piątek, 18 września 2026

 Jerzy Osuch

Tekst ten skierowany jest głównie do żydowskich rusofobów okupacyjnego rządu w Polsce i wszystkich innych drani podżegających do wojny z Rosją. Macie degeneraci matki, żony, córki, czy chcecie zgotować im los gorszy niż śmierć. Dawno temu pewna dziewczyna opowiedziała mi, jak jej koleżanka została zabrana samochodem przez czterech mężczyzn, zgwałcona i pozostawiona samej sobie, by chwiejnym krokiem powrócić do domu. Historia ta wywołała we mnie tak głęboką odrazę, że do dziś wspominam ją z gniewem i bólem. Nazywam się J. Austin, pochodzę z San Antonio w Teksasie i wierzę, że moja reakcja była typowa dla Amerykanów z czasów sprzed ogłoszenia zasady bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Nawet amerykańscy gangsterzy nie byli na tyle podli, by stać bezczynnie lub z lubieżnym uśmiechem, gdy dochodziło do gwałtu na kobiecie. Tymczasem w ciągu ostatniego roku nasi rosyjscy sojusznicy zgwałcili setki tysięcy dziewcząt, matek, a nawet babć w Europie Środkowej, a nasz rząd i prasa wciąż powtarzają jedynie: „Spróbujmy zrozumieć Rosjan”. A potem nagle, gdy Rosja wyciąga rękę po irańską ropę, podnoszą krzyk: „Przyjmijmy wobec Rosji twardą postawę”. Pozwolili, by zgwałcono milion chrześcijanek w milczeniu, a teraz są gotowi strzelać z powodu jakiejś azjatyckiej ropy. Cóż za wypaczenie wartości. Najohydniejszą zbrodnią, jakiej mogą dopuścić się wojska okupacyjne, jest gwałt: Trzeba przyznać z przykrością, że jest to zbrodnia popełniona przez aliantów, a nie przez Niemców. Nasi sojusznicy z Rosji, współtwórcy procesu „re-edukacji” Niemiec, wkroczyli do Gdańska 24 marca 1945 roku. Pewna pięćdziesięcioletnia nauczycielka z Gdańska donosi, że następnego dnia jej piętnastoletnia siostrzenica została zgwałcona siedem razy, a druga, dwudziestodwuletnia, piętnaście razy. Rosyjski oficer poradził kobietom, by szukały schronienia w katedrze. Gdy już się tam bezpiecznie ukryły, wkroczyli nasi „bracia w broni” i, grając na organach oraz bijąc w dzwony, urządzili przez całą noc ohydną orgię, gwałcąc wszystkie kobiety; niektóre z nich padły ofiarą gwałtu ponad trzydzieści razy. Z pewnością to wspaniały czas, dla tych, którzy pomagają nam sądzić Niemców w Norymberdze. Dr O., katolicki duchowny z Gdańska, oświadcza: „Gwałcili nawet ośmioletnie dziewczynki i strzelali do chłopców, którzy próbowali zasłonić własne matki” Rosyjski generał powiedział do generała broni Iry Eakera, dowódcy alianckich sił powietrznych w rejonie Morza Śródziemnego: „Postanowiliśmy po prostu pozabijać wszystkich niemieckich mężczyzn, zabrać 17 milionów niemieckich kobiet i to rozwiąże sprawę”. I ci nasi ukochani współwyzwoliciele radzą sobie doprawdy świetnie. Wiedzą, dlaczego dąży się do bezwarunkowej kapitulacji i dlaczego Amerykanie domagali się „surowego” pokoju dla Niemiec; rozumieją też ducha planu Morgenthaua: W samym tylko Wiedniu zgwałcili 100 000 kobiet, i to nie raz, lecz wielokrotnie, w tym dziewczynki, które nie osiągnęły jeszcze wieku nastoletniego, oraz starsze kobiety. Takie doniesienia przekazał Jego Ekscelencja Bernard Griffin, brytyjski arcybiskup po mniej lub bardziej oficjalnej podróży mającej na celu zbadanie sytuacji w Europie. Pastor luterański w liście z 7 sierpnia 1945 r. do biskupa Chichester w Anglii opisuje, jak „dwie córki i wnuk (w wieku dziesięciu lat) pewnego pastora cierpią na rzeżączkę, będącą skutkiem gwałtu” oraz jak „jego osiemdziesięciotrzyletnia matka zmarła w wyniku gwałtu”, a także jak „pani N. została zabita, gdy broniła się przed próbą gwałtu”, podczas gdy jej córka została „zgwałcona i wywieziona, rzekomo do Omska na Syberii, w celu poddania indoktrynacji”. Istotnie, ci, którzy zajmują się „re-edukacją” Niemiec, mają używanie. A zwolennicy planu Morgenthaua i orędownicy „surowego” pokoju zacierają ręce z radości. Dzień po tym, jak nasi szlachetni sojusznicy-krzyżowcy zdobyli Nysę na Śląsku, zgwałcono 182 katolickie zakonnice. „W diecezji katowickiej odnotowano sześćdziesiąt sześć ciężarnych zakonnic”. W jednym z klasztorów, gdy przełożona i jej pomocnica próbowały chronić młodsze zakonnice, rozpostarłszy ramiona, zostały zastrzelone. Ksiądz, który o tym doniósł, stwierdził, że zna „kilka wsi, w których wszystkie kobiety, nawet staruszki i dziewczynki w wieku zaledwie dwunastu lat, były przez całe tygodnie codziennie gwałcone przez Rosjan”. „My, alianci, nie jesteśmy potworami”, powiedział Churchill Niemcom w styczniu 1945 roku. „To przynajmniej mogę powiedzieć Niemcom w imieniu Narodów Zjednoczonych. Pokój, choć oparty na bezwarunkowej kapitulacji, przyniesie Niemcom i Japonii ogromną i natychmiastową ulgę w cierpieniu i męczarniach”. Od tamtego czasu alianci, którzy „nie są potworami”, zgwałcili więcej chrześcijańskich kobiet, niż kiedykolwiek wcześniej zgwałcono w historii świata. Skazali Niemcy na głodową rację 1300 kalorii; ograbili dwanaście milionów ludzi z domów, mienia, żywności, a nawet ubrań, i wypędzili ich z ojczyzny; zatrzymali mężczyzn lub zmusili ich do niewolniczej pracy; odebrali im jedną czwartą ziemi uprawnej, statki, fabryki oraz większość narzędzi rolniczych, po czym kazali im utrzymywać się z rolnictwa; dręczyli i zagłodzili na śmierć więcej niemieckich niemowląt, niż kiedykolwiek było Żydów w Niemczech; wreszcie, gwałcili i krzywdzili setki tysięcy niemieckich, austriackich i węgierskich dziewcząt oraz kobiet w wieku od ośmiu do osiemdziesięciu lat. W ciągu jednego roku pokoju doprowadzili do śmierci pięciokrotnie więcej Niemców, niż zginęło ich podczas pięciu lat wojny! Tak, tak, oczywiście: „My, alianci, nie jesteśmy potworami!” Gdy brytyjski minister spraw zagranicznych Ernest Bevin zobaczył, co alianci robią z „około 15 milionami niemieckich wysiedleńców”, ludzi ograbionych i wypędzonych z domów, zawołał w parlamencie: „Pomyślałem: „Boże, oto cena ludzkiej głupoty”. To był przerażający widok”. Myli się jednak, nazywając to „ludzką głupotą”, to żądza niesprawiedliwości ze strony Wielkiej Trójki; To ich żądza pokoju opartego na bezwzględnej polityce siły, oto co to jest. To zbrodnia, a nie głupota! Magazyn „Time” opisując masowe wysiedlenie „co najmniej dziewięciu milionów Niemców z Prus Wschodnich, Gdańska, Śląska, Pomorza i Kraju Sudetów”, pisze: „to historia grozy: starcy umierający z głodu na drogach, młode dziewczęta gwałcone w wagonach towarowych”. A święci krzyżowcy, którzy dopuszczają się tych gwałtów, mają czelność stawiać całe grupy Niemców przed sądem jako zbrodniarzy wojennych! Sylvester C. Michelfelder, pastor luterański, który właśnie wrócił z Niemiec, opisuje na łamach „The Christian Century”, jak „bandy nieodpowiedzialnych opryszków w rosyjskich lub amerykańskich mundurach plądrują i okradają pociągi. Kobiety i dziewczęta są gwałcone na oczach wszystkich. Są odzierane z ubrań”. Tak, święci „re-edukatorzy” Niemiec świetnie się bawią. Do tego stopnia, że „Jego Świątobliwość papież Pius XII w liście do kardynała Michaela von Faulhabera ubolewał nad podłymi krzywdami i cierpieniami, jakich musiały doświadczyć niemieckie kobiety i dziewczęta”. Radio Watykańskie donosiło, że w rosyjskiej strefie okupacyjnej wschodnich Niemiec rozlegają się wołania o pomoc „dziewcząt i kobiet, które są brutalnie gwałcone i których zdrowie fizyczne oraz duchowe zostało całkowicie zrujnowane...”. Wyobraźmy sobie, jaką burzę wywołałaby amerykańska prasa i komentatorzy radiowi, ci święci krzyżowcy, gdyby papież powiedział to samo o Francuzkach w czasie niemieckiej okupacji! Jednak na ich nieszczęście papież nie mógł tego powiedzieć, ponieważ ci „nikczemni” Niemcy dopuszczali się gwałtów rzadziej niż nawet nasi „kochani chłopcy”. Tak więc nasza świętoszkowata prasa i komentatorzy radiowi wciąż wrzeszczą o obozach koncentracyjnych (w których nie gwałcono kobiet), a milczą na temat tego ogromnego i jeszcze gorszego obozu koncentracyjnego, w jaki nasz plan Morgenthau zmienił całe Niemcy, Austrię i Węgry. Choć porównywanie postępowania naszych własnych wojsk z bestialstwem Rosjan byłoby świętokradztwem, donosi się, że i nasze oddziały „świetnie się bawią”, wykorzystując seksualnie kobiety na podbitych terenach. John Dos Passos w magazynie Life przytacza słowa pewnego „czerwonolicego majora”: „Żądza, alkohol i łupy naszych własnych armii, oto żołnierski żołd”. Pewien wojskowy pisze w Time: „Niejedna porządna amerykańska rodzina wzdrygnęłaby się z przerażenia, gdyby wiedziała, jak zachowują się nasi chłopcy, z jaką całkowitą znieczulicą w relacjach międzyludzkich tutaj, na miejscu”. A pewien sierżant pisze: „Nasza armia, podobnie jak brytyjska, ma na sumieniu swój udział w grabieżach i gwałtach... Taka agresywna postawa nie jest wśród naszych żołnierzy powszechna, ale odsetek sprawców jest na tyle duży, że zszargał opinię o naszej armii; my również uchodzimy teraz za armię gwałcicieli”. Wnioski płynące z tych listów musiałyby wywołać salwę śmiechu u demonów piekielnych, wszak trzeba pamiętać, że ci chłopcy zostali wysłani na wojnę w ramach programu Lend-Lease, by uczyć Niemców chrześcijaństwa oraz nieść im i całemu światu ideę Czterech Wolności i Kartę Atlantycką. Gdy tylko rząd, w ramach programu Lend-Lease, wysłał ich na wojnę, by nieśli Niemcom chrześcijaństwo, wyposażył swoich „nowoczesnych krzyżowców”, jak nazywał ich nawet arcybiskup Spellman, w „50 milionów środków antykoncepcyjnych miesięcznie” i poddał ich „szokującej indoktrynacji w zakresie praktyk uznawanych przez przyzwoitych obywateli za niemoralne”, jak zarzucał biskup Michael J. Ready w serwisie informacyjnym N.C.W.C., Columbus. Wyposażeni zatem w pięćdziesiąt milionów niemoralnych środków antykoncepcyjnych i szczegółowo poinstruowani, jak ich używać, nowocześni krzyżowcy ruszyli tłumnie, by uczyć Niemców chrześcijaństwa, a przy tym świetnie się bawić. Co więcej, rząd nakazał im, że małżeństwa z Niemcami, ludźmi „gorszej krwi”, są surowo zabronione, jednak w przypadku posiadania nieślubnych dzieci z Niemkami (których mężowie i partnerzy byli wygodnie przetrzymywani jako robotnicy przymusowi) można było liczyć na zasiłek. Szlachetnym zdobywcom zapewniono więc dobrą zabawę, pod warunkiem, że Niemki okażą się „chętne do współpracy”. Można szczerze i z pewną satysfakcją stwierdzić, że aby Amerykanie i Brytyjczycy mogli „świetnie się bawić”, wiele zależało od „chęci współpracy” ze strony niemieckich i austriackich kobiet. Jak widzieliśmy, w przypadku Rosjan nie było to konieczne. Po prostu gwałcili oni każdą kobietę, od ósmego roku życia wzwyż, a jeśli Niemiec lub Niemka zabili rosyjskiego żołnierza z jakiegokolwiek powodu, w tym za gwałt, „za każdy taki incydent zabijano 50 byłych nazistów”. Brak chęci do współpracy ze strony „Fräulein” nie stanowił również przeszkody w dobrej zabawie dla oddziałów służących pod dowództwem generała Eisenhowera. Według zeznań złożonych w Senacie 17 lipca 1945 roku, gdy podległe mu francuskie oddziały kolonialne wkroczyły do niemieckiego Stuttgartu, spędziły one niemieckie kobiety do przejść podziemnych i zgwałciły około dwóch tysięcy z nich. Nawet reporter gazety „PM” „niechętnie potwierdził tę historię w jej głównych szczegółach”. Warto przypomnieć, że jednym z głównych zarzutów, za które nasi „krzyżowcy” powiesili Yamashitę, było to, iż podległe mu wojska w ostatnich, desperackich dniach, po tym, jak Amerykanie odcięli jego linie komunikacyjne z tymi oddziałami, zgwałciły dwadzieścia pięć „piękności” z Manili. W Stuttgarcie oddziały pod dowództwem Eisenhowera, z którym utrzymywano nieprzerwaną łączność, zgwałciły w ciągu jednego tygodnia i w jednym mieście więcej kobiet, niż, jak się zdaje, oddziały pod dowództwem Hitlera zgwałciły przez cztery lata w całej Francji. Takie bowiem, jakkolwiek byłoby to nieprzyjemne dla przyzwoitych Amerykanów, zdają się być fakty. Wyłania się z nich zdumiewający obraz: niemieckie wojska okupacyjne, których siedem milionów, według depeszy AP z Norymbergi z 28 lutego 1946 roku, sędzia Robert H. Jackson (główny oskarżyciel USA) chciał uznać za organizacje przestępcze i, jak można przypuszczać, skazać na śmierć jako zbrodniarzy wojennych, okazały się najbardziej przyzwoitą wielką formacją wojskową drugiej wojny światowej. Nie ulega już wątpliwości, że dopuszczały się one znacznie mniej gwałtów i grabieży niż wojska alianckie. Jeśli chodzi o postępowanie wobec kobiet na podbitych terenach, niemieckie oddziały zdają się wręcz wyróżniać najbardziej poprawną i przyzwoitą postawą w całej historii wojen. William Shirer w swoim Dzienniku berlińskim pod datą 17 czerwca 1940 roku, a więc w początkowej fazie niemieckiej okupacji, opisał, jak wiele Francuzek uciekło z Paryża w obawie przed Niemcami. „Zdaje się”, pisał, „że paryżanie naprawdę wierzyli, iż Niemcy będą gwałcić kobiety, a mężczyzn spotka coś jeszcze gorszego... Ci, którzy pozostali, są tym bardziej zaskoczeni niezwykle poprawnym zachowaniem wojsk, jak dotąd”. Po czterech latach niemieckiej okupacji Frederick C. Crawford, prezes firmy Thompson Products, 4 stycznia 1945 roku w „Raporcie z frontu”, sporządzonym po wizycie inspekcyjnej, na którą wraz z innymi zabrało go Ministerstwo Wojny, stwierdził: „Niemcy starali się zachowywać ostrożnie w kontaktach z ludnością... „Powiedziano nam, że jeśli obywatel zajmował się wyłącznie swoimi sprawami i nie podejmował żadnych działań politycznych ani konspiracyjnych przeciwko armii okupacyjnej, traktowano go poprawnie”. Krótko mówiąc, wszędzie tam, gdzie Amerykanie mogli przeprowadzić własne dochodzenie, stwierdzali, że choć Niemcy bezlitośnie rozprawiali się z osobami stawiającymi opór i sabotażystami, wobec kobiet z podbitych terenów zachowywali się w sposób niezwykle przyzwoity i zgodny z zasadami chrześcijańskimi. Wydaje się, że na podbitych terytoriach nie dopuszczali się oni gwałtów częściej, niż czyniły to wojska amerykańskie u siebie w kraju czy w państwach sojuszniczych. Można jednak z wdzięcznością stwierdzić, że pod względem liczby gwałtów amerykańskie i brytyjskie wojska okupacyjne w Niemczech nie miały złej sławy. W tej kwestii słuszne wydają się słowa pisarza Johna Dos Passosa na temat grabieży: „Kiedy Amerykanie dokonywali grabieży, zabierali aparaty fotograficzne i kosztowności, natomiast Rosjanie zabierali wszystko. A do tego gwałcili i zabijali”. Poważnym zarzutem, który wydaje się uzasadniony, jest to, że amerykański rząd, dowództwo armii oraz zbyt wielu żołnierzy zdają się traktować niemieckie kobiety jak łatwy obiekt zniewag i seksualnego wykorzystania, jak osoby pozbawione szacunku i praw na mocy bezwarunkowej kapitulacji. Zbyt powszechna jest postawa, którą uosabiał pewien szef alianckiej administracji wojskowej w Monachium, mówiąc: „Prawa? Nie macie żadnych praw. Jesteście pokonani, rozumiecie?” czy też uwaga admirała „Bulla” Halseya, rzucona po kolacji do waszyngtońskich dziennikarzy w odniesieniu do Japonek: „Nienawidzę Japończyków”. „Mówię wam, chłopaki: gdybym spotkał ciężarną Japonkę, kopnąłbym ją w brzuch”. Żołnierze traktowali niemieckie kobiety tak powszechnie i w tak obraźliwy sposób jak prostytutki, że gdyby sprowadzono tam żony wojskowych, musiałyby one nosić mundury – a to dlatego, że „amerykańscy żołnierze nie chcieli, by ich żony były brane przez innych członków sił okupacyjnych za Fräulein”. Skoro nawet we Francji, jak donosił tygodnik „Time” „niektórzy Francuzi zaczęli nocami nosić pałki, by chronić swoje żony i siostry przed zniewagami ze strony amerykańskich żołnierzy”, można sobie wyobrazić, jak ci „wychowawcy” zachowują się w Niemczech. Jeden z wojskowych pisał, że aż go „trzęsie na widok całkowitego braku podstawowej ludzkiej przyzwoitości, jaki przejawia tak wielu amerykańskich żołnierzy” Fakt jest taki, że nasz rząd, kierujący się wytycznymi Morgenthaua, tuż po bezwarunkowej kapitulacji zniszczył i rozgrabił niemieckie fabryki, przejął niemiecką flotę, podzielił kraj na nieefektywne gospodarczo strefy, usankcjonował zagarnięcie jednej czwartej niemieckich gruntów ornych, zatwierdził wysiedlenie dwunastu milionów ludzi do okrojonego państwa oraz uznał grabież narzędzi i maszyn za formę reparacji. W rezultacie głód wśród ludności stał się nieunikniony, i trzeba go uznać za celowe działanie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta zaplanowana polityka głodzenia była w pewnym stopniu realizowana z lubieżną intencją uczynienia z niemieckich kobiet łatwej zdobyczy dla rozwiązłości armii okupacyjnej. Tak czy inaczej, właśnie do tego doprowadziła amerykańska polityka oparta na założeniach Morgenthaua i postanowieniach z Poczdamu. Tak pisze, po wizycie w amerykańskiej strefie okupacyjnej, człowiek o wielkiej wiedzy i rozwadze, dr George N. Shuster, rektor Hunter College. „Wszystko zostało powiedziane, gdy stwierdza się, że Europa jest dziś miejscem, w którym kobieta przegrała swą odwieczną walkę o przyzwoitość, ponieważ przetrwali jedynie ludzie nieprzyzwoici”. Nasz rząd, wraz z rządami Rosji i Wielkiej Brytanii, tak dalece zdławił niemiecki handel, przemysł i rolnictwo, że można wręcz stwierdzić, iż jedynymi niemieckimi matkami zdolnymi utrzymać przy życiu swoje małe dzieci są te, które same, lub których siostry, zostają kochankami żołnierzy naszych wojsk okupacyjnych. Według naszych własnych oficjalnych danych doprowadziliśmy Niemcy do stanu, w którym dzienna racja żywnościowa wynosi od 700 do 1500 kalorii, co stanowi ilość mniejszą niż wartość amerykańskiego śniadania i prowadzi do nieuchronnej, powolnej śmierci. Niektórzy z naszych senatorów otwarcie stwierdzili, że to głodzenie ludności jest działaniem zaplanowanym i celowym. Decydenci odpowiedzialni za naszą politykę są wręcz tak zdeterminowani, by głodzić pokonanych, że bezdusznie zakazali nawet udzielania prywatnej pomocy charytatywnej. „Po raz pierwszy w historii narodów chrześcijańskich, pisze biskup Aloisius J. Muench z Fargo w Dakocie Północnej, potężne rządy uniemożliwiają poprzez oficjalne regulacje praktykowanie chrześcijańskiej miłości bliźniego”. Od 1 kwietnia, pod silną presją środowisk humanitarnych, rząd zezwala, choć niechętnie, na dostarczanie pomocy w wymiarze 2000 ton miesięcznie. To zaledwie dwie uncje na osobę, nie dziennie czy tygodniowo, lecz miesięcznie! To obłudny, symboliczny gest, mający uciszyć ludzi kierujących się duchem chrześcijańskim i, niczym zasłona dymna, przedłużyć o ten zgubny czas politykę głodu według planu Morgenthaua wobec pokonanych; politykę, która z pewnością i z premedytacją popychała kobiety z pokonanych narodów (podczas gdy ich mężczyźni byli przetrzymywani jako robotnicy przymusowi) do zaspokajania żądzy żołnierzy okupacyjnych, czyniąc tym samym gwałt zbędnym. Czasopismo The Christian Century donosi: „Amerykański komendant żandarmerii, podpułkownik Gerald F. Beane, stwierdził, że gwałty nie stanowią problemu dla policji wojskowej, ponieważ odrobina jedzenia, czekolada czy kostka mydła zdają się czynić gwałt niepotrzebnym. Warto się nad tym zastanowić, jeśli chce się zrozumieć sytuację w Niemczech”. Dr Shuster zauważa: „Z wyjątkiem osób, które mogą nawiązać kontakt z członkami sił zbrojnych, Niemcy nie mogą otrzymać niczego, od mydła po buty” (tamże, s. 83). Nic dziwnego, że „młode, samotne dziewczęta wałęsają się i swobodnie oferują swoje ciało w zamian za jedzenie lub nocleg... Po prostu pozostała im tylko jedna rzecz na sprzedaż i ją właśnie sprzedają... Jako sposób na śmierć może to być gorsze niż śmierć głodowa, ale pozwala odwlec zgon o miesiące, a nawet lata”. Na te zdesperowane, głodujące kobiety żołnierze naszych wojsk okupacyjnych, wysłani na wojnę w ramach programu Lend-Lease, by czynić Niemców chrześcijanami, mogą rzucać się niczym żądne chuci wilki. O niemieckich kobietach Harry Flannery pisał w Assignment to Berlin w 1942, że mimo iż niektórzy przywódcy nazistowscy sugerowali niemieckim dziewczętom, iż bycie niezamężną matką dziecka żołnierza nie jest powodem do wstydu, niemiecki wskaźnik urodzeń pozostawał w dużej mierze wynikiem życia rodzinnego, „ponieważ Niemcy są w gruncie rzeczy narodem moralnym”. Nawet niesławna nazistowska polityka zachęcająca do rodzenia dzieci poza małżeństwem (program Lebensborn) skłoniła zaledwie 250 tysięcy niemieckich dziewcząt do zostania „dziewczynami zwycięzców”. Teraz jednak, po roku okupacji alianckiej i głodu, major Claude M. Eberhart, oficer odpowiedzialny za zwalczanie chorób wenerycznych, oświadcza: „Pogłębiające się niedobory żywności zwiększą rozwiązłość wśród dziewcząt, które chętniej będą sprzedawać swoje ciało za tabliczki czekolady i artykuły pierwszej potrzeby, jakie mogą zapewnić żołnierze”. Pewien niemiecki żołnierz o zapadniętych oczach, który w końcu odzyskał wolność, powiedział: „Wracam do domu i widzę, że dom mojej rodziny zniknął. Amerykańskie bombardowanie”. „Zastaję moją dziewczynę mieszkającą z amerykańskim oficerem dla jedzenia, jakie może jej zapewnić”. Z powodu „uderzającej liczby oficerów wyższego szczebla mieszkających z kochankami zaginionych nazistowskich dygnitarzy” nawet niektórzy spostrzegawczy amerykańscy żołnierze nazywali nasze rządy w Niemczech i Austrii „rządami tłumaczy i kochanek. Według dr. G. Stewarta, w raporcie zdrowotnym dołączonym do sprawozdania Eisenhowera, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy amerykańskiej okupacji wskaźnik zachorowań na choroby weneryczne w Niemczech wzrósł dwudziestokrotnie. Doprawdy, ci „niosący chrześcijaństwo” świetnie się bawią, demoralizując celowo głodzone kobiety z podbitych narodów. Po bezwarunkowej kapitulacji wskaźnik zachorowań na choroby weneryczne wśród amerykańskich żołnierzy zaczął rosnąć z 48 do 128 na tysiąc. Do grudnia, jak podał major Eberhart, „średnia liczba przypadków wśród żołnierzy na całym obszarze działań wynosiła 225 na tysiąc”. Niemniej jednak, pomimo tej celowo zaplanowanej, lub wspieranej, a z pewnością tolerowanej rozpusty, wobec niemieckich i austriackich kobiet ze strony wojsk okupacyjnych pod dowództwem amerykańskim, okupacji amerykańskiej i brytyjskiej nie można porównać z szokującą bestialskością okupacji rosyjskiej. Kobiety w strefie amerykańskiej i brytyjskiej przynajmniej mają zazwyczaj możliwość wyboru między śmiercią z głodu a gwałtem. Nie dotyczy to jednak kobiet niemieckich, austriackich i węgierskich w strefie rosyjskiej. Nie oszczędza się nawet zakonnic. Monsignor Matthew Smith, przywiązany do faktów katolicki publicysta, powracając z niedawnego konsystorza kardynałów w Rzymie, oświadczył z goryczą: Setki zakonnic zostało zgwałconych przez rosyjskich barbarzyńców. Wyobraźcie sobie, jak krzyczałaby amerykańska prasa, a nawet wojenna prasa religijna, gdyby to Niemcy gwałcili zakonnice. Ale tego nie zrobili. Ta zbrodnia została pozostawiona naszym współoskarżycielom Niemców. Naziści zabijali sabotażystów i szpiegów. Rosjanie zabijali dziewczęta i zakonnice, które stawiały opór gwałtom. Na Śląsku „wiele dziewcząt i kobiet zostało zgwałconych a znaczna część z nich straciła życie w walce o obronę przed atakami. Wśród zabitych były zakonnice i wielu księży, którzy starali się chronić kobiety i osoby zakonne. Znane są nazwiska 42 księży, którzy zostali zamordowani”. Kiedy z naszą pomocą Rosjanie zdobyli Berlin, dopuścili się najstraszliwszej orgii gwałtów w historii chrześcijańskiej Europy. Nasze armie cierpliwie czekały na zewnątrz, by nie przerywać tej orgii gwałtów i grabieży. A to krzywdzenie niemieckich kobiet stało się codziennością. Działo się to na oczach prezydenta Trumana podczas konferencji w Poczdamie, gdzie z radością stwierdził on, iż „naród niemiecki zaczyna odpokutowywać zbrodnie gangsterów, których wyniósł do władzy, całym sercem popierał i którym posłusznie służył”. Jacy gangsterzy? Czy ci, którzy umożliwili najbardziej bestialskie i zakrojone na tak wielką skalę gwałty w historii, mają prawo nazywać kogokolwiek innego gangsterami? Szwajcarska gazeta „Weltwoche” opisuje sytuację, w której trzy osoby, Amerykanin, Niemiec i Rosjanin, odwiedziły w przerwie spektaklu gwiazdę teatru, a ta powiedziała: „Wybaczcie, że wyglądam tak źle, ale w drodze tutaj zostałam dwukrotnie zgwałcona i przeszłam załamanie nerwowe”. Szwajcarski reporter dodaje, że gwałcenie kobiet w Berlinie, czy to w drodze tam, czy z powrotem, stało się tak powszechne, iż niemal nikt już nie zwraca na to uwagi. A prezydent Truman patrzy na to wszystko, pije szampana ze Stalinem i zgadza się na ograbienie oraz wypędzenie dwunastu milionów niemieckich mężczyzn, kobiet i dzieci z ich domów i ojczyzny w ramach kary za tak zwane niemieckie zbrodnie. Gdzie podziała się amerykańska rycerskość? Co by było, gdyby tak potraktowano nasze kobiety? „Gdy słyszy się opowieści o krzywdach wyrządzanych kobietom na froncie wschodnim”, pisze powieściopisarz Dos Passos, „myśli się z dreszczem grozy o tych, które kochamy i cenimy w domu”. Gdyby najeźdźca zgwałcił nasze kobiety, wówczas zaczęlibyśmy rozumieć, czym są prawdziwe okrucieństwa. Być może pewnego dnia tak się stanie. Jeśli do tego dojdzie, będziemy na to zasługiwać, my, którzy podnosiliśmy krzyk, gdy Niemcy dokonywali egzekucji na przysłanych przez Brytyjczyków zabójcach gubernatora oraz osobach, które ich ukrywały w Lidicach, a nie wydajemy z siebie nawet jęku, gdy Rosjanie gwałcą milion kobiet i setki zakonnic. „My, alianci, nie jesteśmy potworami”, mówił Churchill, „i przybywamy, by was wyzwolić, zwłaszcza was, Austriaków!”. Cóż, pewien brytyjski kapelan donosi, że w jednym z austriackich miast wiedział o 3000 kobiet leczonych po gwałcie. W Wiedniu, uzupełniając zarzut kardynała Griffina, iż 100 000 kobiet zostało wielokrotnie zgwałconych, John Dos Passos, przebywający trzy miesiące w Europie jako korespondent „Life”, donosi: Wiedeńczycy opowiadają o dzikości rosyjskich armii. Nadciągnęły niczym starożytne hordy mongolskie ze stepów, z minimalnym zaopatrzeniem. Ludzie w dzielnicach robotniczych sądzili, że gdy nadejdą Rosjanie, przynajmniej oni zostaną oszczędzeni. Nic bardziej mylnego. W dzielnicach robotniczych żołnierzom wolno było gwałcić, mordować i grabić do woli. Gdy ofiary się skarżyły, Rosjanie odpowiadali: „Żyjecie zbyt dostatnio jak na robotników. Jesteście burżuazją”. „A my zwróciliśmy się do tych ludzi z prośbą o pomoc w ściganiu siedmiu milionów Niemców za rzekome zbrodnie wojenne! Na Węgrzech wydarzyło się wreszcie coś na tyle dramatycznego, że poświęcono temu choć trochę miejsca w codziennej prasie. Zastrzelono węgierskiego biskupa. To było wydarzenie. Przez lata nazistów odsądzano od czci i wiary jako barbarzyńskich wrogów chrześcijaństwa, a jednak przez cały ten czas nie zabili ani jednego biskupa, ba, nie wtrącili do więzienia nawet jednego rodzimego biskupa. A tu nagle ci święci krzyżowcy w obronie chrześcijaństwa zastrzelili biskupa. Co więcej, wiadomość ta pojawiła się jedynie jako swego rodzaju pochwała pod adresem Rosjan, pod nagłówkiem: „Czerwoni karzą sprawców zabójstwa biskupa”. Niedawno w Rzymie kardynał Mindszenty wyjaśnił, że „biskup William Apor z Győr oraz 53 księży zostali zabici przez Rosjan... biskup zginął, próbując chronić grupę kobiet i dzieci, które szukały schronienia w jego pałacu”. Latem ubiegłego roku agencja informacyjna KAP opublikowała raport szwajcarskiego poselstwa, źródła niezwykle wiarygodnegow którym czytamy: „Oprócz grabieży, to zwłaszcza gwałty na kobietach stały się źródłem największego cierpienia ludności węgierskiej. Przypadki te były tak powszechne (dotyczyły kobiet w wieku od 10 do 70 lat), że w praktyce niewiele Węgierek zdołało uniknąć tego losu. Odnotowano akty niewyobrażalnego okrucieństwa; wiele kobiet wolało popełnić samobójstwo, byle tylko uniknąć tych potworności. Nawet teraz, gdy porządek został mniej więcej przywrócony, rosyjscy żołnierze obserwują domy zamieszkane przez kobiety i wracają tam nocą, by je zabrać”. Rzeczy te powinny budzić w każdym przyzwoitym Amerykaninie głęboką odrazę. Chrześcijańska Europa nigdy wcześniej nie doświadczyła tak zakrojonej na szeroką skalę krzywdy wyrządzanej kobietom. Gdy w 1683 roku muzułmanie u bram Wiednia grozili europejskim kobietom takim losem, chrześcijańska Europa poderwała się z przerażeniem, by zapobiec tej masowej zbrodni. To Ameryce przypadło w udziale nie tylko bombardowanie Monte Cassino i Rzymu, niszczenie większej liczby kościołów niż kiedykolwiek uczynili to wandale czy obrócenie w perzynę całego miasta pełnego kobiet i dzieci, jedynie po to, by przetestować nową broń, ale także narzucenie całemu chrześcijańskiemu narodowi polityki bezwarunkowej kapitulacji w taki sposób, że został on bezbronnie wydany na łupież i gwałty dokonywane przez najbardziej zwyrodniałe, totalitarne hordy w dziejach... a następnie zaproszenie tych masowych gwałcicieli do roli „świętych” współoskarżycieli, podczas gdy to właśnie oni jawią się dziś jako „najbardziej przyzwoita armia” II wojny światowej. Co więcej, jakby w nagrodę za masowe grabieże i gwałty w całej Europie Środkowej, nasz drugi sojusznik, Wielka Brytania, ustami ministra spraw zagranicznych Bevina, jeszcze 16 marca 1946 r. zaproponował rosyjskim grabieżcom „przedłużenie traktatu brytyjsko-sowieckiego do 50 lat”. Pomyślcie tylko, jeśli masowe gwałty na kobietach budzą wstręt, to wspieranie sprawców tych czynów sojuszami wojskowymi powinno sprawić, że nawet bestie z dżungli krzykną: „Hańba!”. Zaprawdę, samozwańczy „re-edukatorzy” Niemiec świetnie się bawią, stając się przy tym coraz bardziej nikczemnymi. Apostolscy orędownicy interwencji w imię „czterech wolności” sprowadzili na chrześcijańskie kobiety najpotworniejszą tragedię w historii. Papież, niemieccy biskupi, dwóch czy trzech biskupów tutaj i w Wielkiej Brytanii, kwakrzy oraz garstka duchownych, uczonych i socjalistów protestują w rozpaczy, tymczasem zadufani w sobie „re-edukatorzy” Niemiec z lubieżnym uśmiechem domagają się jeszcze surowszego pokoju i z obłudną gorliwością dążą do tego, by chrześcijańskie kobiety w Hiszpanii spotkał ten sam los upodlenia. Jeśli im na to pozwolimy, w końcu wciągną w to również naszych.
PS. Do czasu powołania do wojska w 1942 roku autor kierował katedrą języka angielskiego na Uniwersytecie w Scranton (Pensylwania). Po wojnie został profesorem nadzwyczajnym anglistyki w Incarnate Word College w San Antonio (Teksas).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz