wtorek, 21 lipca 2026

 Andrzej Dąbrowski

Witam serdecznie.W miarę jak poruszaliśmy się mgła stawała się coraz gęstsza i ciemniejsza. Również ludzie towarzyszący mi zaczęli się zmieniać. Na początku wydawali się rozbawieni i szczęśliwi, ale kiedy pokonaliśmy pewną odległość zaczęli stawać się agresywni. Im bardziej stawałem się podejrzliwy i im więcej pytań zadawałem oni stawali się wobec mnie coraz bardziej wrodzy, opryskliwi i pewni siebie. Zaczęli żartować sobie z mojej nagości i z tego jak śmiesznie wyglądam. Wiedziałem, że mówili o mnie, ale gdy próbowałem dowiedzieć się, co mówią dokładnie oni szeptali:
– Cicho on słyszy – ci mniej agresywni ostrzegali jakby tych agresywniejszych, by byli cicho, aby mnie nie spłoszyć.
Zastanawiając się, co to wszystko ma znaczyć, zadawałem im pytania, ale oni powtarzali tylko bym szedł szybciej i nie zadawał pytań. Czując się nieswojo, szczególnie odkąd oni zaczęli stawać się agresywni rozważałem powrót, ale nie wiedziałem jak to zrobić. Byłem zagubiony.
((Myślę, że nie byłoby tej sytuacji gdyby Storm miał choćby podstawy wiedzy duchowej lub religijnej, i nie odchodził w złosci, przeklinając. Ale on w życiu kierował się ateizmem i nie tylko nie wierzył w Boga, ale nawet w dalsze życie po śmierci. A o wiedzy na temat wiecznego życia duszy to nawet niema co marzyć.))
Nie było żadnych punktów odniesienia, do których mógłbym nawiązać swoje położenie. Była tylko gęsta mgła i wilgotny grunt pod stopami. Nie miałem poczucia kierunków.
Całe moje porozumiewanie z nimi odbywało się za pomocą słów tak jak między zwykłymi ludźmi. Wyglądało na to, że oni nie wiedzieli, co myślę. Ja również nie wiedziałem, co oni myślą. Stawało się jednak coraz bardziej oczywiste, że byli kłamcami i jakakolwiek pomoc stawała się tym bardziej niemożliwa im dłużej przebywałem wśród nich.Jeszcze parę godzin temu spodziewałem się, że umrę i miałem nadzieję, że skończy się tortura, jaką było dla mnie życie. Teraz wszystko wyglądało znacznie gorzej. Byłem popychany przez tłum nieprzyjaznych i okrutnych ludzi w nieznanym kierunku w mrok. Zaczęli wrzeszczeć i rzucać w moim kierunku przekleństwa i obraźliwe słowa żądając bym szedł jeszcze szybciej. Odmawiali odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.
W końcu powiedziałem im, że nie pójdę już dalej. W tym momencie zmienili się całkowicie. Stali się o wiele bardziej agresywni i nalegali, bym szedł z nimi. Kilku z nich zaczęło mnie popychać. Ja zacząłem im oddawać i wtedy zaczęła się dzika orgia wrzasków, szyderstw i bicia. Walczyłem jak dziki człowiek. Cały czas zdawałem sobie sprawę z tego, że sprawia im to wielką uciechę. Ta gra ze mną była dla nich centrum ich rozrywki. Moje cierpienie było ich przyjemnością. Starali się mnie zranić. Chwytali mnie i gryźli. Kiedy udawało mi się zrzucić jednego z nich na jego miejsce pojawiało się pięciu innych.
W tym czasie znajdowałem się w niemal całkowitej ciemności i czułem, że zamiast dwudziestu, trzydziestu nieprzyjaznych istot jest ich tam niezliczona rzesza. Ranienie mnie było dla nich rodzajem sportu. Moje próby walki z nimi prowokowały u nich tylko jeszcze większą uciechę. Zaczęli mnie fizycznie upokarzać w najbardziej poniżający sposób. Walcząc z nimi byłem świadomy tego, że im wcale nie spieszy się by mnie pokonać. Bawili się mną tak jak kot bawi się z myszą. Każdy nowy atak wywoływał u nich kakofoniczne wycie. Ku mojemu przerażeniu zaczęli mnie rozrywać i pożerać żywcem. Robili to bardzo powoli tak by ich zabawa trwała jak najdłużej.
Ani przez moment nie miałem odczucia, że atakujące mnie istoty są kimś innym niż ludźmi. Najlepszy sposób, w jaki mógłbym ich opisać to najbardziej odrażające osoby, jakie można sobie wyobrazić odarte z najmniejszej choćby intencji zrobienia czegoś dobrego. Niektórzy z nich podpowiadali innym, co robić, ale nie zauważyłem wśród nich żadnej hierarchii w sensie organizacyjnym. Nie wyglądało na to by byli kierowani przez kogoś lub kontrolowani w jakikolwiek sposób. Zasadniczo byli tłumem istot kierujących się nieposkromionym okrucieństwem i namiętnościami.
((Odchodził z uczuciem złości, przeklinając i myślę, że wysyłając z siebie tak niską energię ściągnął taką samą w postaci "larw astralnych".Możliwe też, że przyciągnął go poziom astralny z energią jaką sam z siebie wysyłał.Będzie w takim stanie tak długo aż zrozumie, że żył w błędnym przekonaniu.))
W czasie naszej walki zauważyłem, że wydają się nie odczuwać bólu. W czasie mojego pierwszego kontaktu z nimi zauważyłem, że byli ubrani, jednak kiedy ich dotykałem nie czułem żadnego ubrania.
Walcząc z całych sił przez dłuższy czas w końcu moje siły wyczerpały się. Leżąc tam wyczerpany pomiędzy nimi zauważyłem, że moi prześladowcy uspokajają się. Leżąc bez sił przestałem być dla nich rozrywką. Większość z istot poczęła rezygnować rozczarowana, ale niektóre wciąż skubały mnie i poniżali mnie za to, że nie jestem już dłużej dla nich zabawny. W tym czasie leżałem tam poszarpany, niezdolny do stawiania jakiegokolwiek oporu a nieprzyjaźni ludzie od czasu do czasu kłuli mnie próbując zmusić mnie do reakcji.
Wtedy wydarzyło się coś, czego nie będę nawet próbował wyjaśnić. Wewnątrz siebie usłyszałem głos mówiący:
– Módl się do Boga.
Mój umysł zareagował na to:
– Przecież ja się nie modlę. Nie wiem, jak się modlić.
Tak wyglądała moja sytuacja: facet leżący na ziemi w ciemnościach otoczony przez setki, jeśli nie tysiące brutalnych i okrutnych stworów, które właśnie przed chwilą rozszarpały go. Moje położenie wydawało się zupełnie beznadziejne i wyglądało na to, że niemożliwe jest jakiekolwiek wyjście niezależnie od tego czy wierzyłbym w Boga czy nie.
Głos wewnętrzny ponownie powiedział, bym modlił się do Boga. Był to dla mnie dylemat, ponieważ nie wiedziałem jak się modlić. Głos powiedział po raz trzeci bym modlił się do Boga.
Zacząłem w ten sposób:
– Pan jest moim pasterzem, nie będę pożądał... Boże chroń Amerykę... – i inne frazy, które wydawały się mieć związek z religią.
Ludzie wokół mnie dostali szału tak jakbym wylał na nich wrzący olej. Zaczęli na mnie krzyczeć i wrzeszczeć, rozkazując bym przestał. Wrzeszczeli, że nie ma żadnego Boga i że nikt mnie nie usłyszy. Wykrzykując obelgi w moim kierunku zaczęli jednocześnie wycofywać się – tak jakbym był trucizną. Kiedy tak wycofywali się, stali się jeszcze bardziej rozwścieczeni, przeklinając i wrzeszcząc, że to, co mówię jest bezwartościowe i że jestem tchórzem.
Odkrzykiwałem w ich kierunku:
– Ojcze nasz, który jesteś w niebie – i tym podobne zdania. ((Widzimy, że nawet taka modlitwa ma wartość i przynosi efekt?Bo pochodzi od nas samych. Nie musi być wyuczoną z książeczek do nabożeństwa i odklepywana w kościele każdej niedzieli, ale powinna pochodzić z naszego wnętrza"Zamknij się w komorze swojej i módl się w myślach swoich" Teraz wiemy czego Jezus nas chciał nauczyć?Ale czy my to stosujemy i w ogóle wierzymy w to co pozostawił Jezus skoro ksiądz mówi całkowicie inaczej?Myślę, że kościelni interpretatorzy przesadzają z tym atakiem diabłów. Nasz bohater nie widzi nic co możnaby zinterpretować jako przeżycia piekielne które znamy z poprzednich opisów chrześcijan którzy doświadczyli wizji piekielnych.))
To trwało przez jakiś czas aż nagle uświadomiłem sobie, że odeszli. Było ciemno a ja byłem sam wykrzykując rzeczy, które brzmiały „kościelnie”. Sprawiało mi przyjemność, że te kościelne zwroty odniosły tak ogromny skutek na te okropne istoty.
Leżałem tam tak długo w stanie beznadziei i desperacji, otoczony zupełną ciemnością, że nie jestem w stanie powiedzieć ile to trwało. Leżałem w nieznanym mi miejscu, cały poszarpany i porozrywany. Byłem zupełnie pozbawiony siły. Zdawało mi się, że zanikam, że najmniejszy ruch, który chciałbym wykonać pochłonąłby ostatnią energię, którą posiadałem.Nie wiedziałem już nawet czy jestem jeszcze na świecie. Wiedziałem natomiast, że jestem tutaj. To, co czułem było zupełnie prawdziwe. Wszystkie moje zmysły pracowały aż nazbyt dobrze. Właściwie nie zdawałem sobie sprawy, w jaki sposób znalazłem się w tym miejscu. Nie było żadnego odniesienia kierunku, w którym mógłbym się poruszać nawet gdybym był fizycznie do tego zdolny. Agonia, którą przeżyłem w szpitalu w ciągu dnia była niczym w porównaniu do tego, co czułem teraz. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrówka,dobra i miłości.I nie wierzymy w piekielne kary i męki, bo nic takiego nie istnieje.To stan świadomości
Wyświetl mniej
1 komentarz
Udostępnij

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz