,,,,Pamiętajmy! W czasach powszechnego dostępu do Internetu niewiedza jest skutkiem osobistego wyboru.
Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (https://pl.wikipedia.org/.../Kosmiczny_Teleskop_Jamesa_Webba) kosztował 10 miliardów dolarów, powstawał przez 25 lat, a jego budowa zaangażowała ponad dziesięć tysięcy osób w 47 krajach. Ale było warto. Tworzenie instrumentów służących powiększaniu wiedzy jest najlepszym sposobem wydawania pieniędzy publicznych. Skupienie się na budowie takich rzeczy nie przynosi wprost żadnych korzyści materialnych, ale za to pozwala na poznanie świata. A to jest bezcenne.
W lipcu 2022 roku teleskop przesłał na Ziemię pierwsze obrazy najbardziej odległych zakątków wszechświata. Astronomowie oczekiwali potwierdzenia różnych teorii i hipotez, a zamiast tego dostali kolejną zagadkę.
Webb miał być doskonalszą wersją teleskopu Hubble'a (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kosmiczny_Teleskop_Hubble%27a
Miał widzieć dalej, głębiej, bardziej precyzyjnie, w zakresach fal podczerwieni niedostępnych dla swojego poprzednika. I zobaczył. Zobaczył tak wiele, że przyprawił naukowców z całego świata o zawrót głowy.
Przez ostatnie dekady standardem było przekonanie, że im dalej popatrzy się w przestrzeń kosmiczną, czyli im dalej spojrzy się w przeszłość, bo ostatecznie do tego się to wszystko sprowadza, tym bardziej to co widzimy powinno być proste. Mieliśmy zobaczyć powstałe 300–500 milionów lat po Wielkim Wybuchu galaktyki i miały być one niedojrzałe, nieuformowane, małe. Tymczasem James Webb tam, gdzie według wszystkich obliczeń nie powinno prawie niczego jeszcze być, zobaczył galaktyki masywne, ustrukturyzowane, z miliardami gwiazd. Komentując to naukowcy, ludzie wyćwiczeni w chłodnym, kontrolowanym języku, użyli słów takich jak "szokujące", "niemożliwe", "niewyjaśnialne". To w nauce jest rzadkością.
Teleskop, zbudowany po to aby potwierdzić wiedzę, podważył jej fundamenty. W naukach humanistycznych doświadczamy tego regularnie: nowy dokument obala tezę, nowe tłumaczenie zmienia interpretację, nowe wykopalisko przesuwa datowanie. W naukach ścisłych traktuje się to jednak inaczej. Model jest albo sprawdzony, albo nie. Tertium non datur.
Kiedy więc fizycy i kosmolodzy mówią, że coś jest "niemożliwe", a jednocześnie to widzą na własne oczy, to oznacza, że albo pomylili się w opisie pierwszych chwil wszechświata, albo może znane nam prawa fizyki wcale nie są tak jednolite, jak zakładali. Obie opcje są trudne do przełknięcia.
Wszechświat obserwowalny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wszech%C5%9Bwiat_obserwowalny) ma 93 miliardy lat świetlnych średnicy i zawiera około 2 bilionów galaktyk. Jest ich dziesięć razy więcej, niż szacowaliśmy przed wysłaniem w kosmos teleskopu Jamesa Webba. Każda galaktyka oznacza setki miliardów gwiazd. Ale pamiętajmy, że to co widzimy, to najprawdopodobniej zaledwie 5 procent tego, co istnieje. Mamy też zapewne 27 procent ciemnej materii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ciemna_materia), której jednak wciąż nie potrafimy bezpośrednio zaobserwować, oraz 68 procent ciemnej energii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ciemna_energia), czyli coś, o czym wiemy tylko tyle, że powoduje przyspieszoną ekspansję przestrzeni. Mówiąc wprost: 95% wszechświata to coś, czego nie rozumiemy. Żyjemy w 5 procentach, które potrafimy jako tako opisać, i na tej podstawie próbujemy budować modele odzwierciedlające całość. I jak widać niekoniecznie nam się to idealnie udaje.
Piszę to, bo uważam, że to jest jedna z najważniejszych, intelektualnie fascynujących wiadomości ostatnich lat. A przeszła właściwie niemal niezauważona. Teleskop, który pochłonął monstrualne zasoby, pokazał nam, że im dalej patrzymy, tym mniej rozumiemy. Że pytania mnożą się szybciej niż odpowiedzi. Że wszechświat, zamiast się wyjaśniać, komplikuje nam wszystko.
W 1920 Sir Artur Eddington (https://pl.wikipedia.org/wiki/Arthur_Stanley_Eddington) potwierdził eksperymentalnie Ogólną Teorię Względności Einsteina. Informacja o tym wydarzeniu została opublikowana na pierwszych stronach gazet. Ówcześni świeżo upieczeni maturzyści, jak Werner Heisenberg (https://pl.wikipedia.org/wiki/Werner_Heisenberg) studiowali teorie Einsteina "w stanie surowym", prosto z treści artykułów naukowych, które je prezentowały. Bez nauczycieli, którzy by wszystko wyjaśnili z kolorowych podręczników.
Dziś niezwykły postęp wiedzy będący właściwie rewolucją podważającą fundamenty kosmologii przechodzi praktycznie niezauważony. W 1920 każdy słyszał o pracach Einsteina, Eddingtona, Plancka. Dziś maturzysta, nawet z klas matematyczno-fizycznych nie byłby w stanie samodzielnie przeczytać i analizować artykułu naukowego Einsteina. Nie byłby w stanie przeczytać i zrozumieć tak naprawdę nawet prac Newtona, Galileusza czy Kopernika.
Jest to wszystko fascynujące, zaskakujące, a momentami też smutne. Ale dla mnie przede wszystkim jest to dowód na to, że warto żyć, żeby patrzeć jak świat idzie do przodu licząc na to, że się nie rozsypie.
Link: https://iopscience.iop.org/article/10.3847/1538-3881/ad57c1
Wyświetl mniej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz