To nie była „kontrola tłumu”. To był test broni, o której oficjalnie się nie mówi.
W Wenezueli użyto technologii, która według relacji działa na dystansie 300–500 metrów, bez huku, bez ognia, bez widocznych obrażeń. Broń, która nie zostawia śladów, ale rozstraja ciało. Układ nerwowy, serce, rytm biologiczny. Świadkowie od dekad mówią o nagłych zawałach, utracie przytomności, dezorientacji, paraliżu – a raporty trafiają do szuflady z napisem: „naturalne przyczyny”.
Takie systemy nie są nowe. Doniesienia o broniach mikrofalowych, akustycznych i elektromagnetycznych pojawiały się już w czasie zimnej wojny. Wtedy wyśmiewane jako teoria spiskowa. Dziś – po cichu rozwijane, miniaturyzowane i integrowane z „systemami bezpieczeństwa”.
Nowoczesne wersje nie muszą zabijać. Wystarczy, że rozregulują: wywołają panikę, ból w klatce piersiowej, nagłe zmęczenie, lęk, uczucie „nadchodzącej śmierci”. Tłum sam się rozprasza. Ofiara sama upada. A system pozostaje „czysty”.
To broń idealna dla epoki kontroli:
– bez krwi
– bez winnych
– bez dowodów
Jeśli można zdalnie wpływać na serce, fale mózgowe i autonomiczny układ nerwowy… to pytanie nie brzmi czy taka broń istnieje.
Pytanie brzmi: jak często jest już używana – i na kim.
A jeśli myślisz, że to tylko do „kontroli tłumu”, pamiętaj: każda technologia testowana na ulicy, jutro trafia do arsenału władzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz