sobota, 21 lutego 2026

 ,,Św. Wod.  

,,Od dzieciństwa wmawia się nam, że jest tylko jeden „prawidłowy” scenariusz życia.
Poprzez kreskówki, reklamy, lekcje w szkole, rozmowy z rodzicami, posty w mediach społecznościowych, seriale, motywacyjne filmy — wszędzie to samo: ucz się dobrze, aby dostać się na prestiżową uczelnię, zdobyć dobrze płatną pracę, kupić mieszkanie, samochód, gadżety, podróżować, wyglądać na sukces i ostatecznie „żyć dobrze”.
Nikt nie pyta: po co?
Po co te wszystkie rzeczy?
Po co ta kolejność?
Po co ta wymiana: najlepsze lata, zdrowie, nerwy, wolność — na pieniądze, które potem można wymienić na rzeczy i status?
Stało się to aksjomatem. Nie dyskutuje się o tym. Nie kwestionuje się tego.
Albo pasujesz do tego wyścigu, albo jesteś nieudacznikiem, przegranym, bezdomnym, wyrzutkiem społecznym.
W rezultacie większość ludzi przez całe życie wymienia najcenniejsze, co mają — czas i zdrowie — na iluzję bezpieczeństwa i wygody.
Dostają:
• rutynę 5/2 (lub 6/1 albo 24/7 w przypadku freelancerów),
• chroniczny stres,
• wypalenie,
• alkohol jako jedyny sposób na relaks,
• długi i kredyty hipoteczne na 20–30 lat do przodu,
• konieczność ciągłego utrzymywania standardu: nowy samochód, nowe ubrania, nowe gadżety, nowe restauracje, nowe zdjęcia do historii,
• relacje oparte na statusie i konsumpcji, które rozpadają się, gdy jeden z partnerów „odstaje”,
• ciało, które starzeje się szybciej z powodu siedzącego trybu życia, fast foodów, niedoboru snu i tabletek na wszystko.
A w zamian — co?
Wątpliwa wygoda, która jutro może zniknąć wraz z utratą pracy, kryzysem, chorobą, rozwodem lub po prostu inflacją.
Nie ma żadnych gwarancji.
Budujesz kruchy domek z kredytów, subskrypcji, leasingów i społecznych oczekiwań — i żyjesz w ciągłym strachu, że jeden podmuch wiatru go zdmieje.
Najbardziej cyniczne jest to, że wolność została zamieniona na wybór między markami.
Jesteś „wolny”, by wybrać między Pepsi a Coca-Colą, między BMW a Mercedesem, między iPhonem a Samsungiem, między Dubajem a Malediwami.
Ale ten wybór to iluzja.
Prawdziwy wybór — życie bez całego tego wyścigu — jest prawie niedostępny.
Bo system sprawił, że bez ciągłej konsumpcji i pracy rzekomo nie przetrwałbyś.
Bez pracy — jesteś bezdomny.
Bez mieszkania — śmierć na ulicy.
Bez konsumpcji — nędza i hańba.
Ale prawda jest taka, że to fałszywa dychotomia.
Jest trzecia droga: minimalizm, świadomy brak zbędnych rzeczy, poszukiwanie sensu nie w rzeczach, ale w relacjach, kreatywności, naturze, pomaganiu innym, w prostym byciu.
Są ludzie, którzy żyją na 30–50 % średniego dochodu i są szczęśliwsi od większości „odnoszących sukcesy”.
Są tacy, którzy wyjechali na wieś, pracują 4 godziny dziennie, podróżują autostopem, budują swój dom własnymi rękami — i nie czują się biedni.
System boi się takich ludzi.
Bo pokazują, że można żyć inaczej.
Można nie ścigać się.
Można nie bać się.
Można być wolnym nie od marek, ale od samej idei, że szczęście leży w konsumpcji i statusie.
Nie chodzi o to, by wszyscy rzucić pracę i wyjechać do lasu.
Chodzi o to, by przestać akceptować ten scenariusz jako jedyny możliwy.
Zadać sobie proste pytanie:
„A jeśli przestanę grać według tych zasad — co najgorszego może się stać? I czy jestem gotowy z tym żyć?”
Większość boi się szczerze odpowiedzieć.
Ale ci, którzy odpowiedzieli — już nie są tymi samymi ludźmi.
MATRIX " "


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz