nie choroba. Obraz.
Ktoś, kto budzi się rano i już jest zmęczony.
Kto pod wieczór nie ma już z czego brać.
I teraz uwaga, bo to jest ważniejsze niż całe to zioło. Jeśli poznajesz w tym siebie, to nie jest sygnał, żeby sięgnąć po szałwię. To sygnał, żeby zacząć od lekarza i od morfologii. Przewlekłe zmęczenie, poty, zadyszka i kłopoty z pamięcią mają swoje przyczyny medyczne i sprawdza się je u lekarza, nie w zielniku.
Widzisz, gdzie to jest?
Nie w gardle.
W fundamencie.
I nie, to nie znaczy, że masz teraz pobiec i zaparzyć. Bo jest jeszcze druga połowa tej historii. Ta, której nie ma w zdaniu „płucz gardło".
Szałwię opisywano jako ziele chłodne i suche. Ściągające. Zatrzymujące wydzieliny.
W tym modelu nie opisywano jej jako „działającej na coś". Opisywano ją jako osuszającą.
Tam, gdzie w tej tradycji widziano zastój i gęsty śluz, osuszanie szło w dobrą stronę.
Tam, gdzie widziano suchość i wychłodzenie, szło dokładnie odwrotnie.
To samo zioło. Ta sama ilość. Dwa przeciwne kierunki.
I uspokajam od razu: płukanka to co innego niż picie. Płukanki nie połykasz.
To nie był wielki błąd.
To była zmarnowana szansa. Przez kilkanaście lat.
Więc nie, nie napiszę Ci tutaj, co robię zamiast.
Bo odpowiedź nie brzmi „sięgnij po inne zioło".
Odpowiedź brzmi: przestań sięgać na chybił trafił.
Nie potrzebujesz większej wiedzy o ziołach. Potrzebujesz systemu, w którym te zioła zaczną pracować na Twoją sezonową odporność.
System, nie lista.
Pierwszy krok jest darmowy i zajmuje dwie minuty.
Jeśli wolisz dostać wszystko na Messengerze, napisz w komentarzu TARCZA.
Zanim sięgniesz po szałwię, sprawdź przeciwwskazania.
A teraz powiedz mi szczerze.
Ty też miałaś szałwię w domu tylko do płukania gardła?
Ściskam, Ewa
Treść ma charakter edukacyjny i opisuje tradycyjne zastosowania roślin. Nie zastępuje konsultacji z lekarzem ani farmaceutą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz