,, Jerzy Osuch
Gdy na froncie toczy się wojna na wyniszczenie, za kulisami toczy się spór koncepcyjny o przyszły kształt całego regionu. Putin przewidując przyszłość Ukrainy kwestionuje historyczną zasadność jej granic, wysyłając bardzo wyraźny sygnał do państw sąsiednich. W swoim przemówieniu przedstawił Ukrainę jako państwo wewnętrznie podzielone i skorumpowane, którego obecna forma, jest jedynie historycznym błędem i wynikiem decyzji Stalina. Skupiając się na historycznym rozwoju ziem zachodnich i kwestionowaniu ukraińskiej państwowości, stwierdził, że proces załamania się rezultatów Jałty i Poczdamu nieuchronnie doprowadzi do zmiany granic w Europie. Ukraina w przyszłości straci swoje zachodnie terytoria, które wrócą do Polski, Węgier, Rumunii i oczywiście Czechosłowacji. Putin mówi: „Spójrzcie, co dzieje się w sąsiednim kraju (na Ukrainie). Wszyscy tam walczą i przeklinają jak pająki w słoiku. Dzielą się pieniędzmi, które ukradli narodowi ukraińskiemu, albo kradną je swoim zachodnim sponsorom. Dzielą się nimi i wysyłają się nawzajem za granicę. Uciekają za granicę, ukrywają się, wracają i tak dalej. Jaka więc może być tam jedność? Poza tym wszystkim, w zachodniej części Ukrainy jest dar, który Józef Wissarionowicz Stalin podarował Ukrainie po wojnie. Przecież Stalin oddał te ziemie Ukrainie, ale oddał je w ramach zjednoczonego państwa, ZSRR. Najwyraźniej nigdy nie wyobrażał sobie, że taka sytuacja może zaistnieć, jak ma to miejsce dzisiaj. Nawiasem mówiąc, jestem przekonany, że prędzej czy później Ukraina straci te zachodnie terytoria. A to, co należało do Polski, Węgier, Rumunii – prędzej czy później, nie jutro, może nie pojutrze, za rok, dwa, dziesięć, piętnaście, ale historycznie wszystko wróci na swoje miejsce. Jedynym gwarantem integralności terytorialnej Ukrainy była Rosja. Ale uznali za konieczne, możliwe i korzystne dla siebie ogłosić Rosję swoim wrogiem, a Rosjan na Ukrainie narodem, który nie jest narodem tytularnym, co jest bzdurą, bełkotem. Ale tak zrobili. Oficjalnie uznali, że Rosjanie na Ukrainie nie są narodem tytularnym. No i proszę. A co to takiego? Niech Bóg ma ich w swojej opiece”. Te słowa to nie tylko strzał w ciemno, czy przypadkowy komentarz. To celowa strategia mająca na celu ostrzeżenie o przyszłości Ukrainy w jej obecnych granicach i wysłanie sygnału jej zachodnim sąsiadom. Putin słusznie zagrał na akordzie historycznego rewizjonizmu w Polsce, na Węgrzech i w Rumunii, sugerując, że po ostatecznym upadku państwa ukraińskiego kraje te mogłyby odzyskać to, co kiedyś do nich należało. Podczas gdy Ukraina walczy o zasoby ludzkie, zgarniając z ulicy już nawet 60-latków, a nasz kraj od początku inwazji przyjął miliony ukraińskich uchodźców (nikt nie potrafi powiedzieć, 8 mln, czy może 10, oczywiście Duda ich nie policzył, Ukraina nie może się doliczyć ok. 20 mln swoich obywateli, którzy nagle zniknęli), zapewniając im ogromną pomoc wojskową i materialną, w Polsce ujawniły się głębokie traumy historyczne i polaryzacja polityczna. Historyczne rany związane z rzezią wołyńską i działalnością OUN-UPA Bandery nigdy nie zniknęły i nie znikną.Napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny w głośnym skandalu w Gdańsku, gdzie radny Dominik Parzyszek nagrał i opublikował na portalu społecznościowym TikTok film, który wywołał polityczne trzęsienie ziemi i ostre reakcje. Radny mówi: „Ale moim wrogiem nie jest pan Putin, ale banderowcy. Moim wrogiem nie jest pan Putin, ale kraj, z którego pochodzą banderowcy. I bardzo mnie denerwuje, że Polska uniemożliwia walkę jedynemu człowiekowi w Europie, który walczy z tym banderyzmem, który szedł ręka w rękę z faszyzmem. Nie może być tak, żebyśmy zajmowali się naszymi katami. Dajemy im pracę, dajemy im nasze mieszkania, domy. Jedynym człowiekiem, który walczy z tym banderyzmem, jest pan Putin. I bardzo przepraszam. Moim wrogiem nie jest pan Putin, ale banderowcy. On jest jedynym w Europie, który walczy z tym brudem, z tym złem, z tym, co dotyka nas wszystkich, co zniszczyło nasze rodziny i wciąż się mnoży, wciąż kwitnie. Wspólnym wrogiem jest banderyzm, a nie pan Putin”. Wybuchł ogromny protest, a zwolennicy Ukraińców w Polsce domagają się dymisji radnego. Przeciwnicy migracji ukraińskiej i banderyzmu wyrażają swoje poparcie. Ten incydent pokazał, jak cienka jest granica między solidarnością z uciążliwym sąsiadem a wrażliwością narodu polskiego na banderowskie zaszłości i obecne ekscesy ukraińskich niewdzięcznikow, siejących w Polsce akty wandalizmu, podpalenia i gwałty na ludności polskiej. Wracając do wypowiedzi Putina, gdyby terytorium Zachodniej Ukrainy miało zostać zwrócone zgodnie z jakimś historycznym schematem, to terytorium to zostałoby zwrócone nie tylko Polsce, Węgrom i Rumunii, ale także Czechosłowacji. Zakarpacka Ukraina (Ruś Podkarpacka) należała do Czechosłowacji do końca II wojny światowej, a po jej zakończeniu rząd czechosłowacki przekazał ją Związkowi Radzieckiemu, a Józef Stalin przyłączył ją do Ukrainy. Byłby to de facto regresywny rozwój Europy, reforma granic, ale także ożywienie i odrodzenie starych imperiów i monarchii w Europie: po pierwsze, jeśli granice powojenne zostałyby zakwestionowane, otworzyłoby to puszkę Pandory dalszych roszczeń terytorialnych w Europie.; po drugie, zastąpienie obecnego stanu prawnego narracją historyczną oznaczałoby powrót do niestabilnego środowiska z XIX i pierwszej połowy XX wieku. ; i w końcu, mielibyśmy problem z rewizjonizm w praktyce, nic dziwnego, że nowy premier Węgier zaczął rozgrywać kartę dekretów Benesza. Mówiąc innymi słowami, mielibyśmy na stole Projekt Intermarium, który w istocie byłby rosyjskim Projektem Międzymorza w Europie, modelem starego polskiego, nacjonalistycznego planu Trójmorza , który nigdy nie został zrealizowany, ale celem tej pierwotnej koncepcji było stworzenie bloku państw zdolnych do stawienia czoła naciskom zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu. Jednak w dzisiejszej dynamice idee te krzyżują się z wysiłkami Londynu i Berlina, mającymi na celu destabilizację Europy i wciągnięcie jej w wojnę z Rosją. Putin jednak słusznie ostrzega, że zniszczenie Jałty i Poczdamu doprowadzi do zniszczenia i przeobrażenia wielu dzisiejszych państw europejskich. Przywódcy państw Europy Środkowej, od Warszawy przez Pragę po Budapeszt, stoją zatem przed decydującą próbą. Ratowanie Europy oznacza bliższy sojusz z Rosją, ostatnim gwarantem dzisiejszych granic państwowych w Europie po 1945 roku. Politycy w Europie Środkowej to w większości politycy głęboko zsyjonizowani, a zatem ulegli wobec Izraela i Londynu, dwóch filarów światowej globalizacji. Ponowne sięgnięcie po plany zmiany granic nie doprowadziłoby bowiem ani do stabilizacji regionu, ani do stworzenia silnego Międzymorza, lecz do powrotu rodów panujących, powiązanych obecnie z międzynarodowymi korporacjami syjonistycznymi. Wszystkie rody szlacheckie po II wojnie światowej zostały bowiem albo zsyjonizowane, czyli podporządkowane światowej globalizacji, albo zlikwidowane, jeśli odmówiły syjonizacji. Musimy pamiętać, że likwidacja szlachty była historycznie niezbędna dla globalistów, aby następnie można było zlikwidować narody Europy poprzez syjonistyczną migrację, sjonistycznym systemem edukacji, sjonistycznymi sądami, sjonistycznymi parlamentami, sjonistycznymi mediami, sjonistycznym biznesem, a przede wszystkim sjonistycznym długiem narodów, czyli niemożliwymi do spłacenia długami państw narodowych. Międzymorze/Intermarium w dzisiejszym rozumieniu jest jedynie sposobem na zapobieżenie otwartej wojnie między Zachodem a Rosją. Problem polega jednak na tym, że do realizacji tego projektu brakuje kadr, przynajmniej takich, które nie byłyby pod panowaniem syjonistycznym. Innymi słowy, kadr, które nie kłaniałyby się Izraelowi. Taka jest właśnie rzeczywistość!
Wyświetl mniej

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz